Tekst:
Małgorzata Damek
Ilustracja:
Anna Ryczkowska
Zastanawiając się nad tym, o jaką praworządność powinny walczyć środowiska progresywne, naturalnym wydaje się odwołanie do prospołecznych zapisów polskiej Konstytucji. Zawarty w niej artykuł drugi przywołuje zasadę sprawiedliwości społecznej bezpośrednio po zasadzie demokratycznego państwa prawa, kluczowej dla współczesnego rozumienia pojęcia praworządności. Pozostaje tylko zadać pytanie: jak właściwie tą sprawiedliwość rozumieć?
Sam fakt, że pojęcie sprawiedliwości społecznej znalazło się najpierw w Noweli grudniowej, a następnie w Konstytucji z 1997 r., stał się tematem licznych anegdot. Jedna z nich głosi, że jego wprowadzenie było ustępstwem ze strony obozu solidarnościowego, które jednocześnie zapewniło umieszczenie korony na polskim godle. Niezależnie od tego, ile prawdy kryje się w tej opowieści, niepodważalnym jest, że zapis ten miał w pewnym stopniu wymiar symboliczny, skierowany do przedstawicieli dawnego systemu.
Generał Wojciech Jaruzelski w wywiadzie udzielonym dla Polityki w 2009 r. przyznał, że w roku 1989 jako prezydent przyjął proponowane wtedy zmiany do ówcześnie obowiązującej konstytucji prawie bezkrytycznie. Jak sam zaznaczył: ,,Prosiłem tylko, ażeby skoro już skreślamy socjalizm, wpisać sformułowanie »sprawiedliwość społeczna«. Dla lewicy ma ono znaczenie kluczowe.” Mimo tego, że większość lewicy nie byłaby zadowolona z zaliczenia Jaruzelskiego do swoich szeregów, słusznie wskazał on, że sprawiedliwość społeczna jest pojęciem kluczowym dla tego nurtu myśli politycznej.
Jaka sprawiedliwość?
Zasada sprawiedliwości społecznej w konstytucji nie jest jednoznacznie określona, określa się ją jako tzw. klauzulę generalną. Konkretne wymiary jej realizacji nie są wymienione w przepisach, a ich doprecyzowanie pozostaje przede wszystkim w gestii orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego. Jednocześnie pojęcia wieloznaczne, rozwijane na kanwie różnych tradycji myśli filozoficznej i społecznej, w tekstach orzeczeń często interpretowane są arbitralnie, w sposób, który najlepiej pasuje do danej argumentacji. W zależności od przedmiotu sprawy oraz branych w niej pod uwagę wartości chronionych prawnie, to, co jest społecznie sprawiedliwe, może się znacznie różnić.
Sam związek pojęcia sprawiedliwości społecznej z myślą lewicową niekoniecznie musi być tak oczywisty, jak wskazywałaby na to wypowiedź Jaruzelskiego. Wprawdzie jako idea inspirowała ona XIX i XX wieczne masowe ruchy społeczne (w tym ruch robotniczy czy komunistyczny, była także silnie związana ze zrywami rewolucyjnymi), ale jednocześnie była jednym z głównych haseł ruchów reformatorskich, formacji socjaldemokratycznych oraz chadeckich. Zajmuje ona również silną pozycję w doktrynie Kościoła katolickiego. Różnice w jej rozumieniu dotyczą kwestii dla lewicy kluczowych, takich jak stopień redystrybucji, poziom zaangażowania państwa czy sama kwestia własności prywatnej. Przykładowo, w nauce Kościoła, która wywarła duży wpływ na myśl polityczną Polski w erze transformacji, sprawiedliwość społeczna łączy się z ograniczoną rolą pomocniczą państwa oraz akceptuje nie całkiem absolutne, ale często konieczne istnienie prawa do własności prywatnej.
Popularność idei sprawiedliwości społecznej wskazuje z jednej strony na jej polityczną wagę, a z drugiej tłumaczy ciągłe trudności jakie występują przy próbach jej doprecyzowania. Kluczowy jest również jej związek z samym pojęciem sprawiedliwości. W zależności od nurtu myśli politycznej, istotna staje się idea dopełniająca rozumienie sprawiedliwości, przykładowo w myśli lewicowej będzie to idea równości, a w klasycznej myśli liberalnej idea wolności. Tego typu przesunięcia w akcentach mogą zasadniczo zmieniać to, co rozumiemy pod pojęciem ,,sprawiedliwości”, a co z konieczności oddziałuje na samo rozumienie sprawiedliwości społecznej. Pomimo faktu, że sam przyrostek „społeczna” powinien sugerować bardziej wspólnotowy wymiar tej zasady, w III RP nie jest to wcale związek oczywisty, ze względu na wzrost znaczenia idei wolności.
„Zderzenie ciągle istniejących wartości socjalistycznych z nową neoliberalną aksjologią sprawiły, że sprawiedliwość społeczna była wykorzystywana od 1989 r. jako uzasadnienie nierzadko sprzecznych interesów.”
