WSPIERAJ
Menu

Mapucze znikną dopiero wtedy, gdy zniknie ziemia [rozmowa]

Zuzanna Jędrzejowska
 Rozmawia z: 
Orlando Javierem Carriqueo
Ilustracja:
Anna Ryczkowska

Jednym z najistotniejszych motywów walki dekolonialnej jest walka ludów rdzennych o prawo do samostanowienia. To inna logika rewolucyjna: odległa od tego, co znamy ze społeczeństw typowo kapitalistycznych, gdzie “własne” państwo nie zawsze znaczy emancypację. 

O tym, na czym polega myślenie rewolucyjne takich ruchów, Gromadom opowiada Orlando Javier Carriqueo (ur. w Valcheta, Argentyna, 1971) – aktywista jednej z grup Mapuczy w Río Negro. Pochodzi on z Argentyny, choć większość przedstawicieli tego ludu oraz terytoriów spornych mieści się w granicach Chile. Wallmapu – rozległe historyczne terytorium mapuczańskie – rozciągało się m.in. na regionach Araukanii i Patagonii, w okolicach rzek Bio Bio i Negro. Nigdy nie zostali podbici przez imperium hiszpańskie, ale ludność była sukcesywnie wypychana przez okupantów. Największe straty w historii współczesnej ponieśli z ręki dyktatury Augusto Pinocheta. Obecnie są trzecią najliczniejszą grupą rdzenną w Ameryce Południowej.

Orlando Javier Carriqueo, jak i niektórzy jego przyjaciele oraz dziesiątki innych organizatorów i liderów rdzennych w ostatnich latach, zostali oskarżeni o terroryzm. Wydaje się, że w społeczności argentyńskich Mapuczy – podobnie jak w Chile – istnieje różnica zdań co do odpowiedniej strategii uzyskania praw i uznania. Niektórzy liderzy starają się działać w ramach systemu, przyjmują wartości socjaldemokratyczne i podążają drogą instytucjonalną: próbują zakładać partie polityczne, negocjować z państwem, proponować ustawodawstwo, promować kulturę mapuczańską itd. Inni koncentrują się na akcji bezpośredniej, takiej jak blokowanie torów kolejowych lub dróg, zajmowanie ziemi, organizowanie masowych protestów. Pojawiła się także niewielka partyzantka zbrojna w odpowiedzi na rosnącą militaryzację terytoriów Mapuczy (obecnie znacznie bardziej nasiloną w Chile), zabójstwo Rafaela Nahuela przez policję i inne brutalne interwencje państwa. Rządy Javiera Milei również zaostrzyły szereg konfliktów społecznych przez ich skrajnie neoliberalny kurs i kompradorski styl zarządzania zasobami naturalnymi.

Zuzanna Jędrzejowska: Mapucze stanowią obecnie około 12% ludności Chile, gdzie ich postulaty są też zauważalne w krajowym dyskursie politycznym. W Argentynie ma mieszkać około 200 tysięcy członków tej grupy. Czy jest to mniejszość zauważalna w debacie publicznej?

Orlando Javier Carriqueo: Przede wszystkim – dostępne dane statystyczne nie oddają rzeczywistej struktury populacji Argentyny, tak naprawdę w większości rdzennie indiańskiej. Społeczność ta 145 lat temu doświadczyła ludobójstwa znanego jako Podbój Pustkowia (hiszp. Conquista del Desierto), któremu towarzyszyły obozy koncentracyjne, uprowadzanie dziewczynek i chłopców do służby i niewolnictwa, gwałty na kobietach, tortury oraz przymusowe zmiany tożsamości. Fakty te, przemilczane przez oficjalną, rządową historię, do dziś skutkują społecznym i instytucjonalnym rasizmem, który wciąż powstrzymuje wielu rdzennych mieszkańców przed otwartym uznaniem własnego pochodzenia w obawie przed dyskryminacją.

W tym kontekście w Argentynie szczególnie widoczna jest walka narodu Mapuczy o odzyskanie ziem i sprzeciw wobec eksploatacji surowców – górniczej, naftowej, gazowej czy leśnej. Towarzyszy temu coraz silniejsza dyskusja tożsamościowa wśród młodego pokolenia, które zaczyna świadomie identyfikować się jako rdzenni mieszkańcy, podejmując walkę o swoją kulturę, język, a przede wszystkim – o ziemię.

