WSPIERAJ
Menu

„Wojna z terroryzmem” to wojna z człowieczeństwem. Mansoor Adayfi o pobycie w Guantanamo i solidarności z Palestine Action

Zuzanna Jędrzejowska
 Rozmawia z: 
Mansoorem Adayfim
Ilustracja:
Sabri Al Qurashi

Mansoor Adayfi przetrwał 14 lat w Guantanamo jako bezpodstawnie przetrzymywany więzień. Porwany przez afgańskie bojówki w wieku 18 lat, został sprzedany Amerykanom w niewolę. Amerykańskie wojsko oferowało bowiem wówczas nagrody pieniężne za przekazywanie mu rzekomych członków Al-Ka’idy. Rzadko jednak weryfikowano deklarowane przez porywaczy koneksje z tą grupą terrorystyczną — nie zrobiono tego także w przypadku Mansoora. Po wypuszczeniu z bazy wojskowej na Kubie i przymusowym odesłaniu do Serbii w 2016 roku, Mansoor zaangażował się w działalność polityczną i edukacyjną koncentrującą się na rzecznictwie oraz pomocy więźniom. Swoje doświadczenia z pobytu w amerykańskiej niewoli spisał w formie memuaru Don’t Forget Us Here: Lost and Found at Guantanamo.

Zuzanna Jędrzejowska: Rozmawiamy w drugim dniu twojego strajku głodowego w solidarności z aktywistami propalestyńskimi zatrzymanymi w Wielkiej Brytanii. Zostali aresztowani za włamanie się do fabryki Elbit Systems w 2024 r. i mimo, że ich proces jeszcze się nie zaczął, nadal pozostają w areszcie, odmówiono im możliwości zwolnienia za kaucją. Po wyczerpaniu wielu dróg interwencji w celu ochrony przysługujących im praw człowieka, przede wszystkim prawa do sprawiedliwego procesu, 2 listopada ośmioro z nich rozpoczęło strajk głodowy. Po przekroczeniu miesiąca głodówki, stał się on największym takim protestem w tym kraju od 34 lat. Czy według Ciebie sprawa aktywistów Palestine Action łączy się z dziedzictwem Guantanamo?

Mansoor Adayfi: Zdecydowanie. Guantanamo dawno przestało być wyłącznie miejscem. To było laboratorium, które stało się schematem postępowania i zainspirowało wiele polityk publicznych, które wdrożyły Stany Zjednoczone czy kraje Europejskie. 

Działacze Palestine Action zostali zatrzymani na podstawie Terrorism Act, choć ich akcja bezpośrednia nie naraziła na niebezpieczeństwo żadnej osoby (decyzja o uznaniu Palestine Action organizacją terrorystyczną jest szeroko krytykowana, także przez Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka, Volkera Türka – przyp. red.). Ci bohaterowie weszli do fabryki produkującej drony i karabiny maszynowe odpowiedzialne za ludobójstwo w Gazie – niszczenie szpitali, mordowanie cywilów, dzieci, dziennikarzy. Od prawie dwóch lat są przetrzymywani bez procesu, bez zachowania standardów prawa. Przeszukano ich domy, skonfiskowano dobra osobiste.

Ich żądania są proste i jednoznaczne: wycofanie zarzutów o terroryzm, natychmiastowe zwolnienie za kaucją, zniesienie cenzury, zamknięcie fabryki Elbit oraz sprawiedliwy proces. Rząd brytyjski ich ignoruje, karze ich, odmawia dostępu do opieki zdrowotnej, szczególnie niezbędnej w przypadku strajku głodowego narażającego życie protestujących. Kiedy się temu dobrze przypatrzeć – to prawie jak kara śmierci. Rząd nie cofa się przed nadużywaniem władzy wobec własnych obywateli.

