Tekst:
Kajetan Chlipalski
Ilustracja:
Karol Gawroński
Od 2021 roku Polska cyklicznie doświadcza kolejnych „kryzysów” granicznych: najpierw humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej, następnie uchodźczego po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, a dziś napięć związanych z kontrolą na granicy polsko-niemieckiej i erozją systemu Schengen. Choć można by uznać to nasilenie wydarzeń kryzysowych za przypadek, w rzeczywistości ujawnia ono trwającą przemianę pozycji Polski w globalnym podziale pracy.
Polska przechodzi obecnie proces tzw. tranzycji migracyjnej1 – od kraju emigracyjnego do kraju imigracyjnego. Po raz pierwszy od dekad więcej osób przyjeżdża tu niż wyjeżdża, co przełamuje wieloletni wzorzec. Polska już nie tyle dogania Zachód, co wchodzi w jego rolę, włączając się w mechanizmy kontroli mobilności, zarządzania „obcymi” i reprodukcji nierówności, które kiedyś Polki i Polacy obserwowali z zewnątrz, lub których doświadczali na własnej skórze.
Zmiana ta odbywa się w kontekście przemian demograficznych na poziomie globalnym. Podczas gdy w 2012 r. w UE zanotowano pierwszą w historii ujemną dynamikę przyrostu naturalnego – więcej osób zmarło niż się urodziło – inne kontynenty doświadczają przeciwnego trendu. Od 2000 roku populacja Azji wzrosła o 730 milionów (do 4,48 miliarda), a Afryki o 420 milionów (do 1,22 miliarda w 2015 roku). Prognozy wskazują, że populacja Afryki przekroczy 4,2 miliarda ludzi do 2100 roku, podczas gdy Europa będzie się kurczyć.
Powstałe w wyniku zmian demograficznych luki w gospodarkach krajów przyjmujących – od opieki nad osobami starszymi, przez prace sezonowe w rolnictwie, po wysoko wyspecjalizowane usługi IT – wypełniają globalne przepływy migracyjne. Osoby migrujące tworzą rezerwuar taniej i elastycznej siły roboczej, która umożliwia funkcjonowanie całych sektorów gospodarki przy zachowaniu konkurencyjnych cen. Bez pracy migrantów i migrantek załamałyby się systemy opieki zdrowotnej, rolnictwo czy budownictwo w większości krajów europejskich.
Przemiany gospodarcze ostatnich dekad zmuszają więc lewicę do postawienia pytania o związek między tradycyjnym zadaniem reprezentacji „ludzi pracy” w ramach wspólnoty narodowej a doświadczeniem migracyjnym i uchodźczym. Czy kiedy migracja stała się jednym z głównych warunków funkcjonowania kapitalizmu, polska lewica powinna wciąż skupiać się na budowaniu sojuszy w ramach państwa narodowego, czy wspierać ponadnarodowe prawa pracownicze?
Autonomia migracji
Odpowiedź na ten dylemat zależy od tego, czy uznamy migrantów za jedynie bierne ofiary systemu, które należy chronić z pozycji humanitarnych lub za zagrożenie dla bezpieczeństwa i standardów rynku pracy, czy też dostrzeżemy w nich aktywne podmioty walki o lepsze życie – potencjalnych sojuszników.
„Migracja stanowi (…) formę oporu, w ramach którego ludzie przemieszczają się wbrew granicom i regulacjom, szukając lepszych warunków życia i tworząc własne sieci solidarności.”
Od zawsze państwa traktowały migrację instrumentalnie – jako zasób siły roboczej do zarządzania według potrzeb gospodarki2. Także dwudziestowieczna socjaldemokracja, zamknięta w ramach państwa narodowego, często przyjmowała tę perspektywę, widząc w migrantach albo zagrożenie dla rodzimych pracowników, albo zaledwie przedmiot polityki integracyjnej.
Nurt autonomii migracji (AoM) oferuje odmienną perspektywę. To podejście teoretyczne i polityczne, wywodzące się z włoskiego marksizmu autonomistycznego3, zgodnie z którym migracje postrzega się jako przejaw walki klasowej. Migracja stanowi w takiej perspektywie formę oporu, w ramach którego ludzie przemieszczają się wbrew granicom i regulacjom, szukając lepszych warunków życia i tworząc własne sieci solidarności. AoM postrzega więc granice jako przestrzenie nieustannego konfliktu, gdzie migranci funkcjonują nie jako bierne przedmioty polityk państwowych, lecz jako aktorzy kształtujący procesy migracyjne oraz wpływający na polityki państwowe.
