Tekst:
Berta Camprubí
Tłumaczenie:
Krzysztof Katkowski
Ilustracja:
Zuzanna Pietruszewska
Podczas gdy średni wiek wyprowadzki z domu w Hiszpanii wynosi około 30 lat, w Afryce tysiące nastolatków w wieku od 14 do 18 lat zmuszone są porzucić opiekę rodziny i wyruszyć na migracyjne szlaki pełne przemocy. Ci, którym udaje się dotrzeć na Półwysep Iberyjski, muszą walczyć o niezależność w systemie opieki, który traktuje ich bardziej jak migrantów do kontroli niż jako nieletnich wymagających ochrony
– Możliwość wyjazdu do Barcelony lub innego miejsca w Europie to jeden z głównych tematów rozmów piętnastolatków w Mali – mówi Kandjoura Traoré, mechanik i trener piłki nożnej mieszkający obecnie w Solsonie (kataloński region Solsonès). – Wielu chłopców opuszcza dom po prostu, bez zastanowienia, uciekając. Rodzice często nie wiedzą, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczą swoje dzieci. Ja przynajmniej pożegnałem się z matką, która nie mogła przestać płakać – opowiada Traoré, który w wieku 19 lat opuścił swoją rodzinę w Mali.
Pierwsze doniesienia o osobach pochodzących z Afryki, głównie z Maroka, zaczęły pojawiać się w Katalonii w latach 80. – Jeśli spojrzymy na przyczyny, to był to proces następujący po dekolonizacji wielu krajów afrykańskich, kiedy dawne metropolie rozpoczęły procesy neokolonizacyjne – tłumaczy Nadia Ainhoa Douhaibi, pedagożka społeczna i badaczka mechanizmów rasizmu instytucjonalnego. – Ludzie zaczęli dostrzegać, że warunki życia stają się fatalne, głównie przez agresywny rozwój neoliberalizmu, i właśnie wtedy rozpoczęły się migracje – wiele osób kierowało się do byłych metropolii – kontynuuje. – Problem z nieletnimi polega na tym, że państwo hiszpańskie nigdy nie postrzegało ich jako osób wymagających ochrony, mimo ich szczególnie wrażliwej sytuacji, wynikającej z tego, że podróżują sami. Traktowano ich z europejskim paternalizmem, co często prowadziło do jawnego zaniedbania, a nawet kryminalizacji – ocenia badaczka, wykładowczyni katalońskiego UOC.
Z Pakistanu do Barcelony… za 8 tysięcy euro
Dziś podróż z Malagi do Bamako z przesiadką w Casablance trwa siedem i pół godziny; jej koszt dla osoby, która ma paszport kraju członkowskiego Unii Europejskiej to około 400 euro. Traoré pokonał tę samą trasę w przeciwnym kierunku w trzy i pół roku, wydając ponad 3 700 euro – „poszło to głównie na mafie i pontony” – mówi. Ta podróż stała się traumatycznym rozdziałem jego życia: widział ciała porzucane na pustyni podczas przeprawy przez Algierię i dziesiątki ludzi tonących podczas trzech prób przeprawy pontonem do Europy – raz z Libii, dwa razy z Maroka; pięć miesięcy pracy, by zebrać ustaloną przez przemytników sumę za „wolność przemieszczania się”; trzy miesiące spędzone w więzieniu za próbę migracji; dwie noce dryfowania na otwartym morzu.
– Na wybrzeżu Libii zostawiają nas na przeczekanie, w lasach, w skrajnie złych warunkach, aż schudniemy, by zmieścić więcej osób na pontonach – wspomina ze smutkiem młody Malijczyk. Choć dziś Traoré ma ustabilizowane życie – znajomych, pracę, mieszkanie, uregulowaną sytuację administracyjną i dobrze czuje się w Solsonie, zapewnia, że gdyby mógł cofnąć czas, nie wybrałby ponownie tej drogi. Zostałby w Mali. Hiszpania, Włochy i cała Europa powinny stworzyć bezpieczne drogi migracji, ale chronią swoje interesy i nie chcą otworzyć drzwi dla Afryki – krytykuje.
