WSPIERAJ
Menu

,,Czuliśmy się, jakbyśmy wrócili do czasów niewolnictwa”. Portrety migracji w Polsce

Tekst:
świadectwo Sneydera
Ilustracja:
Borys Oleński

Świadectwo Sneydera i innych osób migrujących za pracą z Ameryki Łacińskiej zostały spisane i wydane w publikacji ,,Głosy z Latynoameryki. Portrety migracji w Polsce”. Wywiady przeprowadzono w 2024 r. i zebrano dzięki zaangażowaniu osób działających w Stowarzyszeniu Nomada oraz w Komisji Pracowników i Pracowniczek Ameryki Łacińskiej w Polsce przy Inicjatywie Pracowniczej. Cała publikacja dostępna jest na stronie Stowarzyszenia Nomada.

,,Jestem człowiekiem. Nie jestem zwierzęciem, żeby mnie poganiano”: Sneyder

Dlaczego wybrałem Polskę? Nie wiem. Chyba dałem się namówić. W Kolumbii szło mi bardzo dobrze: zarabiałem jakieś 4,5 miliona pesos (około 4 tysiące złotych) pracując jako ratownik, recykler lub prowadząc sklep z kostiumami kąpielowymi. Obiecano mi pensję w Polsce w wysokości od 7 do 9 milionów pesos (około 6 do 8 tysięcy złotych), co przekonało mnie do przyjazdu. Pewna kobieta z mojego rodzinnego miasta co chwilę publikowała informacje o Polsce w swoich statusach na Whatsappie: “Przyjedź, pracuj z nami”. Napisałem do niej, a ona odpisała, “Tak, Sneyder, zarobisz tyle i tyle, i wszystko będzie super”. Pomyślałem, że to dziwne, że nie wymagają żadnego dokumentu, tylko paszport, żeby wyjechać. Za pośrednictwo trzeba było zapłacić z góry. Na początku zapłaciłem im około 6 milionów pesos (około 5 tysięcy złotych). Kwota obejmowała bilet do Hiszpanii i miejsce pracy w firmie w Polsce. Przyjechałem do Hiszpanii z ogromną niepewnością, ponieważ cały proces, aby dotrzeć do Polski wydawał mi się dziwny. Z lotniska skonsultowałem sprawę dokumentów ze znajomym na emigracji w Hiszpanii. Okazało się, że dokumenty, które otrzymałem były fałszywe i nie miały żadnej wartości prawnej. Byłem już w Europie i nie było odwrotu, więc zostałem miesiąc w Hiszpanii szukając szczęścia. Tam poznałem “kolegę”, który przedstawił mnie pewnemu człowiekowi, który płacił 2,80 euro za godzinę. Pracowałem tam siedem lub osiem godzin, a z tych siedmiu lub ośmiu godzin, płacił mi tylko za cztery. Pracowałem jako kurier, dostarczając zamówienia na rowerze. Powiedziałem sobie: „Nie, Hiszpania to nie to”. Nawet na czynsz mi nie starczało.

W końcu dotarłem do Polski. Rozpocząłem swoją pierwszą pracę w fabryce wędlin na Pomorzu. Na początku wszystko wydawało się w porządku. Potem jednak pracowałem nawet po 13 godzin dziennie, praktycznie bez żadnej przerwy. Czuliśmy się, jakbyśmy wrócili do czasów niewolnictwa. Mieliśmy tylko dwie lub trzy przerwy po 10 lub 12 minut. Zastanawiałem się: “Jak człowiek zdąży się w takim czasie najeść? Kiedy ma odpocząć?”. Żeby coś zjeść, trzeba było pokonać spory kawałek drogi, bo stołówka znajdowała się daleko od miejsca pracy. Pokonanie tej trasy zajmowało mi 6 minut w jedną stronę i kolejne 6 w drugą, a do tego musiałem się przebrać i z powrotem ubrać w strój roboczy. W rzeczywistości mogłem odpoczywać przez 5, 6, 7 minut, maksymalnie 8 – i ani chwili więcej.