Transformacja kapitalistyczna w Polsce nie dotyczyła wyłącznie gospodarki. Wpłynęła ona również znacząco na sferę wartości; można wręcz stwierdzić, że bez ich przekształceń nie byłaby w ogóle możliwa. Tym samym sprawiedliwość społeczna z art. 2 Konstytucji z 1997 roku, a wcześniej Noweli grudniowej, funkcjonuje w innych warunkach niż sprawiedliwość społeczna z art. 5 Konstytucji PRL-u. W rodzącym się społeczeństwie neoliberalnym ważenie wartości takich jak wolność (w szczególności gospodarcza) i równość może mieć zasadniczo inny wynik niż w realnym socjalizmie.
Od reformy rolnej do reprywatyzacji
W dyskursie politycznym Polskiej Republiki Ludowej sprawiedliwość społeczna była silnie związana z deklarowanym budowaniem równości ekonomicznej obywateli – przyświecała aktom nacjonalizacji i zmianom w funkcjonowaniu własności. Władze odwoływały się do niej w rozumieniu sprawiedliwości dziejowej, czyli takiej, która wynagradza krzywdy grup wyzyskiwanych, przykładowo chłopów w ramach reformy rolnej. W III RP jej znaczenie staje się niejednoznaczne, ponieważ w interpretacji zasady zaczyna pośredniczyć Trybunał Konstytucyjny, który podąża różnymi ścieżkami interpretacji.
Zderzenie ciągle istniejących wartości socjalistycznych z nową neoliberalną aksjologią sprawiły, że sprawiedliwość społeczna była wykorzystywana od 1989 r. jako uzasadnienie nierzadko sprzecznych interesów. Była ona przykładowo przywoływana zarówno przez skrajnych przeciwników, jak i zwolenników reprywatyzacji. W orzecznictwie przychylnym wobec roszczeń do znacjonalizowanego mienia, kwestia reprywatyzacji była łączona z zasadą ochrony własności prywatnej i zadośćuczynienia.
Problem reprywatyzacji jest szczególnie interesujący, gdyż po stronie Sejmu brakowało woli politycznej do jednoznacznego uregulowania procedur roszczeniowych. Z tego względu konkretne sprawy, które w innych warunkach powinny zostać wprost uregulowane ustawowo, trafiały właśnie pod rozwagę TK. Sama rola Trybunału Konstytucyjnego w procesie reprywatyzacji była niejednoznaczna. Brak ostatecznej decyzji politycznej powodował, że zarówno TK, jak i inne sądy rozstrzygały w poszczególnych sprawach, tworząc wzory postępowania dla swoich następców. Trybunał Konstytucyjny pełnił w tym okresie również istotną funkcję opiniotwórczą. Język i stanowiska, które formułował, wpływały na postrzeganie konkretnych kwestii przez społeczeństwo, a w szczególności przez przedstawicieli politycznych. To, w jaki sposób w orzeczeniach mówiono o reprywatyzacji (na przykład jako o potencjalnie koniecznym warunku realizacji zasad konstytucyjnych, co zobaczymy niżej) wpływało na jej rozumienie, niezależnie od tego, czy w danym orzeczeniu faktycznie przyznano jakąś formę odszkodowania.
Co tracimy, gdy kierujemy się praworządnością? Judith Shklar przeciwko legalizmowi
Tekst: Michał Stambulski
CZYTAJ TAKŻE
Taka sytuacja miała miejsce w sprawie skierowanej do Trybunału w 2015 r. (jeszcze przed ,,kryzysem konstytucyjnym”), kiedy to prawie 70 lat po dekrecie Bieruta i 26 lat po obradach Okrągłego Stołu, kwestia reprywatyzacji ponownie okazała się prawnie kontrowersyjna.
Sprawa skierowana pytaniem prawnym przez Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie dotyczyła możliwości stosowania, obowiązującego jeszcze w PRL-u, przepisu o odszkodowaniu za gospodarstwo rolne lub dom jednorodzinny położony na gruntach warszawskich, z których właściciele zostali wywłaszczeni po 5 kwietnia 1958 r. Przepis, do którego odnosił się WSA brał pod uwagę również możliwość przyznania odszkodowań wywłaszczonych dekretem Bieruta z 1945 r., stawiając przy tym zastrzeżenie, że ,,poprzedni właściciel bądź jego następcy prawni zostali pozbawieni faktycznej możliwości władania nią po dniu 5 kwietnia 1958 r”. Czy dana sprawa spełniała te kryteria, miał wyjaśnić Trybunał.
Nie zagłębiając się bardziej w sam przedmiot i treść sprawy warto zauważyć, że pomimo upływu czasu, reprywatyzacja pozostawała kwestią sporną. Nawet Trybunał w poprzedniej uchwale (W 19/95) określał reprywatyzację jako problem kontrowersyjny i zależny od decyzji politycznych, a nie prostego stosowania prawa. Mimo to sędziowie zaznaczali, że “byli właściciele tzw. gruntów warszawskich nie zostali potraktowani przez władze publiczne w sposób zgodny z zasadami sprawiedliwości społecznej oraz z zasadą ochrony zaufania do państwa i stanowionego przezeń prawa”.