Oskarżeni o terroryzm, traktowani jak groźni przestępcy przez strażników w areszcie, izolowani od bliskich i od pomocy prawnej. To właśnie Guantanamo wcielone do brytyjskiego systemu więziennictwa. Nie trzeba w tym celu wyznaczyć osobnej przestrzeni – wystarczy zaimplementować metodę.

W jaki sposób zaangażowałeś się w działalność polityczną?

Tak naprawdę zaczęło się to jeszcze przed Guantanamo, bo już w tajnym więzieniu CIA [tzw. “black sites”, czyli ukryte placówki, gdzie przeprowadzano przesłuchania przy zastosowaniu tortur — przyp. red.]. Byłem tam przetrzymywany przed wywiezieniem na Kubę i torturowany, ale mimo tego szukałem każdego możliwego sposobu, żeby postawić się strażnikom. Walczyłem z nimi, bo mnie męczono, gwałcono, bito, odurzano zastrzykami. Musiałem bronić się przed dehumanizacją. Nie mogłem się poddać, więc jeśli miałem szansę choćby napluć na któregoś ze strażników, robiłem to, bo to, co oni robili było złe.

W Guantanamo, już jako więzień nr 441, zacząłem organizować strajki głodowe — wy na lewicy nazywacie to aktywizmem, a strażnicy mówili, że to stawianie oporu. Przez kilka lat byłem regularnie przymusowo karmiony. Aranżowałem tańce i śpiewy w przestrzeniach wspólnych, namawiałem współwięźniów do nieposłuszeństwa. Miałem pękniętą czaszkę, złamane ręce, nogi, żebra, kompletnie wyniszczone ciało. Mimo tego, stawiałem opór.

Uważam, że angażowanie się na rzecz sprawy palestyńskiej oraz szerzej – całego systemu globalnej tyranii, to kwestia życia i śmierci. Wraz z rozwojem technologii inwigilacji i przemysłu zbrojeniowego, stajemy się coraz bardziej narażeni na ataki ze strony reżimów, które nie cofają się nawet przed otwartym wspieraniem ludobójstwa. To nasza wspólna odpowiedzialność, żeby walczyć z niesprawiedliwością.

Jak wyglądało organizowanie się w Guantanamo? Częste pobyty w izolatkach i salach tortur, długie okresy rekonwalescencji po przesłuchaniach i fakt, że więźniowie mówili w wielu językach musiały bardzo utrudniać porozumiewanie się i obranie wspólnej strategii działania.

Owszem, do tego byliśmy rozbici na wiele bloków i budynków, często przenoszono nas z jednego do drugiego. Komunikacja między przestrzeniami była z początku praktycznie niemożliwa. Zajęło nam wiele lat, by nauczyć się odpowiednich sposobów przekazywania informacji między obozami. Zaczynaliśmy jako garstka, najpierw kilka, potem kilkanaście osób. Plotki o tych wydarzeniach rozchodziły się po innych sektorach. Stopniowo dołączały kolejne osoby.

Z biegiem czasu uczyliśmy się lawirowania między zakazami i blokadami, wytypowaliśmy bardziej przychylnych strażników, którzy czasem pomagali przekazać informacje. Znaleźliśmy osoby do tłumaczenia, żeby pomagać dogadywać się osobom z tak wielu kultur — w Guantanamo usłyszeć można było ponad 20 języków. Ja sam nauczyłem się tam angielskiego, bo to pomagało w codziennym życiu.

Dwa największe strajki głodowe były w 2005 i 2013 roku. W tym pierwszym wzięło udział ok. 400 więźniów, w tym drugim ok. 120 więźniów, co w tamtym momencie wynosiło ponad 70% przetrzymywanych, jako że wiele osób już zwolniono1. Media otrzymywały zaniżone statystyki, pochodzące tylko z jednego z bloków, szczególnie przy strajku z 2005 roku. Zwykle jednak na froncie walki byliśmy w ok. 30 osób, kontynuowaliśmy strajk, utrzymując jednak wagę ciała tuż nad granicą przymusowego karmienia dożołądkowego. 

