WSPIERAJ
Menu

Gasnąca pamięć o rewolucji: Kuba w XXI wieku

Tekst:
Adrianna Nowak

Embargo, które miało złamać rewolucję kubańską, z biegiem lat stało się częścią codzienności mieszkańców wyspy. Długotrwała stagnacja gospodarcza i ograniczenia w dostępie do podstawowych dóbr sprawiły, że nadzieja na zmianę ustąpiła miejsca bezsilności. W takiej atmosferze –  jak powiedział mi były nauczyciel mieszkający w Hawanie, zapytany o przyszłość kraju i możliwość wyjścia z kryzysu – jedyną dostrzeganą możliwością przełomu pozostaje kolejna rewolucja.  Trudno jednak wyobrazić sobie, by obecne nastroje społeczne mogły przełożyć się na realną zmianę systemową – szczególnie przy utrzymującej się kontroli państwowej oraz braku przestrzeni do swobodnej mobilizacji społecznej. Jego słowa wyrażają doświadczenie pokolenia wychowanego w warunkach tzw. „okresu specjalnego w czasach pokoju”, gdy Kuba zmagała się z kryzysem po rozpadzie ZSRR. Osoby te znają rewolucję głównie z opowieści rodziców i dziadków, a ich świadomość polityczną ukształtował przede wszystkim wieloletni konflikt z USA.

W 2014 roku administracja Baracka Obamy rozpoczęła proces normalizacji stosunków z rządem Raula Castro, m.in. wykreślając Kubę z listy krajów sponsorujących terroryzm, na której znajdowała się od 1982 roku. Okres odprężenia nie trwał jednak długo. Podczas swojej pierwszej kadencji (2017-2021) Donald Trump cofnął większość ustaleń poprzedniego rządu i wprowadził dodatkowe restrykcje. W rezultacie ponownie zaostrzono politykę wobec Kuby, ograniczając kontakty gospodarcze i turystyczne. Tuż przed zaprzysiężeniem Trumpa na drugą kadencję, administracja Joe Bidena podjęła działania zmierzające do złagodzenia polityki wobec Hawany, znosząc część sankcji. Jednak już pierwszego dnia po powrocie do urzędu republikanin przywrócił poprzedni stan rzeczy, skutecznie uniemożliwiając amerykańskim firmom prowadzenie interesów z wyspą.

Kompleksowy zestaw sankcji, sformalizowany w lutym 1962 roku przez prezydenta Johna F. Kennedy’ego jako narzędzie politycznego nacisku, stał się więc trwałym elementem relacji kubańsko-amerykańskich. Mimo niezmienności jego podstawowych założeń, współcześnie Demokraci skłaniają się ku ostrożnemu dialogowi i stopniowemu łagodzeniu sankcji, natomiast Republikanie konsekwentnie utrzymują strategię presji. W środowiskach konserwatywnych embargo pozostaje kontynuacją zimnowojennego sposobu myślenia o Kubie jako o bastionie wrogiej ideologii. Dla obecnego prezydenta Miguela Díaza-Canela wrogość USA stanowi jednak nie tylko źródło trudności ekonomicznych, ale również wygodne alibi, które pozwala tłumaczyć strukturalne kryzysy i – choć z coraz mniejszym powodzeniem – utrzymywać społeczeństwo w stanie mobilizacji w imię oblężonej rewolucji.

Między kryzysem a buntem

Upadek bloku sowieckiego pozbawił Kubę głównego partnera handlowego i źródła wsparcia, co w latach 90. doprowadziło do głębokiego kryzysu. By załagodzić jego skutki, państwo otworzyło się na turystykę, która miała zapewnić dopływ twardej waluty i stać się wiodącym źródłem dochodów w kraju. W 1995 roku turystyka wyprzedziła przemysł cukrowniczy, stając się głównym filarem kubańskiej gospodarki.

