Zuzanna Antonowicz
Rozmawia z:
Andrásem Gergő Ajtay i Sárą Ungvári
12 kwietnia na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne, w których przeciwnicy Viktora Orbána pokładają nadzieję na polityczny przełom. Partia Fidesz na przestrzeni piętnastu lat zdołała podporządkować sobie media i instytucje państwowe, przez co Komisja Europejska nadała systemowi węgierskiemu miano autokracji wyborczej. Tamtejszy rząd jest częścią międzynarodowej frakcji prawicowych populistów, dla których standardy prawne Unii Europejskiej stanowią przeszkodę. W rozmowie z Andrásem Gergő Ajtay i Sárą Ungvári, młodymi aktywistami zaangażowani politycznie wewnątrz i na zewnątrz opozycyjnego ruchu Szikra Mozgalom (Ruch Iskra), pytamy o to, jak stawiać opór monopolizującej władzę prawicy.
Komisja Europejska nadała Węgrom miano „autokracji wyborczej”. Czy zgadzacie się z taką diagnozą? Jak określilibyście węgierski system polityczny?
Orbán rozpoczął swoje rządy w 2010 roku, wprowadzając „System Współpracy Narodowej” (Nemzeti Együttműködés Rendszere, w skrócie NER), który później nazwał „demokracją nieliberalną”. Od tego momentu liczni politolodzy i eksperci próbowali wynaleźć pojęcia, które odpowiednio nazwałyby rządy Fidesz, w tym na przykład „era Orbána”, reżim hybrydowy, autokracja wyborcza… Według nas ważniejsze od nadania etykiety jest zarysowanie toczących się procesów społecznych i gospodarczych.
Fidesz jest podtrzymywany u władzy w dużej mierze przez burżuazję i przedsiębiorców. Kluczowy dla Fideszu NER, (uderzający w pracowników przez znaczne zwiększenie liczby nadgodzin, nawet do 50 dni w skali roku – red.), miał opierać się na współpracy z „nową narodową klasą kapitalistyczną”, stawianą w opozycji do globalizacji i korporacji międzynarodowych. W rezultacie jednak zastosowany mechanizm odwróconej redystrybucji (od biednych do bogatych), w połączeniu z inflacją, doprowadził do znacznego pogorszenia się warunków życiowych rzeszy ludzi.
Najtrudniej w tym wszystkim zrozumieć, dlaczego mimo tych zmian, w bieżącej dekadzie Fidesz zyskał nowych zwolenników wśród najniższych warstw społecznych – obecnie osoby z wykształceniem wyższym stanowią najmniejszą część jego elektoratu, podczas gdy pracownicy najemni popierają Fidesz w wysokim odsetku – pomimo że wcale nie są beneficjentami rządowych decyzji w kwestiach prawnych, transferów ekonomicznych czy życiowych szans. Przyczyny można dopatrywać się w fakcie, że pracownicy z uboższych regionów często padają ofiarą klientelizmu wyborczego lub bezpośredniego kupowania głosów. To właśnie do nich partia kieruje teraz swoją kampanię. Polecamy w tym miejscu dokument „A Szavazat Ára” („Cena głosu”), który tłumaczy, jak Fidesz wykorzystuje zależność materialną obywateli.
Jakie są, waszym zdaniem, największe przeszkody prawne, instytucjonalne lub polityczne dla lewicowego aktywizmu w tym systemie? I z drugiej strony, czy system ten zapewnia ochronę i możliwości do korzystania z prawa do działalności politycznej? Krótko mówiąc: jak lewicy udaje się funkcjonować w realiach Węgier Orbána?
W tej chwili nie mamy reprezentacji w parlamencie i najbliższe wybory tego nie zmienią. Lewica jest obarczona historycznie zarówno dziedzictwem komunistycznego reżimu, jak i neoliberalnym zwrotem, który nastąpił po zmianie władzy, a który w Węgrzech był dziełem nominalnie lewicowych partii. To ciąży na tych, którzy reprezentują dziś idee lewicy.