Z jakim rodzajem dyskryminacji prawnej lub politycznej się mierzą? Oczywiście, przynajmniej na papierze – są równi wobec prawa…

Sądzę, że największym wyzwaniem jest doprowadzenie do uznania praw do ziemi, którego państwo odmawia. Równocześnie władze uniemożliwiają rdzennym wspólnotom prawa do decydowania o terytorium – tak jak przewidują to międzynarodowe ramy prawne dotyczące praw ludów rdzennych. 

Negacja ludobójstwa, na którym ukształtowało się państwo argentyńskie, jest kolejnym historycznym przejawem nierespektowania prawa. Obecnie za kluczowe uważam, że światowy postęp eksploatacji surowców i przede wszystkim zadłużenie gospodarcze Argentyny wzmacniające presję ekonomiczną w kierunku wydobycia, tworzą one podstawę dla naruszania praw człowieka wobec ludności rdzennej.

Jakbyś opisał główny cel polityczny waszego ruchu? Jaka jest jego historia?
Ludy rdzenne zamieszkują w argentyńskiej Patagonii od około 13,5 tysięcy lat po wschodniej stronie Kordyliery Andów; po stronie zachodniej, na terenie dzisiejszego Chile, dane archeologiczne, na podstawie najstarszych znanych dowodów historycznych, wskazują na obecność sprzed około 14,5 tysięcy lat.

W późniejszych wiekach naród Mapuczy zawierał traktaty pokojowe z imperium hiszpańskim, wyznaczając w nich granice terytorialne. Podobne porozumienia podpisywano również po uzyskaniu niepodległości przez Chile i Argentynę, aby zagwarantować pokój i poszanowanie tych granic. W praktyce oba państwa uznawały wówczas całą dzisiejszą Patagonię za terytorium rdzenne.

Również w konstytucji Argentyny znalazł się zapis zobowiązujący państwo do utrzymywania pokojowych stosunków z ludnością indiańską, respektowania i ochrony ich granic oraz prowadzenia polityki mającej na celu chrystianizację rdzennych mieszkańców. Przepis ten obowiązywał aż do 1994. roku, kiedy to został zastąpiony konstytucyjnym uznaniem przedpaństwowego istnienia ludów rdzennych. 

Przepis ten istniał i wcześniej – wtedy, kiedy państwo złamało własną konstytucję, aby w 1879 roku przeprowadzić kampanię wojskową, zająć wszystkie ziemie rdzenne, włączyć je pod swoją władzę polityczną i sprowadzić nas do roli niewolników – to właśnie nazywamy ludobójstwem.

A zatem istnieją dowody archeologiczne, historyczne i polityczne, które potwierdzają nasze prawo do zajmowanych terytoriów.

Czy budowanie ruchu politycznego oparte na tak zamierzchłej przeszłości nie jest zbyt trudne lub wykluczające?

Myślę, że zasadniczo można zbudować ruch polityczny w oparciu o historię, pod warunkiem jednak, że nadal jest bardzo żywa. W tym przypadku proces kolonizacji trwa już 145 lat i stał się częścią tożsamości społeczeństwa, jest realnie odczuwany. Światowy kryzys klimatyczny spowodował kryzys dotychczasowego modelu reprezentacji politycznej. W Ameryce Łacińskiej, czyli Abya Yala, tradycyjne partie polityczne mają bardzo zachodni punkt widzenia, dlatego pojawiają się ruchy polityczne, które kładą nacisk na tożsamość rdzenną, co otwiera inną perspektywę.

Sądzę, że rdzenne ruchy polityczne zdały sobie sprawę, że nieodzowne jest tworzenie narzędzi politycznej reprezentacji dla całego społeczeństwa. To z kolei stanowi wyzwanie, ponieważ wiąże się z procesem szerszego uznania naszej tożsamości.

Technicznie rzecz biorąc, istnieją pewne bardzo marginalne uznania praw narodów do terytorium. W praktyce jednak nie było żadnego kontraktu ani oficjalnego aktu przekazania własności, a prywatne korporacje, takie jak Grupa Benetton, przejęły wielkie obszary zielone w celu monetyzacji zasobów naturalnych. Jakie gałęzie przemysłu najbardziej korzystają na tym zjawisku?