Sprawiedliwość społeczna jest w powyższym wypadku rozumiana w wymiarze sprawiedliwości rozdzielczej, a nie jako równość w jakiś sposób ogólnospołeczna. Oznacza to skupienie na redystrybucji dóbr w społeczeństwie wedle określonych zasad różnicowania, takich jak wkład pracy, zasługi czy potrzeby. Jeden z wzorców interpretacji tego pojęcia w orzecznictwie TK, kluczowy w sprawie reprywatyzacji, dotyczy jednakowego traktowania podobnych, tzw. ,,ludzi należących do tej samej kategorii”, dotkniętych tymi samymi zmianami prawnymi. Trybunał nie pochyla się więc nad kwestią sprawiedliwości ogólnospołecznej, a skupia się na sprawiedliwym traktowaniu członków społeczeństwa znajdujących się w tej samej sytuacji. Sprawiedliwe będzie równe traktowanie wszystkich wywłaszczonych właścicieli gruntów warszawskich, spełniających kryteria przepisu, bez względu na skutki w postaci biedy i nierówności, które mogą wynikać z takiego orzecznictwa.
Kolejnym wątkiem podejmowanym przez Trybunał jest kwestia czy z Konstytucji da się wyprowadzić obowiązek państwa w dokonaniu reprywatyzacji:
,,Wiele przepisów, zwłaszcza zawartych w Rozdziale I poświęconym “Rzeczypospolitej”: art. 2 (zasada państwa prawnego i sprawiedliwości społecznej), art. 20 (własność prywatna jako podstawa gospodarki rynkowej i solidarność) i 21 ust. 2 (warunki wywłaszczenia), a także art. 64 Konstytucji, mogłoby wskazywać, że reprywatyzacja jest warunkiem koniecznym urzeczywistnienia konstytucyjnego systemu wartości.”
W przywołanym fragmencie wartym zauważenia jest wymienienie zasady sprawiedliwości społecznej tuż obok zasady ochrony własności prywatnej. Kluczowe, w nowym systemie politycznym, znaczenie ochrony własności, w znaczny sposób wpływa na rozumienie tego, co „społecznie sprawiedliwe”, skupiając uwagę sędziów na wymiarze majątkowym i pomijając inne aspekty życia społecznego. Trybunał, zauważając to ominięcie, następnie pisze:
,,Tezie tej przeciwstawiane jest jednak spostrzeżenie, że komunistyczne naruszenia dóbr takich jak godność ludzka, życie i zdrowie, wolność i możliwość samorealizacji, które w hierarchii wartości konstytucyjnej stoją znacznie wyżej niż wartości majątkowe (mienie), w ogromnej większości przypadków na zawsze pozostaną bez rekompensaty. Podnosi się także, że postulaty reprywatyzacyjne nie obejmują nawet ogółu naruszeń praw majątkowych, zwykle ograniczając się do rekompensaty za utratę nieruchomości, nie mówiąc już o określeniu zakresu podmiotowego uprawnionych.”
Ten fragment postanowienia jest szczególnie istotny ponieważ wskazuje na fakt, że pomimo, iż sprawiedliwość społeczna jest przez Trybunał interpretowana na zasadzie podobieństwa przypadków, to zauważa on niebezpieczeństwa które kryją się w braku szerszej diagnozy społecznej w jej stosowaniu. Jednocześnie stan rzeczym, w którym rekompensacie podlegały szczególnie sprawy majątkowe nie jest przypadkowy, a raczej zgodny z aksjologią nowego systemu politycznego i prawnego.
Losy sprawiedliwości społecznej w dyskursie konstytucyjnym pozwalają zrozumieć, że pomimo jej związku z myślą lewicową, ze względu na brak definicji legalnej, jest ona interpretowana w zestawieniu z obecnie obowiązującymi systemowo wartościami. Prymat prawa własności oraz odnoszenie zasady sprawiedliwości społecznej do konkretnych przypadków, a nie ogółu społeczeństwa, sprawia że samo istnienie zasady w konstytucji nie jest wystarczające do realizacji lewicowej aksjologii przez państwo. Formacje progresywne nie powinny pokładać całej wiary w instytucjach niepartycypacyjnych, takich jak sądy konstytucyjne, lecz propagować własne wizje tego, co społecznie sprawiedliwe.
Małgorzata Damek
Absolwentka Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie obroniła pracę magisterską pt. „Władza symboliczna w ujęciu teorii praktyk społecznych Pierre’a Bourdieu i jej przejawy w polskim orzecznictwie”. Obecnie doktorantka w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego, realizująca projekt badawczy poświęcony znaczeniu i roli prawa w działalności organizacji lokatorskich i pracowniczych. Sekretarz redakcji czasopisma naukowego Praktyka Teoretyczną.







