WSPIERAJ
Menu

Politycy skręcili w prawo. Czy Polacy także? [analiza]

Tekst:
Łukasz Ostrowski

Kluczowym środkiem manipulacji w rękach prawicowych populistów jest mit mandatu, który – jak twierdzą – otrzymują od ludu do realizacji swojej polityki. W narracji każdego populisty jego program jest wyrazem woli powszechnej.

Populistyczna prawica powołuje się więc na „normalsów” i „cichą większość”, abyśmy uwierzyli w to, że nacjonalizm jest głęboko zakorzeniony w społeczeństwie, podczas gdy lewicowość stanowi nurt elit, odseparowanych od mas w swoich enklawach i salonach. Popadając w histeryczne obawy przed narastającą faszyzacją mas sprzyjamy więc nacjonalistom, którzy chcą, abyśmy uwierzyli w to, że miażdżąca większość pragnie realizacji ich programu.

Nie można oczywiście idealizować ludu i odejmować mu uprzedzeń. W ten sposób bagatelizowałoby się fakt, że istnieje wśród Polaków ogromny rezerwuar poparcia dla najbardziej wstecznych i brutalnych nurtów politycznych. Warto jednak pokazać, że nacjonalizm nie jest jedyną zajmowaną postawą, nawet wśród klas robotniczych, o których publicyści mówią wyłącznie jako „elektoracie PiS”.

Poniżej przedstawiam kilka faktów na temat zmian opinii polskiego społeczeństwa w ostatnich dekadach. Dane, na których się opieram, pochodzą z ogólnodostępnych zbiorów, tworzonych cyklicznie w większości krajów europejskich: European Social Survey, European Election Study oraz Euorbarometer.

Ze względu na ostatnie wydarzenia – inscenizowane „zrywy obywatelskie” tzw. Ruchu Obrony Granic oraz narastającą ksenofobię w przestrzeni medialnej – skupiam się na stosunku Polaków do imigracji, uwzględniając różnice między klasami pracowniczymi i średnimi. Analizuję też udział osób o orientacji lewicowej i prawicowej w społeczeństwie.

Czy Polacy są nacjonalistami?

Spójrzmy najpierw na ogólną ocenę wpływu migracji na Polskę. Pogląd ten mierzy pytanie zadawane w European Social Survey: „Czy osoby przyjeżdzające mieszkać do Polski z innych krajów czynią nasz kraj lepszym czy gorszym miejscem do życia?”. W ramach odpowiedzi respondenci sytuują się na 10 stopniowej skali. Z analizy Wykresu 1 wynika, że wśród mieszkańców Polski pozytywna ocena skutków imigracji przeważa wciąż nad negatywną. To pierwszy istotny fakt, który trzeba odnotować wbrew stereotypowi „normalsa-narodowca”.

Wykres 1 Odsetki odpowiedzi na dziesięciostopniowej skali na pytanie: „Czy osoby, które przyjeżdżają mieszkać do Polski z innych krajów czynią nasz kraj lepszym czy gorszym miejscem do życia?”. Przyjąłem klasyfikację odpowiedzi: wartości 0-3 – zdecydowanie gorszym, 4 – gorszym, 5 – neutralny, 6- lepszym, 7-10 – zdecydowanie lepszym. Obliczenia na podstawie danych European Social Survey z edycji 1-11 (lata 2002-2023).

Wykres 2 informuje nas o rozkładzie odpowiedzi na pytanie, czy powinniśmy pozwalać osobom z biedniejszych krajów spoza Europy zamieszkiwać w Polsce. Na to pytanie respondenci udzielają konkretnej odpowiedzi, określając w jakim zakresie skłonni są przyjmować imigrantów. Niemożliwe w tym przypadku jest udzielenie odpowiedzi „neutralnej, przez usytuowanie się pośrodku skali, która na poprzednim wykresie mogła ukrywać sceptyczną postawę względem przyjmowania imigrantów.

Wykres 2 Odsetki odpowiedzi na pytanie: „w jakim zakresie, Pana/Pani zdaniem, państwo polskie powinno zezwalać ludziom z biedniejszych krajów spoza Europy na przyjazd i zamieszkanie w Polsce?”.