Badacze AoM pokazują, że w rzeczywistości polityki migracyjne często okazują się nieskuteczne – mury graniczne są omijane, deportowani wracają, a osoby w nieregularnej sytuacji migracyjnej znajdują zatrudnienie. Co więcej, ta „nieskuteczność” ujawnia rzeczywistą autonomię ruchów migracyjnych. Państwa utrzymują restrykcyjne prawo migracyjne, ale praktyki migracyjne rozwijają się niezależnie od formalnych regulacji, tworząc własne sieci, szlaki i strategie przetrwania.4
Przykładem autonomii migracji może być też sytuacja na granicy polsko-białoruskiej. W dominującym dyskursie „wojny hybrydowej” migranci są przedstawiani jako bezwolne narzędzia w rękach Łukaszenki, niczym „żywa broń” wymierzona przeciw Polsce. O ile istnieją dowody, że rząd Aleksandra Łukaszenki rzeczywiście współpracował z firmami przewoźniczymi, by „otworzyć” nowy korytarz migracyjny, wątpliwe jest, że miał w tym przedsięwzięciu pełną sprawczość. Ludzie na granicy mają własne cele i motywacje, uciekają przed wojną, prześladowaniami, biedą. Granica polsko-białoruska jest wciąż jednym z najbezpieczniejszych przejść do Europy, a Polska krajem o europejskim standardzie życia. Łukaszenko wsparł więc jedynie procesy migracyjne, które już istniały.
Lewica narodowa czy ponadnarodowa?
Granica polsko-białoruska ujawniła podstawowe napięcie między tradycyjnym – suwerenistycznym – podejściem do narodowego dobra wspólnego a perspektywą autonomii migracji, która wymaga przewartościowania socjaldemokratycznych kategorii politycznych. Od sierpnia 2021 roku, kiedy grupa afgańskich obywateli dotarła do Usnarza Górnego, reakcje różnych segmentów lewicy ujawniły podziały w rozumieniu tego, czym powinien być reprezentowany przez nią „interes klasowy”. Większość lewicy skupiła się na krytyce PiS za „niehumanitarne” traktowanie migrantów. Jednakże z perspektywy AoM powinniśmy spytać: czy problem leży w sposobie implementacji polityki migracyjnej, czy w samej logice kontroli granic jako narzędzia ochrony „lokalnych pracowników”?
Lewica na rozdrożu: narodowy etatyzm czy demokratyczny socjalizm?
Tekst: Łukasz Ostrowski
CZYTAJ TAKŻE
Wprowadzenie przez liberalną KO zawieszenia prawa do azylu w 2025 roku, mimo wcześniejszych obietnic humanitarnego zwrotu, ujawnia, że lewica nie może polegać na różnicy między „dobrymi” i „złymi” rządami, lecz musi kwestionować sam system, w którym obecność migrantów postrzegana jest jako zagrożenie dla lokalnej klasy pracującej.
Dla polskiej lewicy szczególnie problematyczne okazuje się to, że zmiana władzy z PiS na KO nie przyniosła humanitarnego zwrotu, lecz intensyfikację kontroli opakowaną w progresywną retorykę „europejskiej solidarności”. Liberałowie uzasadniali swoje decyzje koniecznością utrzymania jedności europejskiej wobec kryzysu migracyjnego, przedstawiając zaostrzenie polityki granicznej jako przejaw odpowiedzialnego przywództwa w ramach Unii Europejskiej.
Donald Tusk, uznawany przez liberalną lewicę jako alternatywa dla nacjonalizmu PiS, po objęciu urzędu Prezesa Rady Ministrów wprowadził strategię „Tarcza Wschód” i zalegalizował praktyki pushbacków. Ta ciągłość stawia lewicę przed bolesnym pytaniem: czy jej poparcie dla KO przeciwko PiS nie było w rzeczywistości wsparciem dla „cywilizowanej” wersji tej samej logiki wykluczania?
Rozczarowanie po wyborach z 2023 r. ujawnia strukturalne sprzeczności samej demokracji liberalnej. System demokratyczny, zobowiązany do reprezentowania interesów „swoich” obywateli, nieuchronnie produkuje hierarchiczne kategoryzacje osób przekraczających granice – według kryteriów ekonomicznych, kulturowych lub geopolitycznych. Powstaje dwutorowy system, w którym „pożądani” migranci (często wysoko wykwalifikowani specjaliści) są witani z otwartymi rękoma, podczas gdy „niepożądani” (pracownicy o niskich kwalifikacjach, uchodźcy oraz osoby wielokrotnie przemieszczane) podlegają wykluczeniu. Ta selekcja prowadzi do kryzysu liberalno-demokratycznego porządku, gdy oficjalnie obowiązujące, uniwersalistyczne zasady równości i godności ludzkiej zostają zawieszone.