Hawana, fot. Adrianna Nowak

W następnych latach cukrownictwo upadło, a turystyka, która w latach 90. miała być ratunkiem dla gospodarki, stopniowo straciła na znaczeniu. Przyczyniło się do tego kilka czynników – najpierw pandemia Covid-19, następnie restrykcje wprowadzone przez administrację Trumpa, a w ostatnich latach również gwałtowny spadek atrakcyjności turystycznej Kuby z powodu zapaści społecznej i gospodarczej tego kraju. Obecnie to nie przemysł ani turystyka, lecz przekazy pieniężne od emigrantów, obciążone 10-procentową prowizją pobieraną przez państwo, stanowią jedno z kluczowych źródeł dochodów. Kraj zmaga się dziś z chronicznymi niedoborami energii, które skutkują regularnymi przerwami w dostawach prądu i wody. W lipcu 2021 roku w wielu miastach ludzie wyszli na ulice, protestując przeciwko rządowi, który ich zdaniem nie jest w stanie zapewnić obywatelom podstawowych potrzeb – od leków po dostęp do elektryczności. Zwrot „Patria y Vida” (Ojczyzna i Życie) stał się wówczas symboliczną odpowiedzią na rewolucyjne hasło Fidela Castro „Patria o Muerte” (Ojczyzna albo Śmierć).

Informacje o protestach szybko rozprzestrzeniły się w mediach społecznościowych, które wkrótce zaczęły być ściśle kontrolowane przez władze. Ograniczono dostęp do internetu i zablokowano popularne aplikacje komunikacyjne. Dzień po wydarzeniach na łamach „Granmy”, oficjalnego organu Komunistycznej Partii Kuby, ukazał się artykuł, w którym Díaz-Canel określił protesty jako „prowokację na wysokim szczeblu, promowaną przez kontrrewolucję”. W oficjalnym przekazie lipcowe wydarzenia przedstawiono jako przejaw celowej destabilizacji, o którą oskarżono Stany Zjednoczone. W narracji tej władze przeniosły odpowiedzialność za pogłębiający się kryzys na czynniki zewnętrzne, przede wszystkim na embargo amerykańskie. W rezultacie wszystkie próby społecznej krytyki przedstawiono jako zagrożenie dla suwerenności państwa.

Studenci, z którymi rozmawiałam w Hawanie, są przekonani, że obecne trudności z dostępem do aplikacji to bezpośrednia konsekwencja wzmocnienia rządowej kontroli po lipcowych protestach. Ich zdaniem utrudnianie komunikacji internetowej jest reakcją państwa na sytuację kryzysową, która potencjalnie mogłaby doprowadzić do kolejnych masowych wystąpień.

Trwanie mitu

Reformy gospodarcze wprowadzone w 2021 roku miały stanowić odważny krok w kierunku modernizacji modelu socjalistycznego. W oficjalnym dyskursie przedstawiano je jako narzędzie „aktualizacji” systemu, mające na celu pobudzenie wzrostu gospodarczego w oparciu o krajowe zasoby. W rzeczywistości jednak reformy te były raczej odpowiedzią na pogłębiający się kryzys niż rezultatem świadomej strategii rozwoju. Na początku lat 90., podczas „okresu specjalnego w czasie pokoju”, kraj zmagał się z dramatycznym załamaniem gospodarki po utracie głównego sojusznika, partnera handlowego oraz źródła surowców i pomocy gospodarczej. Rząd Castro dopuścił wówczas ograniczoną działalność prywatną w sektorze usługowym – obejmującą małe restauracje (paladares), wynajem pokoi (casas particulares) i gospodarstwa rolne – traktowaną jako tymczasowe rozwiązanie, a nie trwały element modelu gospodarczego. W drugiej połowie lat 90. Państwo na powrót zaostrzyło ramy regulacyjne wobec powyższych inicjatyw, utrzymując sektor prywatny w stanie półlegalnej tolerancji. Dopiero po ponad trzech dekadach rząd formalnie rozszerzył ramy prawne, dopuszczając możliwość rejestrowania mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, które miały stać się impulsem dla ożywienia rynku wewnętrznego i stworzyć nowe miejsca pracy. W praktyce jednak wprowadzone zmiany doprowadziły do powstania nowych sprzeczności. Choć oficjalnie celem była liberalizacja, sektor prywatny silnie uzależniono od państwowych licencji i kontroli administracyjnej. Dodatkowo, osoby pozbawione dostępu do walut obcych, pozostały uzależnione od niedofinansowanych sklepów państwowych, w których stale brakuje podstawowych produktów, gdyż w prywatnych punktach ceny znacznie przekraczają siłę nabywczą przeciętnego Kubańczyka. W efekcie reformy wzmocniły strukturalne podziały społeczne, tworząc system, w którym realny dostęp do dóbr konsumpcyjnych stał się przywilejem dla nielicznych.