Działalność myślicieli i działaczy lewicy jest ograniczona do sektora pozarządowego lub obywatelskiego. Tam finansowanie jest ograniczone z dwóch stron: podmiot, który nie jest prorządowy, nie może liczyć na żadne wsparcie ze strony państwa, natomiast międzynarodowe strumienie finansowania płyną przede wszystkim w stronę projektów liberalnych – a nawet na nie środków jest niewiele.
Na przestrzeni ostatnich 15 lat, świat organizacji lewicowych (NGO, grup lokalnych, inicjatyw na rzecz różnorakich kwestii) mierzył się z licznymi atakami ze strony rządu. Ich członków nieustannie próbuje się zaklasyfikować jako zagranicznych agentów, co stało się głównym tematem podczas jednego z największych ataków na społeczeństwo obywatelskie, czyli prób wprowadzenia „Prawa ochrony suwerenności” [Sovereignty Protection Law], związanego z zagranicznym finansowaniem, a wcześniej prawa dotyczącego NGO. Ataki te były tak dotkliwe, że nawet Fidesz nie zdołał doprowadzić ich do końca. Władza próbuje też po prostu zakazać działalności lewicowych organizacji, np. ogłaszając grupy „antify” organizacjami terrorystycznymi. Oddolni organizatorzy, którzy walczą z kryzysem mieszkaniowym, w sprawie Palestyny czy kwestii feministycznych, regularnie doświadczają systemowych represji, także ze strony policji.

Członkowie Szikra Mozgalom protestujący przeciw eksmisji
Taka nagonka spotyka się zazwyczaj z silnym sprzeciwem, głównie na ulicach Budapesztu i w niezależnej prasie. Dobrze pokazuje to sytuacja z 2025 roku, gdy Orbán usiłował zakazać Marszu Równości. Wbrew ograniczeniom prawa do zgromadzeń, w pochodzie wzięło udział 300 tysięcy osób, tworząc tym samym największy Marsz Równości w historii Węgier. W systemie węgierskim ważne są też lokalne samorządy, które szczególnie w Budapeszcie, stanowiły w okresie napięć ostatni bastion realnie funkcjonującej demokracji. Istnieją tam programy partycypacyjne (budżet obywatelski, wspólne podejmowanie decyzji), przestrzega się przejrzystości i wolności informacji, pluralizm jest wartością, większość wciąż bierze pod uwagę interesy mniejszości oraz działają programy na rzecz inkluzji społecznej i wyrównywania szans.
Przez długi czas wierzono, że porażka Orbána nastąpi w wyniku lewicowego zwrotu. Zamiast tego w opozycji doszło do zwrotu w kierunku nastrojów narodowo-prawicowych pod postacią partii TISZA, która przyćmiła starsze, lewicowe partie opozycyjne. TISZA rozrosła się bardzo szybko, tworząc tym samym największą w kraju oddolną kampanię antyorbanowską. Całą energię skupiono wokół jednego postulatu – niechęci do Orbána. Przez to dla nas i innych zwolenników lewicowej alternatywy rozwiązania są tylko dwa – albo poprzemy TISZĘ naszymi głosami i zakończymy 16-letnie rządy Fideszu, licząc na to, że zwycięstwo opozycji otworzy przestrzeń dla progresywnych idei i odzyskania podstawowych praw człowieka, albo po prostu wrócimy do rządów Orbána.
Warto przy tym wspomnieć, że w tym gorącym przedwyborczym okresie TISZA musi mierzyć się z poważnymi atakami – w zeszłym tygodniu okazało się, że skierowano wobec jej członków personalne oskarżenia, które wcześniej wymierzono także w członków ruchu Szikra. Jeden z funkcjonariuszy Krajowego Biura Śledczego, Bence Szabó, odważył się opowiedzieć mediom o próbie przeprowadzenia oszczerczej kampanii, w której dwóch członków TISZY miało zostać oskarżonych o pedofilię. Szabó wykazał się odwagą, która zainspirowała wiele osób z różnych środowisk do działania. Opór wobec Orbána nabiera więc dynamiki wykraczającej poza samą TISZĘ: Węgrzy mają dość, a Fidesz jest niezdolny do reakcji.