Kiedy spojrzymy na mierzony w ten sposób stosunek do polityki migracyjnej, dostrzeżemy, że ok. połowa respondentów jest niechętna przyjmowaniu mieszkańców krajów peryferyjnych, udzielając odpowiedzi „niewielu” lub „żadnych”. Jednocześnie trzeba zauważyć, że skrajna wrogość do różnorodności etnicznej, której zwolennikami są nacjonaliści głoszący konieczność masowych deportacji, nie jest postawą większości polskiego społeczeństwa.

Przynajmniej połowa Polaków jest otwarta na imigrację, choć większość z nich podchodzi do niej selektywnie (odpowiedzi „powinniśmy pozwolić pewnym imigrantom z biedniejszych krajów spoza Europy zamieszkiwać w Polsce” stanowią ok 40 proc.). Polacy wypadają przeciętnie na tle narodów europejskich. Okazują się mniej otwarci niż najbardziej gościnni Szwedzi, wśród których  87 proc. popiera przyjmowanie migrantów z biednych krajów (w tym  32 proc. popiera przyjmowanie „wielu” z nich). Jednocześnie są znacznie bardziej otwarci niż najbardziej natywistyczni w Europie Węgrzy, spośród których tylko 14 proc. (sic!) jest otwarta na przyjmowanie obywateli krajów peryferyjnych (reszta udziela odpowiedzi „niewielu”, bądź „żadnych”).

Biorąc pod uwagę powyższe fakty, powinniśmy wystrzegać się przedstawiania polskiego społeczeństwa jako skrajnie ksenofobicznego. Nie możemy pozwolić sobie na publicystyczne skróty, takie jak stwierdzenie, które pada w ostatnim raporcie Przemysława Sadury i Sławomira Sierakowskiego:

Kwestia migracji, która najbardziej różni elektoraty partii na Zachodzie, w Polsce wciąż ma znacznie mniejsze znaczenie niż motywacje ekonomiczne – także dlatego, że sprzeciw wobec imigracji łączy Polaków, a nie dzieli.

Jednocześnie musimy unikać idealizowania Polaków. Powinniśmy brać pod uwagę, że Polska charakteryzuje się wyższym od europejskiej średniej poziomem uprzedzeń wobec muzułmanów, czyli grupy szczególnie często szkalowanej przez radykalną prawicę. W Polsce odsetek respondentów, którzy deklarowali, iż pracowanie z muzułmaninem byłoby dla nich problemem. był w 2019 r. aż dwukrotnie wyższy niż średnia europejska (25 proc. w porównaniu do 13 proc.).

Dynamika priorytetów

Jeśli porównamy Wykres 3 z Wykresami 1 i 2 widzimy, że postawy wobec cudzoziemców ulegają znacznie mniejszym wahaniom w czasie niż poziom zaniepokojenia migracją. W okresie 2012-2016 – a więc w czasie sukcesu nacjonalistycznych partii PiS i Kukiz 15’ –  odsetek respondentów negatywnie oceniających wpływ migracji na kraj wzrósł o niecałą połowę (z ok. 16 proc. do ok. 22 proc.). Jednakże w tym samym okresie odsetek osób, która uważała migrację za kluczowy problem dla kraju wzrósł aż ośmiokrotnie – z wartości ok 2 proc. do rekordowych 17 proc. – szczyt istotności migracji w opinii publicznej przypadł na rok napływu uchodźców z Syrii do Europy, któremu towarzyszyła kampania strachu zorganizowana przez prawicę.

Wykres 3 Odsetek odpowiedzi „imigracja” na pytanie „Jakie są najważniejsze problemy w naszym kraju? Proszę wskazać maksymalnie dwa”. Obliczenia na podstawie danych Eurobarometru dla mieszkańców Polski. Wartość dla 2024 roku pochodzi z nieudostępnionego publicznie (w momencie publikacji tego artykułu) zbioru danych. Analiza tej edycji eurobarometru (nr. 102) jest jednak dostępna w raporcie „Opinia publiczna w Unii Europejskiej. Raport krajowy: Polska”.

Następnie społeczne przejęcie tematem migracji spadało, aby znów odbić gwałtownie w górę w ostatnich latach (do 14 proc. respondentów w 2024 r.).