Narażaliśmy się, a reszta nie chciała ryzykować izolatką albo mniejszymi porcjami jedzenia. W 2013 roku pomyśleliśmy sobie – trzeba dać im pocierpieć zanim zaczniemy, pozwolić im odczuć mocno każde uderzenie, poczekać, aż zacznie kiełkować w nich bunt. W końcu skumulowany ból wywołał w nich reakcję, a my przejęliśmy dowodzenie nad protestem.

Dzisiaj, na wolności, musi być łatwiej.

Tak, zdecydowanie należy docenić media społecznościowe i technologie komunikacyjne, które ułatwiają nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu. Mobilizacja może być natychmiastowa. Jednocześnie pojawiło się wiele wyzwań związanych z dezinformacją i natłokiem informacji. Z tego względu należy wiele uwagi przykładać do edukacji i budowania świadomości. Dlatego i tak potrzebne jest dużo pracy, a przede wszystkim — współpracy.

Po zwolnieniu z Guantanamo zostałeś wbrew swojej woli odesłany do Serbii, gdzie udało Ci się skończyć studia. Twoja praca magisterska dotyczyła rehabilitacji i integracji byłych więźniów Guantanamo do życia społecznego i rynku pracy. Jak wyglądał dla Ciebie i innych bezprawnie przetrzymywanych powrót na wolność?

Obiecano mi pomoc, obywatelstwo. Dostałem ukryte kamery w mieszkaniu, do którego mnie sprowadzono, niepewny status prawny, uniemożliwiający jakiekolwiek podróże i brak wsparcia w poszukiwaniu pracy. Inni mieli tak samo. Nie wysyłano nas do krajów pochodzenia, do których chcieliśmy powrócić. Intencjonalnie oddzielano nas od rodzin i przyjaciół, których nie widzieliśmy od lat. W Guantanamo też była samotność — ale skrajna izolacja, w jakiej znalazłem się po przyjeździe do Serbii, była zupełnie nowym jej rodzajem. 

Niesamowite jest to, że program tortur Guantanamo został przemyślany tak, żeby cierpienie było bezustanne. W obozie — strach, obelgi, odmawianie opieki zdrowotnej. Po wypuszczeniu — izolacja, inwigilacja, utrzymywanie w stanie zawieszenia i utrudnianie integracji społecznej. Niektórzy przez 10 lat musieli nosić nadajnik na kostce. Nie powstał żaden program rehabilitacyjny czy terapeutyczny dla byłych więźniów — Stany Zjednoczone nas wypuściły, udając, że to wszystko, co nas spotkało, nie miało miejsca. Lata tortur i trudnych warunków mieszkaniowych robią swoje — większość z nas miała poważne schorzenia pourazowe, ale także ciężkie PTSD. Wielu zmarło niedługo po wypuszczeniu.

Byłem w szoku, że się o tym nie pisze, nie robi badań. Z czasem zacząłem coraz bardziej  udzielać się w mediach, napisałem artykuł dla New York Timesa. Jednocześnie udało mi się nawiązać kontakt z moimi braćmi z Guantanamo, prowadziliśmy czaty w mediach społecznościowych, żeby podtrzymywać kontakt. Z jednej uczelni mnie wyrzucono, jak sądzę, ze względów politycznych. Wiele osób traktowało mnie jak terrorystę. Szczęśliwie udało mi się podjąć studia w innym miejscu i przeprowadzić własne badania. Przepytałem ponad 100 byłych przetrzymywanych. 

Zacząłem nawiązywać kontakty z organizacjami pozarządowymi zajmującymi się prawami człowieka, z zaangażowanymi politycznie prawnikami. Chciałem jakoś pomóc mojej społeczności, dalej czułem, że muszę walczyć. Zainicjowałem utworzenie Guantanamo Survivors Fund, który zbiera środki na bezpośrednie wsparcie: żywność, opiekę zdrowotną, szkolenia zawodowe. Rozpocząłem także pracę w organizacji CAGE International, w ramach której prowadzę rzecznictwo do dzisiaj. 