„Gdy lewica zamyka się w narodowych ramach, nieuchronnie adoptuje logikę konkurencji między pracownikami.”
Zarówno nacjonalistyczna retoryka „obrony chrześcijańskiej cywilizacji”, jak i liberalna retoryka „europejskiej wspólnoty” służą temu samemu celowi, czyli uzasadnieniu hierarchizacji ludzi na zasługujących i niezasługujących na prawa oraz solidarność. W przypadku liberałów „europejskie wartości” stają się argumentem za zaostrzeniem kontroli. Hasła o konieczności ochrony „europejskiego stylu życia”, „bezpieczeństwa europejskich obywateli” czy „integralności systemu Schengen” służą jako usprawiedliwienie dla polityk wykluczenia, które zaprzeczają deklarowanym ideałom humanitaryzmu i praw człowieka.
Kryzys kategorii interesu klasowego
Gdy lewica zamyka się w narodowych ramach, nieuchronnie adoptuje logikę konkurencji między pracownikami. Wynika to z faktu, że współczesny kapitalizm jest globalny, łańcuchy dostaw, przepływy kapitału i siły roboczej przekraczają granice państwowe. Próba obrony interesów „lokalnych pracowników” przeciwko „obcym” nie tylko moralnie dyskwalifikuje lewicę, ale jest strategicznie nieskuteczna. Kapitał wykorzystuje te podziały, przeciwstawiając sobie pracowników i obniżając standardy pracy dla wszystkich.
Globalizacja powinna więc skłonić lewicę do rewizji kategorii interesu klasowego oraz refleksji nad kondycją pracownika migrującego.
Tradycyjna lewica traktowała mobilność jako zjawisko marginalne, zewnętrzne wobec „normalnej” pracy wykonywanej przez osiadłych robotników5. Zakładano, że solidarność klasowa buduje się w stabilnych wspólnotach pracowniczych, niezależnie od przepływów migracyjnych. Ta wizja zakładała możliwość budowania solidarności klasowej w ramach państwa narodowego, gdzie wspólne instytucje polityczne i prawne oraz stabilne wspólnoty lokalne tworzyły podstawę dla kolektywnej tożsamości i działania. Fabryka postrzegana była jako przestrzeń oporu, w której robotnicy mogą organizować się przeciwko kapitałowi.
Współczesna migracja rozbija te założenia na kilku poziomach.
Po pierwsze, migrantki i migranci często wykonują prace nieuznawane za „prawdziwą” pracę – opiekę nad dziećmi i osobami starszymi, sprzątanie, gotowanie. Problem polega na tym, że choć pracownicy migrujący są wszechobecni w naszym codziennym życiu – sprzątają nasze biura, opiekują się naszymi rodzicami, dostarczają jedzenie – to pozostają społecznie niewidoczni i wykluczeni z publicznego dyskursu o pracy.
Po drugie, ich status prawny często prowadzi do wykluczenia z tradycyjnych form organizacji pracowniczej. Często są także nieświadomi lokalnych praw, nie znają języków lub są po prostu pozbawieni takich samych praw jak pracownicy krajowi. Co więcej, są niekiedy uzależnieni od pośredników migracyjnych – licencjonowanych agencji, czasem nielegalnych sieci – którzy pobierają wysokie opłaty, często zadłużając migrantów jeszcze przed ich wyjazdem. Ten system pośrednictwa, kontrolujący dostęp do pracy i legalność pobytu, dodatkowo osłabia pozycję migrantów.
Po trzecie, ich życie przekracza granice państwowe, ponieważ często utrzymują więzi ekonomiczne i społeczne z krajami pochodzenia. Większość osób regularnie wysyła pieniądze rodzinom. Dla migrantów z klasy pracującej te przekazy są priorytetem i głównym celem migracji. W wielu przypadkach stanowią też istotne źródło dochodu narodowego krajów pochodzenia. Te transnarodowe więzi sprawiają, że ich interesy i lojalności nie mieszczą się w ramach jednego państwa narodowego, co komplikuje tradycyjne formy organizacji politycznej opartej na obywatelstwie. Jednocześnie presja wysyłania pieniędzy sprawia, że akceptują gorsze warunki pracy, bojąc się utraty zatrudnienia.
Po czwarte, europejska transformacja kapitalizmu z modelu przemysłowego do postindustrialnego zmienia warunki działania politycznego. W epoce fordowskiej fabryka jest nie tylko miejscem produkcji, ale także przestrzenią organizacji i oporu. Strajk fabryczny może sparaliżować produkcję i zmusić kapitał do negocjacji. Dzisiaj, pracownice i pracownicy są coraz częściej geograficznie rozproszeni, często w ramach nieformalnego zatrudnienia i bez wspólnej przestrzeni organizacji.