Sukces narracyjny PiS polega na tym, że w kontekście zmiany władzy w 2015 r. wspominamy przede wszystkim 500 plus, a nie słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane w Sejmie, iż w Szwecji istnieją „54 strefy, gdzie obowiązuje szariat” oraz inne wypowiedzi polityków PiS, utrzymane w podobnym tonie. Z niezwykle skrupulatnych badań Jana Gromadzkiego, Katarzyny Sałach-Dróżdż i Michała Brzezińskiego wiemy jednak, że program 500 plus nie miał wpływu na poparcie dla PiS przed jego wprowadzeniem w 2016 r. Przyczynił się do wzrostu poparcia tej partii dopiero w wyborach z 2019 r., zapewniając jej wtedy dodatkowe 2 pkt. proc. poparciaChoć wydaje się, że to niewiele, autorzy zauważają, że było to poparcie niezbędne PiSowi, aby samodzielnie rządzić: J. Gromadzki, K. Sałach, M. Brzeziński, When populists deliver on their promises: the electoral effects of a large cash transfer programme in Poland, IBS Working Paper, 2022..1

Wykres 4 Odsetki odpowiedzi na pytanie o usytuowanie na dziesięciostopniowej skali lewica-prawica. Odpowiedzi 0-3 zaklasyfikowałem jako „lewica”, 4 – „centrum/lewica”, 5 – „centrum”, 6 – „centrum/prawica”, 7-10 „prawica”. Obliczenia na podstawie European Social Survey z edycji od 1 do 11 (lata 2002-2023).

W kwestii przemian politycznych z ostatniej dekady trzeba też zauważyć, że radykalizacji prawej strony sceny politycznej w Polsce nie towarzyszył zwrot na prawo polskiego społeczeństwa (patrz Wykres 4). Przeciwnie, jedyny trend, które można dostrzec w tym czasie, to powolny lecz stały wzrost odsetka orientacji lewicowych.

W oparciu o przedstawione powyżej trendy można postawić hipotezę na temat natury kryzysu liberalizmu w ostatnich latach – wzrost siły niszowych partii radykalnej prawicy nie jest w pierwszej kolejności efektem zmian wartości i orientacji wyborców, ale przede wszystkim zmian ich priorytetów.

Wniosek taki w skali ogólnoeuropejskiej potwierdzają badania ekonomisty Orena Danielego i jego współpracowników. Za pomocą narzędzi statystycznych badacze podjęli się dekompozycji przyczyn wzrostu poparcia dla skrajnej prawicy w Europie na cztery elementy – zmiana pozycji programowej partii, zmiana postaw wyborców, zmiana priorytetów wyborców oraz niewyjaśniona reszta. Ich badania prowadzą do konkluzji, że za sukces nacjonalistów w przeważającej mierze odpowiada nasilenie priorytetów związanych z migracją i tożsamością narodową. Zmiana priorytetów tłumaczy ok. 43 proc. całego przyrostu poparcia dla radykalnej prawicy, podczas gdy zmiana poglądów tylko 6 proc.2Często twierdzi się, że przyjęcie przez nacjonalistów „socjalnych” wątków miało kluczowe znaczenie dla popularyzacji skrajnej prawicy. Z badań Danielego wynika jednak, że dynamika programowa odpowiada za jedynie 1 proc. sukcesu z ostatnich dekad. Niewyjaśniona reszta zaś to między innymi powstawanie nowych, bardziej kompetentnych partii narodowych: Danieli, O., Gidron N., Kikuchi, S,, Levy R., Decomposing the Rise of the Populist Radical Right. SSRN Electronic Journal, 2022. Jednocześnie słabnie waga, jaką społeczeństwo przykłada do kwestii ekonomicznych – wyborcy rzadziej kierują się poglądami w tej dziedzinie przy głosowaniu oraz rzadziej „karzą” partie rezygnacją z poparcia, kiedy zmieniają one postawę w kwestiach gospodarczych.

To prowadzi Danielego i jego współpracowników do konkluzji, że:

W przeciwieństwie do licznych relacji medialnych, postawy społeczne nie przesunęły się masowo w kierunku większego sprzeciwu wobec imigracji. Potwierdza to hipotezę, że rezerwuar wyborców partii radykalnej prawicy (…) istniał jeszcze przed gwałtownym wzrostem ich poparcia.