A co w tym czasie robi lewica? Planuje działania na 13 kwietnia, bo społeczna walka nie skończy się wraz ze zmianą reżimu. Przykładem jest aktywność Węgierskiej Konfederacji Związków Zawodowych: związkowcy prowadzą świetną kampanię, w której zbierają podpisy pod inicjatywą przystąpienia do negocjacji w sprawie praw pracowniczych natychmiast po powołaniu nowego rządu.
Jak system Orbána ogranicza opozycję parlamentarną?
Bycie w opozycji straciło znaczenie po 16 latach rządów większości dwóch trzecich rządu, bo wszystko da się uchwalić bez potrzeby uzyskania zgody opozycji. Parlament stał się na jakiś czas przestrzenią dla kreatywnych protestów i wielkich przemówień, ale z czasem i ta forma performatywnej polityki się wyczerpała. Tych kilkanaście lat wystarczyło Fideszowi, by wykorzystać swoją większość do wypełnienia organów nadzorczych lojalistami, w tym m.in. Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Rady ds. Mediów, mediów państwowych, Urzędu Ochrony Danych Osobowych itd.
Problemy z finansowaniem, o których wspominaliśmy wcześniej, występują również tutaj. Partie opozycyjne otrzymują 95% swojego budżetu z dotacji państwowych, co oznacza, że są zależne od parlamentarnej większości dwóch trzecich. Gdyby któraś partia opozycyjna kiedykolwiek zagroziła partii rządzącej, jej fundusze mogłyby zostać odcięte za pstryknięciem palców. Taka sytuacja spotkała np. skrajnie prawicową partię Jobbik, która stanowiła zagrożenie dla Fideszu około 2018 roku.
Dziś Fidesz ma więc wyjątkowego konkurenta. TISZA jest pierwszą partią zdolną do utrzymania swojej działalności dzięki wsparciu sympatyków. Osiągnięcie tego stanu ułatwił fakt, że w ciągu ostatnich 16 lat wspieranie spraw publicznych przez obywateli stało się powszechną praktyką, jako że wiele organizacji, gazet i redakcji reprezentujących głosy niezależne przeszło na model finansowania społecznościowego (tzw. crowdfunding). To tylko jedna strona medalu. Zgodnie z węgierskim prawem, partia, która nie osiągnie w wyborach progu 1%, nie może otrzymać wsparcia finansowego od państwa – zatem jeśli mniejsze partie opozycyjne, przyćmione przez TISZA, nie wystartują w kolejnych wyborach, zostaną całkowicie pozbawione środków finansowych.
W związku z tym, przestrzeń dla lewicowej czy progresywnej polityki opozycyjnej ograniczyła się do kwestii lokalnych. Zauważywszy to, Fidesz ograniczył pole manewru w sprawach samorządowych: pozbawił gminy części uprawnień, nałożył karne podatki na samorządy kierowane przez opozycję oraz scentralizował organy ochrony środowiska i nadzoru budowlanego, skutecznie odbierając im realną władzę (nie da się wprowadzać rzeczywistych kar dla trucicieli czy surowych zasad wobec inwestorów – obrazuje to przypadek jednej z najbardziej szkodliwych dla środowiska fabryk, która stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia zarówno pracowników, jak i okolicznych mieszkańców).
Jaką wizję demokracji mają organizacje, do których należycie? Czy chcą one realizować ideał demokratyczny, reprezentowany na przykład przez UE, czy uważają go za niewystarczający i szukają czegoś zupełnie innego?