Umair Imtiaz wyruszył z Pakistanu w wieku 15 lat, nic nie mówiąc rodzicom. Po pokonaniu około 4 500 kilometrów przez Iran i Turcję, – po raz pierwszy spróbował przeprawić się przez Morze Śródziemne, ale został zatrzymany przez turecką policję i zawrócony na ląd. – Jakiś czas po opuszczeniu domu zadzwoniłem do rodziny i udało im się przesłać mi pieniądze. Gdyby nie to, nie dotarłbym do celu. Płynęliśmy z Turcji do Włoch przez siedem dni, było nas 55 osób na pokładzie. W sumie cała podróż kosztowała mnie około 8 000 euro, a do Barcelony dotarłem, mając 16 lat – opowiada Umair. Dziś ma 21 lat i pracuje w firmie informatycznej.
Szlaki migracyjne istniały od zawsze – w jedną lub drugą stronę. Dziś większość nieletnich, którzy docierają na Baleary łodziami, pochodzi z Algierii. Obecne trasy to dokładnie te same, którymi w latach 50. podążali mieszkańcy Majorki i Minorki, choć wówczas w przeciwnym kierunku. Gdy brakowało zasobów, wyjeżdżanodo Algieru w poszukiwaniu lepszego życia – tłumaczy David Abril, profesor socjologii na Uniwersytecie Balearów.
– Musimy naprawić sytuację w naszych krajach. Każdy chciałby mieć pracę i godziwą płacę u siebie, nie musieć emigrować. Każdy chciałby podróżować z ciekawości, a nie z przymusu – mówi Kandjoura Traoré.
Issiaga Sylla, urodzony w gwinejskiej Konakrze, nie miał do kogo zadzwonić, gdy na migracyjnym szlaku w kierunku Wysp Kanaryjskich został bez środków do życia. Jego matka zmarła, a rodzina ojca – muzułmańska – odrzuciła go, ponieważ był chrześcijaninem.
– Dotarłem na Wyspy Kanaryjskie, bo po drodze pracowałem i dzięki dobrym ludziom, których spotkałem w Mauretanii i Maroku – wspomina Sylla.
Kiedy wreszcie tam dotarł, trafił do przepełnionego ośrodka dla migrantów, gdzie spędził miesiąc, choć miał zaledwie 16 lat. Był rok 2021. – Później przeprowadzono badania, by potwierdzić mój wiek, i przeniesiono mnie do Canarias 50 – dawnej bazy wojskowej przekształconej w centrum pierwszego przyjęcia migrantów, dorosłych i nieletnich, zarządzanego przez Czerwony Krzyż w Las Palmas.
Dziś Sylla ma 21 lat i mieszka w mieszkaniu dla byłych podopiecznych fundacji Fundació Camins Solidaris, ponieważ nadal nie udało mu się uregulować statusu pobytowego, co całkowicie uniemożliwia mu pełną niezależność.
– Cały ten proces jest bardzo trudny – a my i tak my widzimy tylko tych, którym udało się dotrzeć. Nie widzimy tych wszystkich, którzy zostali po drodze – mówi David Vàzquez, pedagog społeczny i autor książki La mirada horitzontal (Triangular Edicions, 2021), zbioru opowieści i historii z zakresu edukacji społecznej.
Według organizacji Caminando Fronteras, spośród 6 618 osób, które zginęły w drodze na wybrzeża Hiszpanii, 384 to dzieci lub nastolatkowie.
Rozżarzona drabina
Kandjoura Traoré spędził dwa lata w systemie ochrony nieletnich: dziewięć miesięcy w ośrodku interwencyjnym w Vilafranca del Penedès – „przepełnionym młodymi ludźmi, tylko migrantami”, jak sam wspomina – oraz rok i trzy miesiące w ośrodku dla nieletnich w Solsonie.