„Hipoteza faszyzacji”, według której zachodzi obecnie zmiana poglądów na masową skalę, musi zostać poddana w wątpliwość. Współczesna walka polityczna toczy się raczej o „istotność problemu”3To niezgrabny przekład pojęcia „issue salience”, stosowanego w naukach społecznych na nazwanie poziomu w jakim opinia publiczna uważa dane kwestie za politycznie ważne. migracji w świadomości wyborców.

Podobne wnioski przedstawia Vincent Tiberj w pracy „La droitisation française: mythe et réalités” [Prawicowy zwrot we Francji: mity i rzeczywistość]. Analiza długofalowych trendów w poglądach obywateli Francji wskazuje, że w ostatnich czterech dekadach, w kluczowych kwestiach kulturowych, społeczeństwo stało się bardziej postępowe, a w kwestiach ekonomicznych pozostało mniej więcej na tym samy poziomie. Mimo tego Zjednoczenie Narodowe, partia o faszystowskich korzeniach, święci właśnie teraz największe triumfy.

Tiberj, podobnie jak Danieli, zauważa, że zmianie ulegają motywacje elektoratu – podczas gdy starsi wyborcy głosują przede wszystkim w oparciu o interes ekonomiczny, młodsze grupy wyborców coraz częściej kierują się wartościami kulturowymi w decyzjach politycznych. Oznacza to, że tylko starzy „prosocjalni konserwatyści” głosują częściej na partie lewicowe.

Co więcej, w ostatnich dekadach spadła zdolność respondentów do identyfikacji na skali lewica-prawica, szczególnie wśród klas niższych, dawniej stanowiących „rezerwuar” partii lewicowych. Spadek świadomości politycznej masowego wyborcy oznacza dla lewicy trudności w mobilizacji klas pracowniczych, które obecnie partycypują w wyborach znacznie rzadziej niż klasy średnie. Wyborcy „apolityczni” są za to bardziej skłonni do popierania nihilistycznych i „antysystemowych” partii skrajnej prawicy, co dostrzegamy również w Polsce.

W końcu, Tiberj wskazuje na to, że dopiero niedawno doszło do upolitycznienia różnic religijnych w przestrzeni publicznej. Populiści posługują się skandalizującymi wypowiedziami, aby podburzać coraz mniej zaangażowane w politykę parlamentarną społeczeństwo. Nie było to do pomyślenia jeszcze kilka dekad temu. Stosunek do Islamu staje się we Francji kwestią polityczną, na przekór zakorzenionej od czasu reform z początku XX wieku idei separacji religii i państwa. Jednocześnie do mainstreamu wkraczają skrajnie prawicowe media, które otwarcie agitują słuchaczy rasistowskimi hasłami. We Francji do takich platform należy imperium medialne miliardera Vincenta Bolloré. Analogiczną rolę w Polsce pełni TV Republika, a także Kanał Zero, zapraszający na rozmowy neonazistowskiego terrorystę Janusza Walusia czy prawicowego ekstremistę Grzegorza Brauna.

Jak podsumowuje problematykę „pozornej faszyzacji” politolog Larry Bartels w pracy „Democracy erodes from the top” – mimo tego, że poziom legitymizacji systemu europejskiego w opinii publicznej nie uległ trwałemu spadkowi, nawet po kryzysie z 2008 r., niektórzy publicyści utrzymują, że za wzrostem poparcia partii radykalnej prawicy4Sam ten wzrost, jak zauważa Bartels, też jest przeszacowywany w dyskursie publicznym, gdyż zwraca się uwagę tylko na wzloty nacjonalistów, ale nie na spadki ich poparcia. stoi głęboki kryzys legitymizacji współczesnego systemu politycznego i odrzucenie jego wartości na masową skalę. Autorzy ci pomijają fakt, że istnieje zawsze duża grupa sfrustrowanych i konserwatywnych obywateli, gotowych zagłosować na radykalną prawicę. Przerodzenie się tego „rezerwuaru populizmu” w elektorat zależy od zdolności mobilizacyjnych polityków i aktywności medialnej liderów opinii.