Na początku włączenie terytoriów rdzennych do państwa argentyńskiego miało na celu poszerzenie granic pod potrzeby rolnictwa i hodowli. Ziemie te zostały zawłaszczone głównie przez potężne rodziny oligarchiczne, które jednocześnie finansowały kampanię wojskową, a także przez zagranicznych przedsiębiorców – między innymi Anglików, którzy otrzymali blisko milion hektarów najżyźniejszych terenów. Po wojnie o Falklandy/Malwiny zostali oni zmuszeni do sprzedaży tych gruntów, które następnie trafiły w ręce koncernu Benetton.

Obecnie konflikty o ziemię nadal toczą się wokół działalności zagranicznych firm eksploatujących złoża węgla, ropy naftowej i zasoby leśne, a także nowych inwestorów z Emiratów Arabskich, Kataru oraz konglomeratów belgijskich, holenderskich i niemieckich, które wykupują tereny rdzenne bogate w zasoby wody pitnej. Przykładem takiego sporu było przekazanie ziem pod projekty Zielonego Wodoru australijskiej firmie Fortescue. Dzięki protestom udało się jednak zablokować tę inwestycję i cofnąć decyzję o przekazaniu 625 tysięcy hektarów ziem rezerwatu przyrodniczego znanego jako Meseta de Somuncurá.

Jak w praktyce funkcjonowałaby własność ziemska Mapuczy? 

Zasada samostanowienia jest powszechnie uznawanym prawem ludów rdzennych na całym świecie. Oznacza, że na terytorium wspólnoty to ona sama decyduje o sposobie użytkowania i zajmowania ziemi, przy czym nie obowiązuje tam własność prywatna. Jeśli dany teren przestaje być użytkowany – na przykład w wyniku śmierci osoby, która go uprawiała – decyzję o tym, kto będzie jego nowym użytkownikiem, podejmuje cała wspólnota podczas zgromadzenia.

Uważam, że państwo powinno bezwzględnie respektować instytucję Wolnej, Uprzedniej i Świadomej Konsultacji, przewidzianą w Konwencji 169 MOP. Dokument ten przyznaje wspólnotom rdzennym prawo do samodzielnego decydowania o tym, czy zasoby naturalne znajdujące się na ich terytoriach będą eksploatowane, czy też nie – zawsze zgodnie z ich priorytetami, zasadami kulturowymi i filozoficznymi. Oznacza to również uznanie stanowiska wielu społeczności rdzennych, które sprzeciwiają się działalności górniczej, leśnej, naftowej.

A jak to wyglądało, jeśli chodzi o sam proces decyzyjny w ramach waszego ruchu?

Podejmowanie decyzji w społecznościach rdzennych ma charakter zbiorowy i konsensualny, co wymaga znacznie więcej czasu. Ostatecznie sądzę, że jest to proces demokracji bezpośredniej jeśli chcielibyśmy go w ten sposób określać. Myślę, że zasadnicza różnica polega na tym, na jakich relacjach i analizach opiera się proces podejmowania decyzji – tu bierze się pod uwagę kolektyw uwzględniający nie tylko ludzi, ale również otoczenie, czyli terytorium. Istotny jest wobec tego w tym przypadku także wymiar duchowy.

Jak krzyżują się idee tożsamości narodowej, rdzennej i plemiennej z ideą świadomości klasowej? Nie są one ze sobą sprzeczne?

Uważam, że proces tożsamościowy ludności, w większości rdzennie indiańskiej, podważa koncepcję jednolitej narodowości. Jednocześnie uznaje on historię przemocy państwowej wobec naszych rodzin oraz grabieży kulturowej, społecznej i ekonomicznej, ponieważ kwestionuje narzuconą politykę kolonialną i kapitalistyczną, która zburzyła wcześniejszy, odmienny sposób życia.

Współczesna rzeczywistość, kształtowana przez system kapitalistyczny, usytuowała i wciąż sytu­uje ludność rdzenną w najbardziej marginalizowanych i narażonych na rasizm warstwach społecznych, na własnym terytorium. W dobie globalnego kryzysu – gospodarczego, społecznego, pracowniczego, politycznego, a przede wszystkim klimatycznego – coraz częściej pojawia się idea budowania państw wielonarodowych, opartych na szacunku i wzajemnym uznaniu.

Ludy rdzenne mogą wnieść do tego procesu koncepcję „Dobrego Życia” (hiszp. Buen Vivir), która zakłada troskę o terytorium, sprawiedliwą dystrybucję ziemi oraz ochronę rzek, gór, jezior i innych elementów przyrody. W obliczu obecnych kryzysów właśnie ta perspektywa – stawiająca w centrum harmonię z naturą i wspólnotową odpowiedzialność – staje się szczególnie cenna.