-Czuję, że tam udało mi się obrać właściwy kierunek, bo to był mały, rodzinny ośrodek – było nas tylko ośmiu – wspomina chłopak malijskiego pochodzenia. Wyjaśnia, że dzięki aktywnej postawie jednej z pracownic ds. migracji w Solsonie mógł przez rok mieszkać w mieszkaniu dla byłych podopiecznych systemu opieki, prowadzonym przez Dyrekcję Generalną ds. Opieki nad Dzieckiem i Młodzieżą (DGAIA). Stopniowo, dzięki innym osobistym relacjom, udało mu się znaleźć pracę, co pozwoliło mu później wynająć własne mieszkanie. Dziś pracuje jako kelner, mechanik i trener dziecięcej drużyny piłkarskiej.
–Kiedy tu przyjechałem, nie wyobrażałem sobie, że będę mieć własny dom, w którym będę mógł spać, że nauczę się naprawiać maszyny rolnicze, że będę opłacać składki na ubezpieczenie społeczne, że pojadę na kilka dni wakacji na Majorkę. Trudno było się wspiąć po tej drabinie, ale jestem z siebie dumny, że mi się udało – mówi wzruszony.
W Hiszpanii pod koniec 2023 roku było 15 045 nieletnich bez opieki oraz byłych podopiecznych z pozwoleniem na pobyt, takich jak Traoré – według danych Ministerstwa Integracji Społecznej. Liczba ta nie obejmuje jednak młodych ludzi takich jak Issiaga Sylla, któremu nie udało się uregulować statusu administracyjnego – mimo że zgodnie z artykułem 35 ustawy o cudzoziemcach państwo ma obowiązek opieki nad wszystkimi nieletnimi migrantami. Przypadek Sylli jest dość powszechny: po osiedleniu się w Katalonii i wejściu pod opiekę organizacji takich jak Punt de Referència złożył wniosek o azyl, ponieważ był prześladowany przez rząd swojego kraju za udział w protestach politycznych. Sześć miesięcy po złożeniu wniosku mógł rozpocząć legalną pracę.
–Pracowałem w Carrefourze, w firmie kurierskiej Seur i na budowie, ale wszystko się skończyło, gdy odmówiono mi prawa do azylu – opowiada młody Gwinejczyk. Obecnie stara się o legalizację pobytu na podstawie zakorzenienia społecznego, ale napotyka kolejny problem.
–W 2022 roku złożyłem wniosek o paszport w konsulacie mojego kraju, ale do dziś go nie dostałem. Tam rząd jest wojskowy i nie obchodzą ich ludzie – ubolewa Sylla.
Napływ nieletnich rośnie od lat i – choć nie da się ustalić dokładnej liczby – organizacje i grupy zajmujące się przyjmowaniem migrantów szacują, że rośnie także liczba młodych ludzi, którzy – mimo przejścia przez system ochrony nieletnich, ośrodki i usługi wsparcia – opuszczają go bez uzyskania dokumentów. Dowodzi to, że prawo nie jest przestrzegane i że brak dokumentacji całkowicie uniemożliwia tym osobom usamodzielnienie się.
–Konsulat Pakistanu dość szybko wyrobił mi paszport, a po pięciu miesiącach miałem już pozwolenie na pobyt – opowiada Umair Imtiaz. –Gdy skończyłem 18 lat, nie wyrzucili mnie z ośrodka jak innych – zostałem tam jeszcze przez jakiś czas, bo chciałem dalej się uczyć – dodaje informatyk.
Według organizacji Save The Children w Hiszpanii w 2022 roku przybyło 2 375 nieletnich spoza Unii Europejskiej, a w 2023 już 5 151 – ponad dwukrotnie więcej. Liczba ta nadal rośnie w 2024 roku. Na terenie Krajów Katalońskich, według informacji uzyskanych przez La Directa od władz autonomicznych, obecnie znajduje się 3 153 nieletnich migrantów bez opieki objętych lokalnymi systemami ochrony: 2 369 w Katalonii, 303 na Balearach i 481 w Walencji. Większość pochodzi z Maroka i krajów Afryki Subsaharyjskiej, a około 95 procent stanowią chłopcy.