Skoro o współczesnych przemianach na scenie politycznej powinniśmy myśleć przede wszystkim jako o aktywizacji istniejącego od zawsze „rezerwuaru” radykalnie prawicowych nastrojów, należy zastanowić się, jakie czynniki sprzyjają mobilizacji i demobilizacji prawicowego wyborcy.

Nacjonaliści mają w przedsięwzięciu walki o „istotność kwestii” migracji zarazem przewagę i poważną słabość. Przewaga polega na korzystaniu z siły prymitywnych, lecz głęboko zakorzenionych lęków przed obcymi. Słabość polega na tym, że przekonanie o istnieniu problemu z migracją ma bardzo słabe podłoże i może szybko wygasnąć. Wskazuje na to między innymi fakt, że to kraje, w których przebywa mniej muzułmanów charakteryzują się większym poziomem islamofobii.5Wnioski te pochodzą z artykułu: Pickel, G., Öztürk, C. (2018). Islamophobia without Muslims? The „contact hypothesis” as an explanation for anti-Muslim attitudes. „Journal of Nationalism, Memory & Language Politics”, 12, 162–191. Współczesne napięcia na tle etnicznym są więc do pewnego stopnia urojone.

Jako przejaw pseudoproblemu, lęk przed migracją może też zostać zastąpiony ważniejszymi priorytetami. Przykład takiego procesu zanikania nacjonalistycznych emocji ma miejsce w Skandynawii, gdzie obserwujemy w ostatnim czasie odwrót radykalnej prawicy. Nie jest to jednak zasługa antymigranckiego zwrotu na duńskiej lewicy6Duńska socjaldemokracja jest chwalona za swoją rzekomą przezorność w środowiskach socjalnarodowych, gdyż przejęła postulaty radykalnej prawicy z Partii Ludowej, wprowadzając w 2018 r. prawo, które umożliwia redukcję ilości mieszkań komunalnych w dzielnicach, w których występuje duża przestępczość, jeśli spełnione są warunki takie jak minimum 50-procentowy udział „niezachodnich” imigrantów w populacji. Legalność tej ustawy została zakwestionowana przez rzecznika generalnego TSUE z powodu podejrzeń o dyskryminację na gruncie etnicznym.. Zgodnie z mitem powielanym przez środowiska socjalnarodowe, duńscy socjaldemokraci przejęli wyborców skrajnej prawicy dzięki zaostrzeniu polityki migracyjnej. Prawda jest jednak inna. Ugrupowanie Mette Frederiksen – podobnie jak nacjonaliści – w ostatnich wyborach europejskich poniosło sromotną porażkę, tracąc prawie 6 pkt. proc. poparcia, głównie na rzecz lewicowej i zdecydowanie mniej antymigranckiej konkurencji – Ludowej Partii Socjalistycznej.

Próbując wyjaśnić ostatnie zmiany polityczne w tej części Europy, Caroline de Gruyter z „Foreign Policy” postawiła tezę, iż porażka eurosceptycznych nacjonalistów jest wynikiem zapanowania w skandynawskich społeczeństwach proeuropejskich nastrojów w obliczu zagrożenia z Rosji. Jak pisze autorka:

Najnowszy sondaż Eurobarometru pokazuje silne poparcie opinii publicznej dla finansowania zakupu sprzętu wojskowego dla Ukrainy: popiera to 92 procent Szwedów, 88 procent Duńczyków i Finów, 76 procent Litwinów, 70 procent Łotyszy i 63 procent Estończyków – to liczby, o jakich rządy w innych częściach Europy mogą tylko pomarzyć.

Kiedy spojrzymy na wielkość poparcia dla zakupu broni przez UE dla Ukrainy w Polsce, jest ona pozornie podobna do Skandynawii, bo aż 80 proc. polskich respondentów popiera taką politykę. Diabeł tkwi jednak w szczegółach – kiedy spojrzymy na odsetki silnego poparcia (odpowiedzi „zdecydowanie popieram”), pomijając poparcie słabe („raczej popieram”), zobaczymy, że w Danii do entuzjastycznych sojuszników Ukrainy należy 59 proc. społeczeństwa, w Szwecji 69 proc., a w Polsce tylko 28 proc.