W następstwie przymusowych wysiedleń, prześladowań i licznych kryzysów gospodarczych wielu Mapuczy przeniosło się do miast, aby zasilić rynek pracy i dołączyć do proletariatu. Jak w codziennym życiu funkcjonuje współpraca między obszarami wiejskimi i miejskimi?

Rdzenne rodziny zmuszone do migracji do miast utrzymują stałą więź z terytorium oraz z bliskimi, którzy wciąż mieszkają i pracują na wsi. Ta łączność pozostaje żywa, a część młodego pokolenia – choć nie wszyscy – zaczyna dostrzegać potrzebę powrotu na ziemie przodków, by móc prowadzić inny, bardziej zgodny z tradycją sposób życia.

Jednak taki powrót jest dziś niemal niemożliwy bez odpowiednich polityk publicznych wspierających proces powrotu na ziemię. Właśnie tego rządy nie chcą wprowadzać, ponieważ interes państwa i kapitału wciąż realizują poprzez eksploatację tych terenów.

Czy uważasz, że konflikt zaostrzył się w ostatnich latach i że w przyszłości może stać się krwawy?

Na początku warto podkreślić, że naród Mapuczy jest bardzo zróżnicowany, jednak wszystkie jego walki są uzasadnione i wynikają z konieczności podejmowania działań wywrotowych, by wywołać debatę polityczną mogącą w przyszłości podążyć drogą instytucjonalną. Aby było to możliwe, potrzebna jest szeroka społeczna dyskusja nad historią.

Z drugiej strony niemal wszystkie ludy na świecie, które sprzeciwiają się okupacji terytorialnej przez państwo, bywają stygmatyzowane i określane mianem terrorystów.

Z mojego doświadczenia i analizy sytuacji globalnej – zwłaszcza w obliczu ogromnej asymetrii sił między społecznościami rdzennymi a państwem – wynika, że konieczne jest budowanie narzędzi politycznych z perspektywy wspólnotowej, aby zaproponować nowy model społeczeństwa: mniej konsumpcyjny, bardziej odpowiedzialny wobec terytorium.

Taka zmiana stanie się możliwa jedynie wtedy, gdy uda się przejąć stery państwa, ponieważ nie ulegnie ono samorozpadowi ani nie zmieni się z dobrej woli czy za sprawą magii. To proces, który będzie musiał przejść całe społeczeństwo – już dziś de facto międzykulturowe – w warunkach nasilającego się kryzysu reprezentacji politycznej oraz kryzysu klimatycznego, które w nadchodzących latach będą głęboko wpływać na sytuację społeczną i otworzą przestrzeń dla nowych dróg rozwoju.

Wyzwanie polega na budowaniu bardziej egalitarnych społeczeństw, opartych na własnych historiach i tożsamości, zwłaszcza w krajach o tak oczywistych rdzennych korzeniach jak Abya Yala Mapu – czyli Ameryka Łacińska.

A jeśli chodzi o przyszłość – jak ją widzisz? Zwłaszcza, że w Argentynie rządzi teraz radykalny neoliberał – Javier Milei.

Kryzysy polityczne, społeczne, gospodarcze i humanitarne, wywoływane przez rządy prawicowe, stają się zawsze okazją do społecznej dyskusji, a tym samym szansą na wzrost świadomości obywatelskiej.

Jako naród Mapuczy, który od wieków walczy o swoje terytorium, kulturę i pamięć o przodkach, którzy oddali życie, byśmy mogli trwać, czujemy również odpowiedzialność za przyszłe pokolenia – nie tylko naszego narodu, lecz całego społeczeństwa.

Jesteśmy przekonani, że Mapuczy zawsze będą nierozerwalnie związani z ziemią, co wyraża sama nasza nazwa: Mapu – ziemia, Che – ludzie, a więc Mapucze to ludzie ziemi. Znikniemy dopiero wtedy, gdy zniknie ziemia. Do tego czasu będziemy nadal walczyć o zachowanie naszej tożsamości i prawa do bycia sobą.

tłum. z hiszpańskiego i red. Krzysztof Katkowski


Dziękujemy Ci za zainteresowanie naszą pracą. Żeby rozwijać lewicowe medium w Polsce, potrzebujemy wsparcia naszych czytelników. Liczy się każda suma, dlatego prosimy Cię o zostanie darczyńcą Gromad.


CZYTAJ WIĘCEJ