Dane te są jednak dość niepewne, ponieważ dostęp do nich mają administracje regionalne, a nie rząd centralny, i to one je udostępniają. Na liczby wpływają także ciągłe wejścia i wyjścia z systemu. Istotną rolę odgrywa również brak instytucjonalnej woli, by ujawniać rzeczywistość uznawaną za kontrowersyjną, którą skrajna prawica wykorzystuje do rasistowskich, ksenofobicznych i aporofobicznych narracji. Jeśli jednak spojrzymy na dane w kontekście – spośród 2,5 miliona nieletnich żyjących na terenie Krajów Katalońskich jedynie 3 153 to dzieci i młodzież, którzy migrowali samotnie i wymagają opieki państwa – to jest to zaledwie 0,12 procenta.
„Zaprzeczamy, że to nasi młodzi”
Choć stanowią niewielką część społeczeństwa, młodzi migranci przybywający samotnie to grupa nadmiernie obecna w mediach, a sposób ich przedstawiania prowadzi do stygmatyzacji – także społecznej.
–Od 2019 roku, kiedy pojawiali się wyjątkowo często w mediach, stali się tematem kampanii wyborczych – i od tego czasu liczba ataków na ośrodki dla nieletnich wzrosła – alarmuje Nadia Ainhoa Douhaibi. –Ta hiperwidoczność nie chroni tych młodych ludzi, lecz jeszcze bardziej ich naraża – dodaje. –Fake newsy skrajnej prawicy rozchodzą się jak błyskawica, bo trafiają w wiele uprzedzeń obecnych w społeczeństwie – potwierdzają przekonania już wcześniej zasiane i wzmacniają podział na my i oni.
Twierdzenie, że młodzi migranci przybywający samotnie „kradną, napadają i gwałcą”, „swobodnie przemieszczają się po kraju rządowymi samolotami, jadąc tam, gdzie im się podoba” oraz „mieszkają w luksusowych hotelach” – jak jeszcze kilka miesięcy temu mówił w Kongresie Deputowanych poseł Voxu Santiago Abascal – jest nie tylko fałszywe, ale ma na celu powiązanie migracji z przestępczością oraz utrwalenie przekonania, że hiszpański rząd wydaje ogromne środki publiczne na tę grupę społeczną. Tymczasem – jak wynika z licznych doniesień prasowych opartych na danych hiszpańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych – w ciągu ostatnich dziesięciu lat, mimo rosnącej liczby migrantów, przestępczość w Hiszpanii spadała.
Sugestia, że niepełnoletni cudzoziemiec bez opiekuna otrzymuje więcej środków publicznych niż – jak to ujął sam Abascal – „emerytowana babcia”, poza tym, że porównuje wartości, których nie sposób zestawić, całkowicie ignoruje szerszy kontekst społeczno-ekonomiczny i systemowy, w jakim funkcjonuje młodzież mieszkająca w Hiszpanii.
–To są również nasi młodzi ludzie, choć społeczeństwu katalońskiemu trudno to pojąć. Wciąż wyobrażamy sobie, że jesteśmy białym społeczeństwem – mamy w sobie głęboko zakorzenione zaprzeczenie tego, kim naprawdę jesteśmy, jak się rozumiemy i kto należy do naszej wspólnoty dzieci i młodzieży – mówi Eunice Romero, była dyrektorka generalna ds. Migracji, Uchodźców i Antyrasizmu w rządzie Katalonii. Warto zauważyć, że według katalońskiego urzędu statystycznego (Idescat) aż 21 procent mieszkańców Katalonii urodziło się za granicą.