Wydaje się, że zagrożenie militarne ze wschodu powinno skłaniać Polaków do podobnej jak w Skandynawii nieufności wobec środowisk prorosyjskich lub eurosceptycznych, takich jak Konfederacja oraz Korona. Zwrot antynacjonalistyczny jest jednak utrudniany przez silnie zakorzenione uprzedzenia względem Ukraińców oraz podsycaną przez środowiska prawicowe nieufność względem zachodnich sojuszników Polski.

Czy lud jest prawicowy?

Choć w całym polskim społeczeństwie nie dominują lęki podszyte rasizmem, środowiska socjalistyczne zawsze będą mierzyć się z opinią, że klasy pracujące, które lewica chce reprezentować, są zbytnio antymigranckie i prowincjonalne, aby zaakceptować jej współczesny program. Czy jest tak w istocie? Odpowiedź musi być zniuansowana. Jak wynika z Wykresu 5, wśród robotników wyraźnie widoczny jest nieco wyższy niż wśród klas średnich odsetek uprzedzeń względem migrantów. Nadreprezentacja tej klasy w elektoracie radykalnej prawicy będzie więc zapewne jeszcze długo cechą współczesnej polityki. Jest jednak też druga strona medalu, a mianowicie fakt, że wśród robotników przeważa wciąż pozytywna ocena wpływu obcokrajowców na kraj. Z faktem tym powinni zmierzyć się publicyści, którzy wyspecjalizowali się w tworzeniu stereotypu „białego robotnika-rasisty”.

Wykres 5 Odsetki odpowiedzi na dziesięciostopniowej skali na pytanie: “Czy osoby, które przyjeżdżają mieszkać do Polski z innych krajów, czynią nasz kraj lepszym czy gorszym miejscem do życia?”. Przyjąłem klasyfikację odpowiedzi: wartości 0-3 – zdecydowanie gorszym, 4 – gorszym, 5 – neutralny, 6- lepszym, 7-10 – zdecydowanie lepszym. Obliczenia własne na podstawie połączonych danych European Social Survey z edycji 9-11 (lata 2018, 2020, 2023). Zastosowałem schemat klasowy Daniela Oescha, w ramach którego do małych przedsiębiorców zalicza się rolników. Duzi przedsiębiorcy są agregowani razem z samozatrudnionymi profesjonalistami.

Wykres 6 Odsetki identyfikacji na dziesięciostopniowej skali lewica-prawica. Wartości 0-3 – lewica, 4 -centrum/lewica, 5 – centrum, 6 – centrum/prawica, 7-10 – prawica. Obliczenia na podstawie połączonych danych European Social Survey z edycji 9-11 (lata 2018, 2020, 2023). Zastosowałem schemat klasowy Daniela Oescha, w ramach którego do małych przedsiębiorców zalicza się rolników. Duzi przedsiębiorcy są agregowani razem z samozatrudnionymi profesjonalistami.

Gdy spojrzymy na Wykres 6, widzimy zaś, że ok 45 proc. klasy pracującej (usługowej i produkcyjnej) deklaruje prawicową orientację. To mniej więcej tyle samo, ile głosuje na PiS.7Z analiz exit poll IPSOS możemy dowiedzieć się, że ponad 60 proc. robotników głosuje na PiS. Jednakże ten sondaż nie bierze pod uwagę robotników nie uczestniczących w głosowaniu. W tej klasie absencja wyborcza jest zaś ok. 2 razy częstsza niż w klasach profesjonalistów i menadżerów.

Klasy profesjonalistów są oczywiście obecnie najważniejszym liczebnie komponentem lewicowego elektoratu. Nie obserwujemy jednak przepaści w rozkładzie orientacji na osi lewica-prawica między klasami średnimi i robotniczymi. Nie ma więc powodu, aby lewica nie była w stanie zbudować dużego elektoratu robotniczego. Nie możemy zapominać, że żyją w Polsce setki tysięcy pracowników fizycznych o progresywnej orientacji. Zamiast skupiać się na „odzyskaniu prawicowego ludu”, socjaliści w Polsce muszą walczyć przede wszystkim o pracowników lewicowych oraz „centrowych”.

Trzeba przy tym pamiętać, że orientacja centrowa tylko czasami oznacza świadomą postawę polityczną. Znaczną część osób sytuujących się pośrodku skali to obywatele o niskim poziomie zainteresowania polityką i niskich kompetencjach w tym zakresie. Wśród „centrystów” częściej występuje absencja wyborcza. Są to często osoby obecnie mniej wyrobione politycznie, które lewica ma obowiązek zmobilizować.