Lewica jest tak rozdrobniona, że nie chcemy wypowiadać się na temat tego, czy istnieje jakaś wspólna wizja. Czy w Polsce taka istnieje? Osobiście nie wzdychamy do demokracji typu zachodniego. Warto też zauważyć, że idea jednej lewicy jest martwa, ponieważ w innych krajach UE coraz częściej mamy do czynienia z takimi samymi rządami, uprawianymi przez skrajną prawicę, a sam Orbán cieszy się dużym wsparciem wielu rządów i partii odnoszących sukcesy w całej Europie. My oczywiście dążymy do znacznie silniejszej lewicowej polityki społecznej, w której to nie gospodarka dyktuje warunki polityce społecznej, lecz odwrotnie.
Które warstwy społeczne wspierają Orbána? Jak utrzymuje on swoją władzę?
Nieco już o tym wspomnieliśmy: są to warstwy o niskich dochodach i niższym wykształceniu. Nie chcemy jednak kwestionować ich racjonalności – chcemy zrozumieć ich motywacje. Dlaczego nie wierzą w ofertę lewicy? Co sprawiło, że prawicowy populizm dał im iluzję bezpieczeństwa? I szerzej, jakie są przyczyny wzrostu skrajnie prawicowych nastrojów na całym świecie? W odpowiedzi często wskazuje się na czyjąś „kontrolę nad mediami”, ale choć jest ona z pewnością istotna, to nie tłumaczy wszystkiego, zwłaszcza gdy wyjdziemy poza kontekst węgierski. Dlatego uważamy, że należy dokładniej zbadać takie problemy jak polityczna izolacja czy brak zaufania społecznego wśród wspomnianych najsłabszych warstw – samotnych emerytów, nieangażującej się w życie społeczne młodzieży, obciążonych finansowo rodzin.
To szczególnie ważne w świetle narracji, która jest dziś główną siłą napędową Fideszu, bo polityczną kartą przetargową stały się dla Orbána niskie koszty ogrzewania. Na początku swoich rządów (2011), Fidesz rozpoczął wdrażanie populistycznej polityki od wprowadzenia „obniżek” cen mediów. Zdobyto dostęp do taniego rosyjskiego gazu, dowodząc w ten sposób, że Orbán stoi „po stronie biednych”. Węgry są jednym z niewielu krajów, które nie wykorzystały funduszy unijnych mogących wesprzeć modernizację izolacji budynków mieszkalnych. Nie udzielono wsparcia przy ocieplaniu budynków mieszkalnych czy wymianie okien i drzwi, aby Węgrzy nadal mieszkali w źle izolowanych domach i mogli być „chronieni” przed wysokimi cenami energii przez Orbána.
Czy jako Lewica walczycie o tę samą grupę wyborców co Orbán, czy skupiacie się na tych, którzy już sprzeciwiają się jego systemowi?
To odwieczna pułapka, z której węgierska opozycja długo nie mogła się wyrwać: dopóki działacze opozycji mogli rozwijać się tylko poprzez pokonywanie się nawzajem, łatwiej było uprawiać politykę, zwracając się wyłącznie do dotychczasowych zwolenników opozycji. Zarazem było jasne, że aby zastąpić Orbána, należy zaoferować jego wyborcom coś, czego jeszcze nie oferowano, ale przez ostatnie 16 lat nie podjęto żadnej realnej, a tym bardziej udanej próby takiego zwrotu. Według nas to pominięty krok, który być może warto wykonać. Choć mówi się, że TISZA odnosi sukcesy w docieraniu do byłych wyborców prorządowych, jej atrakcyjność opiera się na kwestiach moralnych, takich jak korupcja, zależność od Moskwy i hasło „jeszcze nie jest za późno”, a nie np. na powszechnych transferach ekonomicznych, które mogłyby zachęcić inny typ wyborcy.

Demonstracja w sprawie mieszkalnictwa socjalnego
Wielu krytyków twierdzi, że przez lata węgierska opozycja skupiała się niemal wyłącznie na „przywracaniu praworządności” w wąskim, prawnym sensie, podczas gdy Fidesz niezmiennie utrzymywał się przy władzy. Tymczasem Szikra skoncentrowała się przede wszystkim na kwestiach mieszkaniowych i problemach klasy robotniczej. Z drugiej strony, prawicowi populiści nie ograniczają się do obietnic socjalnych – oferują szerokie imaginarium i wizję polityczną. Co Lewica może dać w zamian?