Tak jak Umair Imtiaz, młodzi ludzie migrujący bez swojej rodziny opuszczają dom samotnie, najczęściej w wieku około 15 lat, a ich droga jest pełna zagrożeń i niebezpieczeństw. Po przymusowym procesie migracji i przedwczesnej emancypacji zdecydowana większość z nich staje się samodzielna i niezależna między 18. a 23. rokiem życia. Niektórym się to nie udaje ze względu na liczne bariery, które muszą pokonać – ale nie pojawiają się w oficjalnych statystykach, bo w większości przypadków żyją w nieuregulowanej sytuacji prawnej, a czasem także na ulicy.
–Musimy sobie uświadomić, że istnieją całe grupy nieletnich migrantów, które pozostają niewidoczne. Widzimy tylko tych, których obejmuje system ochrony nieletnich, ale są też tacy, którzy trafiają tu innymi kanałami i za pośrednictwem innych sieci – podkreśla Bàrbara Bort, pracowniczka socjalna organizacji Punt de Referència.
Powolna droga do samodzielności
Marzoukou – umówiliśmy się, że jego pełna tożsamość pozostanie utajniona – ma 17 lat i urodził się w Beninie. Na Ibizę dotarł 27 grudnia 2022 roku. Doskonale pamięta tę datę.
–Na morzu było nam bardzo zimno – wspomina w rozmowie. Gdy dotarł do wybrzeża, policjanci powiedzieli mu, że nie wiedzą, gdzie leży Benin, i zarejestrowali go jako obywatela Burkina Faso. –Zapisali też, że mam 21 lat, choć mówiłem im, że mam 16 – opowiada. Po krótkim pobycie w ośrodku dla nieletnich został z niego usunięty „za bycie pełnoletnim” i przez kilka tygodni żył na ulicy. Od dwóch miesięcy nocuje w schronisku.
–Wyjechałem z mojego kraju, żeby móc się tu uczyć, bo tam nie miałem takiej możliwości. Jeśli będę miał trochę szczęścia, może kiedyś dostanę się na uniwersytet – mówi.
–Problem polega na tym, że nie uznajemy strukturalnego charakteru rasizmu. Jesteśmy trochę zakładnikami tej sytuacji. Istnieją dane, których się nie pokazuje, a przetrwanie tych młodych ludzi pozostaje niewidoczne. Poza tym, że są zmuszeni szybciej się usamodzielnić, każdego dnia muszą stawiać czoła codziennemu rasizmowi we wszystkich systemach publicznych. Dlatego należy wymagać od administracji, by instytucje publiczne mające kontakt z nieletnimi migrantami włączyły do swojego obrazu rzeczywistości świadomość, że ci młodzi ludzie są częścią naszego społeczeństwa – podkreśla Eunice Romero.
–Wciąż brakuje zrozumienia, że wszyscy jesteśmy postrzegani przez pryzmat rasy – że niektórzy są zakodowani jako osoby białe (a więc lepsze), a biel uznaje się za normę, za uniwersalność, podczas gdy wszystko inne to wyjątek, defekt. To spojrzenie, jakie mamy na innych, właśnie tym jest rasizm – wyjaśnia politolożka.
Według badania Stałego Obserwatorium ds. Migracji (OPI), opublikowanym na stronie hiszpańskiego Ministerstwa ds. Integracji społecznej, pod koniec 2023 roku aż 60 procent młodych migrantów w wieku od 16 do 23 lat, którzy wcześniej przebywali pod opieką państwa i uzyskali pozwolenie na pobyt w Hiszpanii, było zarejestrowanych jako osoby pracujące. Większość z nich pracowała w sektorze gastronomicznym, administracyjnym lub rolnictwie. To znacząca liczba, biorąc pod uwagę, że mówimy o „młodych ludziach zepchniętych na margines przez nadmierną biurokrację, którzy muszą codziennie mierzyć się z nienawiścią” – komentuje Romero.
–Wszystkie prace, które miałem, zdobyłem dzięki znajomym albo komuś, kto się mną zainteresował. Inaczej byłoby bardzo trudno. Teraz pracuję 59 godzin tygodniowo – mówi Kandjoura Traoré.