Warto porównać też różnice poglądów między klasami „obiektywnymi” (przynależność mierzona zawodem) a „subiektywnymi” (przynależność mierzona własną identyfikacją). Tę drugą miarę zawiera sondaż European Election Study z 2024 roku (patrz Wykres 7). Ponieważ ostatecznie to świadomość ludzi przesądza o ich zachowaniach politycznych, klasa „subiektywna” jest być może ważniejsza niż „obiektywna”. Widzimy, że osoby identyfikujące się jako członkowie klasy robotniczej mają podobny stosunek do polityki imigracyjnej, co inne klasy. W danych z 2024 roku zauważalna jest nawet przewaga proimigracyjnych odpowiedzi w tej klasie.8 Trudno powiedzieć, czy stoi za tym jakaś stała prawidłowość, gdyż jeszcze w 2019 r. klasa średnia niższa deklarowała zdecydowane poparcie dla restrykcyjnej polityki migracyjnej tylko w 31 proc. (a więc rzadziej niż klasa robotnicza, która wtedy była antyimigracyjna w 36 proc.). Na podstawie tych dwóch edycji European Election Study, trzeba raczej stwierdzić, że nie da się wykazać związku między tożsamością klasową a postawą wobec polityki migracyjnej.Jednocześnie są to osoby o zauważalnie wyższym poziomie poparcia dla redystrybucji.937 proc. klasy robotniczej sytuuje się po stronie poparcia dla „redystrybucji bogactwa od bogatych do biednych”. Na tle średniej europejskiej, bliskiej 60 proc. jest to poparcie słabe. Jednak w Polsce jest to nadal wysoki odsetek, bo tylko 23 proc. klasy średniej wyższej popiera redystrybucję. 

Wykres 7 Odsetki odpowiedzi na skali 0-10 na pytanie “Co sądzi Pan/Pani o polityce migracyjnej? 0 – w pełni za restrykcyjna polityka imigracyjną, 10 – w pełni przeciwko restrykcyjnej polityce imigracyjnej”. Odpowiedzi 0-3 oznaczyłem jako „za restrykcyjną polityką migracyjną”; 4-6 jako „neutralny”, 7-10 jako „przeciwko restrykcyjnej polityce migracyjnej”. Klasa jest przyporządkowana na podstawie odpowiedzi na pytanie: „Gdyby poproszono Cię o wybranie jednej z tych pięciu nazw dla swojej klasy społecznej, do której z nich by się Pan/Pani zaliczył(a) – klasa pracująca, niższa klasa średnia, klasa średnia, wyższa klasa średnia czy klasa wyższa?”  Procentowy udział klas w próbie: Klasa robotnicza – 17,8 proc., Niższa klasa średnia – 22,3 proc., Klasa średnia – 46,5 proc., Wyższa klasa średnia – 10,8 proc.. Pominąłem klasę wyższą i odpowiedzi „inna” ze względu na niską liczebność w próbie. Obliczenia na podstawie danych European Election Study 2024.

Jak widzimy więc w Polsce w ostatnich latach, mimo sukcesów skrajnej prawicy, nie miał miejsca gwałtowny zwrot na prawo w nastrojach Polaków. Wprawdzie w polskim społeczeństwie prawica ma lepsze warunki do zdobywania poparcia – orientacja prawicowa jest wciąż nieco bardziej popularna niż lewicowa. Także w kwestii polityki migracyjnej, Polacy zajmują najczęściej ostrożną postawę. Jednakże, postawa promowana przez nacjonalistów nie większości.

Częścią obecnego sukcesu prawicy jest to, że uwierzyliśmy w głęboką, niemalże genetyczną prawicowość polskiego społeczeństwa. Kierując się tym mitem zawsze będziemy walczyć o poparcie nie tych wyborców, co trzeba. Propaganda polityczna jest nastawiona na wrażenie jedności. „Nas popiera lud” – będą zawsze mówić populiści. Lewica musi jednak pamiętać, że lud jest zawsze podzielony. W polskim społeczeństwie, także wśród klas pracujących, istnieje duża grupa ludzi o progresywnych postawach, która może stanowić zaplecze dla lewicowej polityki. Problem polega na tym, że w ostatnich latach to nacjonaliści skuteczniej wykorzystywali społeczne emocje.