Dobra mina do złej gry. Powiedzieli mi, że stawka wynosi 22 – 23 złote za godzinę, ale później dodali, że wliczony jest w to czynsz, więc realna stawka wyniesie 17 złotych. Na początku wyciągaliśmy około 4 milionów pesos (3.600 tysiące złotych), co w moim przypadku stopniowo wzrastało, ponieważ utrzymywałem kontakt z właścicielami fabryki. Dzięki tym kontaktom udawało mi się zabrać głos, nawet jeśli żaden z moich kolegów nie chciał wyrażać swojego niezadowolenia, bo bali się, że zostaną odesłani do Kolumbii. Mówiłem im: „Obiecano nam coś w Kolumbii. Oni nie mogą nas tak po prostu wyrzucić na ulicę”. Mieszkaliśmy w bardzo ładnym domu w jakieś 30 osób. To było za dużo ludzi, aby dzielić jedną kuchnię tylko z dwoma palnikami i jedną łazienkę. Trzeba było długo czekać na wolny prysznic. Oprócz tego odbierali nas do pracy o 3 w nocy, mimo że zaczynaliśmy o 6 rano. Fabryka nie znajdowała się w innym mieście, ale agencja miała zbyt dużo pracowników i nie była zorganizowana, dlatego niektórzy wstawali wcześniej niż inni.

Kolejną sprawą jest to, że jeśli zachorowałeś, nikt Ci nie wierzył. Ktoś z agencji zabierał cię do lekarza i czekał w gabinecie. Jeśli musiałeś się rozebrać, pracownik agencji zostawał i Cię obserwował. Tak było w moim przypadku: musiałem się rozebrać na badanie, a mężczyzna z agencji tam stał i nie wyszedł z gabinetu. Zastanawiałem się: “Czy tak samo traktują kobiety? Czy każdego traktują w ten sposób?”. Powiedziałem im, że nie uważam za właściwe, żeby pracownik agencji był w gabinecie, kiedy się rozbieram. Wygląda na to, że ktoś musiał tam być, żeby sprawdzić, czy mówię prawdę, czy kłamię.

Ponieważ wyrażałem swoje niezadowolenie w pierwszej agencji, do której trafiłem, osoba odpowiedzialna za organizowanie pobytu wyzywała mnie. Razem z mężem i synem mówili mi, że jestem mazgajem i nie nadaję się do tej pracy. Zawsze się broniłem i odpowiadałem: „Jestem człowiekiem, a nie zwierzęciem, żeby mnie poganiano”. Udało mi się wynegocjować podwyżkę do 18-19 zł za godzinę. Zacząłem domagać się informacji i sprawdzać dokumenty. Odkryłem, że powinni nam dostarczyć potwierdzenie, że dokumenty zostały wysłane do urzędów wojewódzkich. Zacząłem żądać tego dokumentu, ponieważ nie chciałem przebywać w Polsce nielegalnie. Mimo to trzymali mnie w niepewności przez prawie sześć miesięcy. Zacząłem rozmawiać z jednym z kierowników firmy o tym, że agencja do tej pory nie zajęła się naszymi dokumentami. Nie wiedziałem, czy przebywam tu legalnie czy nie. Niektórzy czekali na informację ponad osiem miesięcy. Agencja sprowadziła tłumaczy, aby jakoś się z nami dogadać, ale to tylko pogłębiło konflikt. Jeden z tłumaczy był wobec nas bardzo arogancki i nieuprzejmy. Kazał mi milczeć, a ja odpowiedziałem: „Nie zamknę się, macie nam przekazać informacje, bo to nasze prawo wiedzieć, na czym stoimy. Nie jesteśmy zwierzętami” – powtarzałem mu – „Jeśli jest Pan przyzwyczajony do zachowywania się jak zwierzę, to nie moja sprawa, mnie traktujcie jak człowieka”.

Agencja mnie zwolniła, bo nie podobało im się, że domagałem się pełnej przejrzystości co do tego, kto zorganizował nam przyjazd do Polski. Powiedziałem im, że odejdę tylko jeśli dostanę wypłatę za ten miesiąc, bo zadłużyłem się, żeby tu przyjechać, a do tego utrzymywałem rodzinę. Odpowiedzieli, że nie, że muszę się wyprowadzić, bo inaczej wezwą policję. Księgowa groziła mi, a ja powiedziałem, że wszystko nagrywam.

W końcu musiałem odejść. Wziąłem swoje walizki i oszczędności w skarbonce – zbierałem je z monet, bo tam płacili nam gotówką. Przetrwałem dzięki temu kilka dni, a potem w lutym, w środku zimy trafiłem na ulicę. Rozpocząłem rozmowy z inną agencją, która miała moje pozwolenie na pracę, ale w tamtym momencie nie mieli dla mnie żadnej oferty. Przez ponad miesiąc chodziłem po Polsce. Wiedziałem, że na dworcu są toalety i tam spędzałem noce, ubierając się w kilka par dżinsów, koszul, płaszcz i kurtkę. W ciągu dnia chodziłem do kościołów, aby się ogrzać.