–Proces migracyjny sprawia, że dojrzewają bardzo szybko. Społeczeństwo wymaga od nich bardzo dużo – muszą całkowicie usamodzielnić się w wieku 18 czy 19 lat, podczas gdy tutaj młodzi ludzie wyprowadzają się od rodziców dopiero w wieku trzydziestu lat – zauważa Ricard Gozálvez, dyrektor działu ds. usamodzielniania w organizacji Som Llar z Walencji, która wspiera młodzież migrującą samotnie.
Obserwatorium Emancypacji przy Hiszpańskiej Radzie Młodzieży (CJE) potwierdza statystycznie, że młodzież w Hiszpanii usamodzielnia się średnio w wieku 30,4 lat. W najnowszym raporcie wskazuje także, że kobiety usamodzielniają się wcześniej niż mężczyźni, a wskaźnik bezrobocia wśród młodych jest jednym z najwyższych w Europie, mimo że 65 procent młodych osób ma wykształcenie wyższe niż /podstawowe? – w przeciwieństwie do populacji migrantów, która w większości nie posiada wykształcenia w momencie przyjazdu. Spośród młodzieży w wieku od 16 do 24 lat mieszkającej w Hiszpanii tylko 4,3 procenta (czyli 194 970 osób) jest usamodzielnionych. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę całą populację młodych – około siedmiu milionów osób – odsetek ten wynosi 16,3, czyli 1,2 miliona. Nikt nie wymaga od 5,8 miliona młodych nieusamodzielnionych Hiszpanów, by natychmiast szukali pracy, opuścili dom rodzinny i stali się produktywni na rynku pracy.
W przypadku młodzieży pochodzącej z zagranicy presja jest ogromna. Aby proces usamodzielnienia się zakończył się sukcesem – a musi się zakończyć przed ukończeniem 23. roku życia, gdy wygasają wszystkie formy pomocy i usług publicznych kierowanych do tej grupy – niezbędne jest odpowiednie wsparcie. Administracje publiczne dysponują różnymi mechanizmami i zasobami towarzyszącymi młodym migrantom, wdrażanymi za pośrednictwem organizacji, spółdzielni i firm. Mniejsze, non-profitowe organizacje, takie jak Punt de Referència w Katalonii czy Som Llar w Walencji, wyróżniają się szczególnie spersonalizowanym podejściem.
–Kiedy trafiłem do Punt de Referència, zapytano mnie: ‘Jaki masz plan na życie? Co chciałbyś robić?’ – opowiada Issiaga Sylla.
–To był pierwszy raz w życiu, kiedy ktoś zadał mi takie pytanie – przyznaje ze wzruszeniem.
–Gdy młodzi trafiają do naszego programu, zawsze najpierw pytamy: ‘Czego od nas potrzebujesz? Jak możemy ci pomóc?’ Bo jeśli nie zaczniemy od ich życiowych celów, nie da się ułożyć żadnej sensownej ścieżki – mówi Ricard Gozálvez z Som Llar.
–W ośrodku interwencji kryzysowej w Vilafranca del Penedès nie czułem się dobrze, było nas tam ponad stu młodych ludzi. Ale gdyby nie wsparcie, które otrzymałem później w ośrodku dla nieletnich, nie byłbym dziś tak samodzielny, jak jestem – mówi Kandjoura Traoré.
–Są ośrodki, które działają z empatią, i takie, które opierają się na karach i dyscyplinie. Wszystko zależy od wychowawców, ale też od organizacji czy firmy, która dany ośrodek prowadzi – wyjaśnia Maria Creixell z koordynacji Obrim Fronteres, która prowadzi przestrzeń wzajemnego wsparcia dla młodzieży migrującej samotnie w Casal de Joves del Raval w Barcelonie.
Marzoukou przychodzi tam w każdy piątek, by dowiedzieć się o możliwościach i dostępnych zasobach. Trafił tam po raz pierwszy, gdy żył na ulicy, po pięciu miesiącach spędzonych w ośrodku Gaudí w Barcelonie, prowadzonym przez fundację Ciutat i Valors, która była wielokrotnie oskarżana przez młodzież i pracowników o tolerowanie rasistowskich zachowań.