Łukasz Ostrowski

Redaktor naczelny „Gromad”. Politolog. Ukończył studia na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW i Wydziale Filozofii UW. Jest doktorantem w Szkole Doktorskiej Nauk Społecznych UW.

×
Choć wydaje się, że to niewiele, autorzy zauważają, że było to poparcie niezbędne PiSowi, aby samodzielnie rządzić: J. Gromadzki, K. Sałach, M. Brzeziński, When populists deliver on their promises: the electoral effects of a large cash transfer programme in Poland, IBS Working Paper, 2022.
×
Często twierdzi się, że przyjęcie przez nacjonalistów „socjalnych” wątków miało kluczowe znaczenie dla popularyzacji skrajnej prawicy. Z badań Danielego wynika jednak, że dynamika programowa odpowiada za jedynie 1 proc. sukcesu z ostatnich dekad. Niewyjaśniona reszta zaś to między innymi powstawanie nowych, bardziej kompetentnych partii narodowych: Danieli, O., Gidron N., Kikuchi, S,, Levy R., Decomposing the Rise of the Populist Radical Right. SSRN Electronic Journal, 2022.
×
To niezgrabny przekład pojęcia „issue salience”, stosowanego w naukach społecznych na nazwanie poziomu w jakim opinia publiczna uważa dane kwestie za politycznie ważne.
×
Sam ten wzrost, jak zauważa Bartels, też jest przeszacowywany w dyskursie publicznym, gdyż zwraca się uwagę tylko na wzloty nacjonalistów, ale nie na spadki ich poparcia.
×
Wnioski te pochodzą z artykułu: Pickel, G., Öztürk, C. (2018). Islamophobia without Muslims? The „contact hypothesis” as an explanation for anti-Muslim attitudes. „Journal of Nationalism, Memory & Language Politics”, 12, 162–191.
×
Duńska socjaldemokracja jest chwalona za swoją rzekomą przezorność w środowiskach socjalnarodowych, gdyż przejęła postulaty radykalnej prawicy z Partii Ludowej, wprowadzając w 2018 r. prawo, które umożliwia redukcję ilości mieszkań komunalnych w dzielnicach, w których występuje duża przestępczość, jeśli spełnione są warunki takie jak minimum 50-procentowy udział „niezachodnich” imigrantów w populacji. Legalność tej ustawy została zakwestionowana przez rzecznika generalnego TSUE z powodu podejrzeń o dyskryminację na gruncie etnicznym.
×
Z analiz exit poll IPSOS możemy dowiedzieć się, że ponad 60 proc. robotników głosuje na PiS. Jednakże ten sondaż nie bierze pod uwagę robotników nie uczestniczących w głosowaniu. W tej klasie absencja wyborcza jest zaś ok. 2 razy częstsza niż w klasach profesjonalistów i menadżerów.
×
Trudno powiedzieć, czy stoi za tym jakaś stała prawidłowość, gdyż jeszcze w 2019 r. klasa średnia niższa deklarowała zdecydowane poparcie dla restrykcyjnej polityki migracyjnej tylko w 31 proc. (a więc rzadziej niż klasa robotnicza, która wtedy była antyimigracyjna w 36 proc.). Na podstawie tych dwóch edycji European Election Study, trzeba raczej stwierdzić, że nie da się wykazać związku między tożsamością klasową a postawą wobec polityki migracyjnej.
×
37 proc. klasy robotniczej sytuuje się po stronie poparcia dla „redystrybucji bogactwa od bogatych do biednych”. Na tle średniej europejskiej, bliskiej 60 proc. jest to poparcie słabe. Jednak w Polsce jest to nadal wysoki odsetek, bo tylko 23 proc. klasy średniej wyższej popiera redystrybucję. 

Dziękujemy Ci za zainteresowanie naszą pracą. Żeby rozwijać lewicowe medium w Polsce, potrzebujemy wsparcia naszych czytelników. Liczy się każda suma, dlatego prosimy Cię o zostanie darczyńcą Gromad.


CZYTAJ WIĘCEJ