Wyzwaniem dla państwowej lewicy staje się reprezentacja tych odmiennych interesów w ramach tradycyjnych instytucji politycznych. Socjaldemokracja musi odpowiedzieć na pytanie: jak partie i związki zawodowe, działające w narodowych ramach prawnych, mogą skutecznie reprezentować interesy pracowników platform cyfrowych czy migrantów sezonowych?
Jeśli zatrzymanie migracji jest niemożliwe, lewica zamiast zajmować defensywną postawę, skupiona na ochronie „swoich” pracowników, powinna włączyć migrantów do wspólnej walki o lepsze warunki pracy i życia dla wszystkich. Uznanie, że migranci będą przyjeżdżać niezależnie od polityk granicznych, pozwala skupić się na tym, by ich obecność wzmacniała, a nie osłabiała pozycję negocjacyjną klasy pracującej.
Taka strategia musiałaby działać równocześnie w krajach przyjmujących i wysyłających. W Polsce oznaczałoby to walkę o prawa pracownicze migrantów oraz uniwersalny dostęp do służby zdrowia, edukacji i mieszkań – nie jako akt humanitarnej łaski, lecz jako warunek wzmocnienia pozycji całej klasy pracującej. Jednocześnie wymagałoby to wsparcia ruchów społecznych w krajach pochodzenia migrantów oraz budowaniarelacji między polską a zagraniczną lewicą.
Bez takiej podwójnej strategii wzrost antagonizmów między pracownikami różnych narodowości będzie się pogłębiał, osłabiając możliwości budowania szerokiej koalicji na rzecz sprawiedliwości społecznej. Wzajemna wrogość między „miejscowymi” a „przyjezdnymi” uniemożliwi stworzenie wspólnego frontu przeciw rzeczywistym źródłom wyzysku. Konkurencja między pracownikami zostanie tylko zaostrzona, a prawica zyska więcej narzędzi do dzielenia klasy pracującej. Lewica, zamknięta w narodowych ramach, stanie się częścią systemu wykluczenia, który miała zwalczać.
Globalne procesy ekonomiczne już dawno przekroczyły granice państwowe, podczas gdy opór pozostaje zamknięty w narodowych ramach. Lewica, inspirując się autonomią migracji, może wypracować formy organizacji i działania, które będą równie mobilne i zdolne do adaptacji jak współczesny kapitał, zachowując jednocześnie swój emancypacyjny cel.
Kajetan Chlipalski
Socjolog i kulturoznawca, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu Oksfordzkiego, gdzie obecnie realizuje doktorat w ramach programu DPhil in Migration Studies. Związany z Biblioteką Narodową, prowadzi badania nad humanitarną, informacyjną i integracyjną rolą infrastruktury bibliotek publicznych w kontekście migracji z Ukrainy.
1 M. Okólski, The Migration Transition in Poland, Central and Eastern European Migration Review, 10.2 (2021), pp. 151–69, doi:10.17467/CEEMR.2021.16
2 Wimmer, Andreas, and Nina Glick Schiller, Methodological Nationalism, the Social Sciences, and the Study of Migration: An Essay in Historical Epistemology, International Migration Review, 37.3 (2003), pp. 576–610, doi:10.1111/j.1747-7379.2003.tb00151.x
3 Marksizm autonomistyczny to nurt myśli marksistowskiej rozwinięty we Włoszech w latach 60. XX wieku, który kładł nacisk na autonomię klasy robotniczej wobec zarówno kapitału, jak i tradycyjnych organizacji lewicowych. Główni przedstawiciele i przedstawicielki to Mario Tronti, Antonio Negri, Michael Hardt czy Silvia Federici.
4 Echeverría, Gabriel, Towards a Systemic Theory of Irregular Migration: Explaining Ecuadorian Irregular Migration in Amsterdam and Madrid, IMISCOE Research Series (Springer International Publishing, 2020), doi:10.1007/978-3-030-40903-6
5 Papadopoulos, Dimitris, and Vassilis S. Tsianos, After citizenship: autonomy of migration, organisational ontology and mobile commons, Citizenship Studies, 17.2 (2013), pp. 178–96, doi:10.1080/13621025.2013.780736




![Z ulicy do konstytuanty. Jak przeprowadzić rewolucję obywatelską we Francji? [Rozmowa z Charlotte Girard]](https://www.gromady.pl/wp-content/uploads/2026/05/Troost-Girard-ilustracja-scaled.jpg)