–Szczerze mówiąc, nie wróciłbym tam – wolę mieszkać na ulicy niż znowu trafić do tego miejsca – mówi stanowczo Marzoukou.
Więzienia dla nieletnich
Cała infrastruktura i zasoby stworzone wyłącznie dla nieletnich migrantów podróżujących bez opieki powinny być jedynie etapem przejściowym, prowadzącym do modelu ochrony, który nie różnicuje ze względu na narodowość. W praktyce jednak „system się rozdwoił. Osobno towarzyszymy lokalnej młodzieży, a osobno migrantom” – tłumaczy Bàrbara Bort z organizacji Punt de Referència.
Fatima Aziz, która woli używać pseudonimu, jest koordynatorką w jednym z Centrów Pierwszej Recepcji i Kompleksowego Wsparcia (SPAAI) w katalońskim mieście. Woli pozostać anonimowa, ponieważ – jak mówi – „jeśli naprawdę chcę działać jako antyrasistka, czasami muszę co najmniej naginać zasady”. „Pobyt w SPAAI powinien trwać zasadniczo sześć miesięcy. W tym czasie zespół techniczny powinien zaproponować dalsze kroki – zazwyczaj przeniesienie do Centrum Mieszkalnictwa i Działań Edukacyjnych (CRAE)” – wyjaśnia. –Wiemy, że koszt dziennego pobytu jednego dziecka w SPAAI – przeznaczonym wyłącznie dla młodych migrantów – jest niższy niż w CRAE – podkreśla Fatima Aziz.
Lara Ponce przez dwa lata pracowała jako wychowawczyni w niewielkim ośrodku dla nieletnich w regionie Ponent. Woli używać pseudonimu, aby chronić się przed konsekwencjami związanymi z ujawnianiem naruszeń praw.
–Kiedy zaczynałam tam pracę, ośrodek działał dopiero od czterech miesięcy – powstał w odpowiedzi na wzrost liczby przyjazdów młodzieży. Byłam jedyną wykwalifikowaną pracownicą. Młodzi nie mieli zajęć, warunki były fatalne, meble pochodziły z drugiej ręki – relacjonuje. Bezprecedensowa fala przyjazdów nieletnich migrantów w 2018 roku zmusiła instytucje publiczne do pilnego otwierania ośrodków recepcyjnych.
Książka Davida Vázqueza La mirada horitzontal dokumentuje doświadczenia z pracy socjalnej z tamtego okresu. Autor opisuje, jak „w Katalonii panowało ogromne zapotrzebowanie na wychowawców, ale trafiali oni do ośrodków pozbawionych zasobów, bez organizacji i struktury. Wiele osób się poddało, bo sytuacja powodowała ogromny stres”. Vázquez wówczas koordynował Centrum dla Młodzieży Bezdomnej, zlokalizowane na barcelońskiej stacji França. –Pierwsi, którzy zrezygnowali z pracy, odeszli z powodu ataków lęku – nie byli w stanie wytrzymać tej sytuacji – wspomina.
–W ośrodku wszystko trzeba było organizować od zera, więc zaczęłam szukać kursów dla chłopaków i kupować odpowiednie meble – opowiada Lara Ponce.
–Wkrótce zajmowałam się zarządzaniem i rozdzielaniem pieniędzy dla młodzieży, znałam rozmiary ich butów, wiedziałam, gdzie są ich paszporty. Układałam też grafiki urlopów wszystkich pracowników… Wykonywałam pracę swoją i koordynatora. To odbiło się na moim życiu towarzyskim i zdrowiu psychicznym – przyznaje.
–Wiem, że popełniłam błąd – miałam syndrom zbawicielki. Mówiłam sobie: ‘Wolę, żeby pytali mnie, która jestem na miejscu, niż mieliby pisać do koordynatora firmy, który nigdy nie odwiedza ośrodka’ – dodaje Ponce.