W obliczu pogłębiających się nierówności społecznych i ograniczonych perspektyw zawodowych jedyną realną drogą poprawy jakości życia jest emigracja, a jej docelowym miejscem od dziesięcioleci są Stany Zjednoczone. Po zwycięstwie rewolucji w 1959 roku zwolennicy obalonego reżimu Fulgencio Batisty masowo opuścili kraj, a w kolejnych dekadach Miami stało się centrum kubańskiej diaspory. Od jednego z przewodników w Hawanie usłyszałam, że to właśnie Miami bywa określane mianem największego miasta Kuby. Większość osób, z którymi rozmawiałam, ma tam przynajmniej jednego członka rodziny. Jednak obecna polityka migracyjna Trumpa rozwiewa złudzenia, że Stany Zjednoczone mogą zapewnić stabilną przyszłość imigrantom. Dodatkowo, obecna administracja USA odwracając proces normalizacji stosunków z Kubą, wprowadziła zakaz bezpośrednich i pośrednich transakcji finansowych z podmiotami gospodarczymi kontrolowanymi przez kubańską armię i z nią powiązanymi[1]. Stany Zjednoczone przywróciły ustawowy zakaz wyjazdów obywateli amerykańskich na wyspę w celach turystycznych oraz sprzeciwiają się w organizacjach międzynarodowych postulatowi zniesienia embarga wobec Kuby. Ponadto, całkowicie bezpodstawne przywrócenie kraju na listę państw sponsorujących terroryzm wiązało się m.in. ze zobowiązaniem władz USA do sprzeciwu wobec udzielania pożyczek przez instytucje międzynarodowe, zakazem udzielania pomocy z programów amerykańskich oraz zakazem transakcji finansowych z rządem Kuby przez osoby i podmioty związane z USA. Decyzje te uderzyły również w rodziny, dla których wsparcie z emigracji stanowiło podstawowe źródło utrzymania. Dlatego historyczne nastroje antyamerykańskie, które od dłuższego czasu były podsycane głównie przez rządową propagandę, zaczęły ponownie narastać na tle ogromnych trudności ekonomicznych.

Władze kubańskie konsekwentnie przedstawiają sankcje jako główną przyczynę regresu społeczno-gospodarczego, traktując je zarazem jako wyjaśnienie problemów własnej polityki. Stosują przy tym starą retorykę „obrony rewolucji”, która staje się coraz odleglejsza od rzeczywistości społecznej. Wielu młodych Kubańczyków spędziło całe swoje świadome życie w kraju, który w niczym nie przypomina Kuby znanej ich rodzicom sprzed upadku bloku sowieckiego. Pamięć o rewolucji wciąż podtrzymują starsze pokolenia, podręczniki szkolne oraz instytucje kultury, za pomocą narracji sukcesu, wiążącego się z obaleniem dyktatury Batisty, uniezależnieniem się od Stanów Zjednoczonych, reformą rolną, obaleniem kapitalizmu, przeprowadzeniem kampanii alfabetyzacji oraz wprowadzeniem powszechnego i bezpłatnego dostępu do służby zdrowia i edukacji. W rezultacie w kraju współistnieją dwie równoległe rzeczywistości: oficjalna, symboliczna, w której trwa mit rewolucji, oraz ta druga – bardziej namacalna – zdominowana przez niestabilność walutową, pogłębiające się nierówności społeczne i gospodarkę niedoborów.