Walczycie o zamknięcie Guantanamo. Obecnie znajduje się tam 15 zatrzymanych, z których tylko jedna osoba została skazana w procesie sądowym. Trzech zostało oczyszczonych z zarzutów, trzech gotowych jest do przejścia ewaluacji przez specjalną obozową komisję, w sprawie reszty nadal prowadzone jest postępowanie. Nie dość jednak, że nie uwolniono wszystkich porwanych z Afganistanu mężczyzn, to jeszcze za obecnej administracji Trumpa Guantanamo przeżywa „renesans” jako placówka dla migrantów, przechwytywanych na terytorium Stanów Zjednoczonych przez ICE, często także oskarżanych o terroryzm. 

Tak, Guantanamo zainspirowało metodę, która niestety dla niektórych stała się normą. Nie tylko dla imperium amerykańskiego czy Europy. Oprócz Guantanamo istnieje wiele tego rodzaju placówek. Zjednoczone Emiraty Arabskie otworzyły swoje wersje w Jemenie i Etiopii. Język dehumanizacji i rodzaj oszczerstw, jakie kieruje się w stronę imigrantów, to przejawy Wojny z Terroryzmem, która nadal trwa. Mimo zdemaskowania podstawowych kłamstw, takich jak istnienie broni masowego rażenia w Iraku, mimo wypuszczenia na wolność ponad 760 mężczyzn z Guantanamo bez żadnych zarzutów. To nie ma znaczenia — łatka terrorysty skutecznie zastępuje realne zarzuty. „Terroryzm” to najłatwiejsze usprawiedliwienie dla nawet największych okrucieństw. 

Z pomocą Europy, Stany Zjednoczone, w imię swoich geopolitycznych i ekonomicznych interesów, mordowały w Afganistanie, mordowały w Iraku, a teraz wspierają ludobójstwo w Gazie. Oczywiście różne państwa mają inny stopień zaangażowania w cały proces, ale większość rządów nie przedsięwzięła żadnych znaczących kroków przeciwko Izraelowi. To zwykli ludzie wyszli na ulice domagać się końca masakr.

Dlatego solidarność z Palestyną jest jednocześnie solidarnością z zatrzymanymi w Guantanamo.

Tak to widzę. To wielki test dla naszego człowieczeństwa. Dlatego też protest Palestine Action, ich strajk głodowy, są takie ważne. Czy gdyby zniszczyli mienie w jakimkolwiek innym kontekście niż Palestyna, zostaliby oskarżeni o terroryzm? Oczywiście, że nie. To działania nakierowane na pozbawienie prawa do protestu. Wiele osób zostało aresztowanych za tabliczki z napisem „Wspieram Palestine Action”, kolejne przesłuchiwano za wygłaszane na protestach przemówienia. Tymczasem brytyjscy obywatele walczący w IDF do tej pory nie usłyszeli od swojego państw żadnych zarzutów.

Musimy działać, bo za Wojną z Terroryzmem kryje się tak naprawdę wojna z człowieczeństwem.


Zuzanna Jędrzejowska

Członkini redakcji. Studentka drugiego stopnia w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW, działaczka Warszawskiej Komisji Środowiskowej Inicjatywy Pracowniczej i Socjalnego Kongresu Kobiet, wolontariuszka Wolnego Jazdowa.


  1.  Liczby podawane przez media w tamtym czasie są niższe. Liczebność podana przez administrację Guantanamo to 84 osoby w 2005 roku i 106 osób w 2013 roku. ↩︎

Dziękujemy Ci za zainteresowanie naszą pracą. Żeby rozwijać lewicowe medium w Polsce, potrzebujemy wsparcia naszych czytelników. Liczy się każda suma, dlatego prosimy Cię o zostanie darczyńcą Gromad.


CZYTAJ WIĘCEJ