Mohammed Azouzi, który również woli posługiwać się pseudonimem, jest jednym z młodych ludzi, którym towarzyszyła Lara Ponce. Opowiada, że trafił wcześniej do ośrodka interwencji kryzysowej, który – jak mówi – „przypominał więzienie. Pierwszego dnia, żeby się tam dostać, musieliśmy przejść przez trzy drzwi z kuloodpornego szkła. Wychodziliśmy tylko raz w tygodniu, w towarzystwie wychowawcy i tylko wtedy, gdy dobrze się zachowywaliśmy. Wielu nigdy nie wychodziło” – relacjonuje młody Marokańczyk. „Jeśli podnosiliśmy głos albo okazywaliśmy złość, zamykali nas w przeszklonej izolatce. Widzieliśmy, co robią inni, ale nie mogliśmy nic zrobić – ani mówić, ani być usłyszani” – dodaje. „Nauczyłem się szybko hiszpańskiego i czasem pomagałem tłumaczyć innym chłopakom. Płakali ze wzruszenia, kiedy w końcu mogli porozumieć się z pracownikami społecznymi” – wspomina.
„Byli młodzi, którzy przyjeżdżali bardzo przestraszeni, opowiadali, że przemoc fizyczna miała tam miejsce na porządku dziennym. Jak to możliwe, skoro ja przez dwa lata nie musiałam ani razu użyć siły?” – zastanawia się Ponce. „Ośrodki interwencji kryzysowej są zwykle zarządzane przez duże firmy, które działają w tym sektorze dla zysku, a nie z troski o prawa” – ocenia pracownica socjalna. Zwraca też uwagę, że gdy pojawiały się wakaty, jej firma szukała osób z wykształceniem w zakresie ochrony lub z pasami w sztukach walki, aby móc stosować przymus fizyczny wobec podopiecznych.
Uważam, że nikt nie powinien się bogacić kosztem ludzkiej wrażliwości i bezbronności. Od razu zobaczyłam, że to, co my robiliśmy, było wyjątkowe – ale właśnie tak powinno być, to powinien być standard godnego towarzyszenia młodym ludziom – mówi Ponce. Zrezygnowała z pracy po rozmowie ze swoim koordynatorem.
–Powiedziałam mu, że jeśli kiedykolwiek będę musiała zostawić chłopaka na ulicy, od razu pójdę na terapię. A on odpowiedział: ‘Pierwszy raz boli, ale potem się przyzwyczajasz’.
Lara Ponce odeszła z ośrodka i rozpoczęła terapię, ale jej sposób pracy przyniósł efekty. Dwa lata po opuszczeniu ośrodka dla nieletnich Mohammed Azouzi ukończył średni stopień nauki zawodu jako pomocnik pielęgniarza i studiuje wyższy poziom technika integracji społecznej.
–Dziś potrafię się już utrzymać, ale moim prawdziwym marzeniem jest wrócić do ośrodka, w którym mnie przyjęto, i pracować tam, by zmieniać rzeczy od środka – wyznaje młody Maghrebczyk.
–W gruncie rzeczy wszystko zależy od relacji międzynarodowych, jakie Hiszpania utrzymuje z krajami pochodzenia tych chłopców. Bo jak tylko przyjechali nieletni z Ukrainy, od razu otwarto im drzwi i uruchomiono mechanizmy ich przyjęcia – reflektuje Ponce.
–Wyspy Kanaryjskie od lat twierdzą, że nie są w stanie przyjąć więcej osób, że są przeciążone, ale prawda jest taka, że brakuje woli politycznej. To wszystko jest przejawem instytucjonalnego rasizmu.
Artykuł opublikowany w numerze 582 La Directa.
tłum. z katalońskiego Krzysztof Katkowski




![Z ulicy do konstytuanty. Jak przeprowadzić rewolucję obywatelską we Francji? [Rozmowa z Charlotte Girard]](https://www.gromady.pl/wp-content/uploads/2026/05/Troost-Girard-ilustracja-scaled.jpg)