Jedno jest pewne – dopóki Szikra nie pojawiła się na scenie politycznej, nikt w węgierskiej opozycji nie dążył do zorganizowania ruchu masowego, opartego na silnych postulatach lewicowych. Szikrze również się to nie udało, spróbowała zbyt późno. Jednak TISZA również nie daje nadziei na taki ruch. Stała się popularna dzięki silnym nastrojom antyorbanowskim, jej główną ideą jest obalenie obecnego systemu, a wszystko koncentruje się wokół jednej osoby – Pétera Magyara. W miarę zyskiwania głosu przez nowe twarze tworzy się w partii fragmentaryczna wizja na przyszłość i także lewica musi opracować własną strategię.
Przed Węgrami wybory parlamentarne, zaplanowane na 12 kwietnia 2026 r. Jakie nadzieje wiążecie z TISZĄ?
Mamy nadzieję, że pokona Orbána. Podejrzewamy jednak, że przez brak wewnętrznej spójności niedługo po wygranej TISZA może się rozpaść, bo jej jedynym zasadniczym spoiwem jest niechęć do Orbána. Wówczas na nowo otworzyłaby się przestrzeń dla lewicowej polityki.
Politolodzy twierdzą, że systemy autorytarne oddają władzę tylko wtedy, gdy elity czują się „bezpieczne” – co oznacza, że po przegranych wyborach nie będą musiały się obawiać kar więzienia czy konfiskaty majątków. Czy uważacie, że Péter Magyar i TISZA zyskują popularność właśnie dlatego, że oferują elitom Fideszu takie „miękkie lądowanie” i nie stanowią realnego zagrożenia dla ich przyszłych wpływów?
Zazwyczaj nie odpowiadamy na pytania zaczynające się od słów „według politologów”, bo to nie nasza działka, jesteśmy aktywistami. Niemniej faktem jest, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy Péter Magyar w mniejszym stopniu opierał swoją kampanię na obietnicy stworzenia „Ministerstwa Drogi do Więzienia”. Skupił się raczej na ujawnianiu konkretnych afer korupcyjnych, mimo że początkowo postulat rozliczeń pojawiał się w jego repertuarze bardzo często.
Fidesz przygotował oczywiście grunt pod gospodarczą porażkę na wypadek swojej przegranej – nowy rząd będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami zamrożenia cen paliw, mnóstwem gwarancji kredytowych dotowanych przez państwo oraz inflacją, która na Węgrzech (w przeciwieństwie do wielu krajów europejskich) nie wyhamowała, a także z ogólnym kryzysem mieszkaniowym i ekonomicznym. Ewentualna przegrana Fidesz to wyzwanie znacznie większe niż pociągnięcie jej członków do odpowiedzialności, o którym zwykle się mówi. Nadzieja na zmianę może się szybko wyczerpać, co może na nowo postawić Fidesz w silnej pozycji.
Jak przetrwać i organizować się jako lewica w kraju zdominowanym przez prawicowy populizm?
Z przyjaciółmi, we wspólnocie, razem. Lokalne organizacje pozarządowe i grupy aktywistów wciąż mogą być silne i odnosić sukcesy w sprawach lokalnych. Te sukcesy jednak często nie wystarczają do podtrzymania rozwoju tych inicjatyw czy motywacji ich członków – do tego potrzebna jest organizacja masowa.
András Gergő Ajtay – członek Ruchu Szikra, kierownik kampanii i szef sztabu niezależnego posła. Działał na rzecz budownictwa mieszkaniowego.Był członkiem Partii Zielonych.
Sára Ungvári – edukatorka i organizatorka w Ruchu Szikra, wywodząca się z ruchu nauczycielskiego. Obecnie pracuje w samorządzie i jest animatorką Szkoły Życia Publicznego.pracuje w samorządzie i jest animatorką Szkoły Życia Publicznego.