W XXI wieku dziedzictwo rewolucji jest coraz trudniejsze do zachowania. Rząd kubański pozostaje dumny z dwóch filarów sukcesu rewolucji – edukacji i służby zdrowia – lecz to właśnie te sektory obecnie najdotkliwiej odczuwają skutki kryzysu: stałe braki w zaopatrzeniu, niedofinansowanie i odpływ specjalistów. Coraz więcej młodych ludzi rezygnuje ze studiów, wybierając pracę w sferze prywatnych inicjatyw związanych z drobnym handlem czy usługami, gdzie zarobki w dolarach lub euro, wciąż uzyskiwane dzięki kontaktom z turystami i zagranicznymi podmiotami, znacząco przewyższają państwowe pensje oraz umożliwiają gromadzenie środków na emigrację.

W latach 60. XX wieku rewolucja kubańska stanowiła nową nadzieję dla politycznej lewicy – zarówno tej antykolonialnej, jak i zachodniej – prezentując się jako radykalna alternatywa wobec zimnowojennego układu sił. Ożywiła ideę solidarności „Trzeciego Świata” oraz przesunęła oś globalnego konfliktu Wschód-Zachód na problematykę podziału Północ-Południe. Inspirowała i wspierała ruchy wyzwoleńcze w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej, często im przewodząc, zamiast ślepo podążać za polityką ZSRR. Ponad sześćdziesiąt lat później ten sam kraj żyje pod ciężarem własnej przeszłości. Historia rewolucji wciąż jest obecna, ale coraz rzadziej stanowi źródło nadziei. Trwałość obecnego systemu politycznego skrywa jego głęboką słabość. Przetrwał on najgłębszy kryzys nie dzięki sukcesowi, lecz pomimo porażki. Amerykańska blokada gospodarcza i upadek bloku sowieckiego wymusiły stworzenie modelu zdolnego do funkcjonowania bez zewnętrznego wsparcia, za to w permanentnym napięciu wobec „potężnego wroga”. Polityka sankcji Stanów Zjednoczonych, usprawiedliwiana hasłem walki z „państwem sponsorującym terroryzm”, pozostaje zaś kontynuacją zimnowojennej strategii izolacji, której celem jest dominacja nad Kubą. W obecnych realiach trudno wskazać rozwiązania, które nie wymagałyby zmiany sposobu myślenia i działania władz po obu stronach – zarówno w Hawanie, jak i w Waszyngtonie. Po stronie kubańskiej oznaczałoby to odejście od utrwalonej narracji „oblężonej rewolucji” i podjęcie reform strukturalnych, które mogłyby przywrócić zaufanie społeczne oraz otworzyć gospodarkę na zewnętrzną współpracę. Stany Zjednoczone natomiast musiałyby odejść od strategii presji i sankcji, która od dziesięcioleci utrudnia rzeczywisty dialog z Hawaną. 


Adrianna Nowak

Absolwentka filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie studentka historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zajmuje się historią rewolucji XX wieku, zwłaszcza rewolucją kubańską, oraz feminizmem dekolonialnym i teorią postkolonialną.


[1] Podmiotami powiązanymi są te jednostki z listy „Cuban Restricted List”, które zdaniem strony amerykańskiej podlegają kontroli lub działają na rzecz kubańskich sił zbrojnych, wywiadu i służb bezpieczeństwa.


Dziękujemy Ci za zainteresowanie naszą pracą. Żeby rozwijać lewicowe medium w Polsce, potrzebujemy wsparcia naszych czytelników. Liczy się każda suma, dlatego prosimy Cię o zostanie darczyńcą Gromad.


CZYTAJ WIĘCEJ