Postanowiłem udać się do PIP (Państwowa Inspekcja Pracy), ale nie przyjęli mojego zgłoszenia i skierowali mnie do Warszawy. Rekomendowali, żebym udał się do Straży Granicznej. Powiedzieli mi, że nie deportują mnie, tylko zatrzymają na jakiś czas. Pojechałem do najbliższego miasta, gdzie była placówka Straży Granicznej. Usiadłem na chodniku i zacząłem się zastanawiać, czy powinienem się do nich zgłosić, czy nie. Pomyślałem: “A co jeśli stracę wszystkie korzyści, które dotychczas zdobyłem?”. Zacząłem szukać informacji o pomocy w internecie. Wtedy znalazłem Stowarzyszenie Nomada. Postanowiłem pojechać do Wrocławia. Podróżowałem na gapę z miejscowości niedaleko Słupska. Zamknąłem się w toalecie i jechałem tak około dwunastu godzin. To była stresująca podróż, bo często pukali do drzwi, a ja nie miałem ani grosza. Dotarłem do Stowarzyszenia, ale mnie nie przyjęli, ponieważ był piątek i było już po godzinie 17:00.

Weekend spędziłem w schronisku dla osób bezdomnych w pobliżu dworca kolejowego. Poczęstowali mnie tam rogalikami i sokiem. W pewnym momencie pojawiła się jakaś osoba, która pracowała w hotelu i zaprosiła mnie do siebie. Dostałem miejsce do spania na kanapie, za meblami, w strefie hotelowej, gdzie klienci mogli odpoczywać i oglądać filmy. Spędziłem tam około tygodnia, nie płacąc za nic.

Każdy kto oferował mi pracę, żądał pieniędzy. Nie było nikogo, kto by powiedział: „Tutaj jest praca, przyjdź i zacznij”. Wszyscy mówili: „Pozwolenie kosztuje tyle, a miejsce pracy tyle”, a ja myślałem: „Boże, za co żądają tyle pieniędzy”. W przeliczeniu na kolumbijskie pesos to było od miliona do dwóch milionów (około 900-2000 złotych). Byli tacy, którzy żądali 3000 złotych. Mówiłem – jak to? Przecież ten dokument jest darmowy. Okazywałem im moje niezadowolenie, ponieważ miałem świadomość, że uzyskanie dokumentu pozwolenia na pracę nie kosztuje agencji więcej niż 200 złotych. Mówiłem im: „W porządku, jeśli chcecie na mnie zarobić, zróbcie to, ale uczciwie, bo głoduję, jestem na ulicy od tylu dni, nie mam pieniędzy”. Większość odpowiadała mi to samo: „Jeśli nie masz pieniędzy, to musisz je zdobyć”. A ja im mówiłem: „Ale jak mam zdobyć pieniądze, jeśli nie mam pracy?”.

Nie chciałem opowiadać mojej rodzinie o tym, co się działo w tamtym czasie. Dopiero gdy wszystko się skończyło, wyznałem im prawdę. Mam brata w Kolumbii, któremu dobrze się powodzi. Wysłał mi trochę pieniędzy i dzięki temu przetrwałem pierwszy miesiąc w następnej pracy, którą znalazłem. To była tapicerka. Problem polegał na tym, że rany na dłoniach sprawiały, że brudziliśmy tkaniny krwią. Musieliśmy odpoczywać przez jeden lub dwa tygodnie, aż ręce się zagoiły. Potem pracowałem przy montażu samochodów w Tychach. Zacząłem wtedy wrzucać filmy na Tiktoka, aby ostrzec innych Latynosów, by nie wpadali w takie pułapki jak ja. Polacy są bardzo życzliwi dla Kolumbijczyków. Problemem są sami Kolumbijczycy – rekruterzy, którzy oszukują swoich rodaków i ściągają ich tutaj pod fałszywymi obietnicami.

Czerwiec 2024 


Dziękujemy Ci za zainteresowanie naszą pracą. Żeby rozwijać lewicowe medium w Polsce, potrzebujemy wsparcia naszych czytelników. Liczy się każda suma, dlatego prosimy Cię o zostanie darczyńcą Gromad.


CZYTAJ WIĘCEJ