Tekst:
Nejma Brahim
Tłumaczenie:
Zuzanna Jędrzejowska
Ilustracja:
Szymon Umiński
Wprowadzenie od tłumaczki
Zwolennicy swobodnej migracji i rozwijania programów integracyjnych dla przyjezdnych często powołują się na argumenty natury moralnej, zostawiając kształtowanie politycznej narracji na temat bezpieczeństwa i ekonomii przeciwnikom przepływów migracyjnych. Niesłusznie, bowiem za wsparciem dla wolnych przepływów ludności stoją dobrze zbadane racje— zarówno jeśli chodzi o harmonię życia społecznego, jak i korzyści materialne z aktywności gospodarczej migrantów.
Gwałtowne nasilenie aresztowań przez ICE (Immigration and Customs Enforcement) w USA wzbudza obecnie szok wśród obserwatorów. Rzadko jednak analizuje się strukturalne przyczyny ,,antyimigracyjnych” rozwiązań i wskazuje, że głównymi, obok prawicowych polityków, beneficjentami tych nieludzkich działań są pracodawcy. W wielu wymagających fizycznie sektorach gospodarki, szczególnie w rolnictwie, zatrudnieni są prawie wyłącznie migranci i osoby skazane (lub przetrzymywane w ośrodkach dla osób o nieuregulowanym pobycie, skąd nie mogą nawet odbierać czy wykonywać telefonów do bliskich). Podobna sytuacja ma miejsce w Europie, choć na naszym kontynencie obozy tworzone są głównie dla uchodźców. ,,Antyimigracyjność” można w kontekście tych polityk wziąć w cudzysłów, ponieważ głównym celem represji wobec migrantów nie jest pozbycie się siły roboczej z kraju (jedynie 10 proc. zatrzymanych w USA skierowano do deportacji), lecz stłamszenie jej i przymuszenie do pracy w niegodnych warunkach (niezgodnych z wszelkimi przepisami prawa dotyczącymi czasu pracy, BHP, minimalnego wynagrodzenia), a także zniechęcenie do działalności związkowej i jej maksymalne utrudnienie. Jak zwykle więc polityki antyimigracyjne uderzają w migrantów, nie w migrację, której zatrzymać nie tyle nikt nie potrafi, co raczej nikt w rzeczywistości nie chce, bo jest ona niezbędna do funkcjonowania gospodarki.
Choć skala i brutalność interwencji ICE w Stanach w ostatnich miesiącach jest przytłaczająca, to podstawowy mechanizm wyzysku migrantów funkcjonuje nieprzerwanie od dekad także w ,,progresywnych” krajach, takich jak Francja. Nie jest obca także w Polsce. Migranci i uchodźcy w najtrudniejszej pozycji to ci, którzy w silnie zbiurokratyzowanym państwie, jakim jest Francja, nie mają uregulowanego statusu pobytu. Stąd nazywa się ich potocznie sans papiers – czyli ,,bezpapierowcami”. Nejma Brahim w książce „Dwa euro za godzinę” – prawdziwa twarz »integracji« po francusku” (2 euros de l’heure. La face cachée de l’«intégration» à la française) zestawia wątki ekonomiczne z reportażowymi biografiami poznanych bezpapierowców i splata je w manifest na rzecz trwałej legalizacji pobytu około 700 tys. mieszkańców Francji, zmuszonych do życia na marginesie społeczeństwa.
Obecnie około 10 proc. populacji Francji, czyli 7,3 miliona osób to imigranci, spośród których 34 proc. otrzymało obywatelstwo francuskie. Blisko połowa z nich pochodzi z Afryki, głównie z Algierii i Maroko, a ponad 30 proc. przybyło z Europy, przede wszystkim z Portugalii i Włoch. Ten schemat migracyjny jest bardzo trwały i utrzymuje się od lat powojennych, choć w ostatnich latach migracje z Afryki ustąpiły ilością tym z Europy, częściowo ze względu na duży napływ Ukraińców. Większość z osób, które przybyły w 2022 roku, niezależnie od kontynentu pochodzenia, ma wyższe wykształcenie. Kolejne 11 proc. populacji to potomkowie osób migrujących. Co istotne, ponad jedna trzecia przyjezdnych mieszka w departamencie Ile-de-France, czyli bardzo niewielkim regionie otaczającym Paryż. W samym tym mieście migranci stanowią 20 proc. mieszkańców. Choć Francja stała się w mediach symbolem kraju doświadczającego ,,zalewu” migracyjnego, to udział przybyłych z zagranicy w populacji sytuuje ją tuż pod średnią unijną, za takimi krajami jak Irlandia, Austria czy Słowenia.
Od lat 40. do lat 70. XX w. setki tysięcy migrantów, uzupełniając duże braki w sile roboczej, odbudowywało francuską gospodarkę po wojnie. Byli to przede wszystkim mężczyźni zasilający sektory przemysłu i rolnictwa. Za sprawą kryzysu w 1974 roku i wdrożenia szeregu bardzo restrykcyjnych przepisów[1] migracja znacząco spowolniła, ale do Francji mimo wszystko przybywały w tamtym okresie m.in. kobiety, dołączające z dziećmi do swoich mężów. Wraz z osłabieniem gospodarki i rosnącą integracją imigrantów w tkance społecznej, przestawali oni być jedynie tymczasową, odseparowaną siłą roboczą. Stawali się obywatelami, przez co zaczęli wzbudzać resentyment wśród części społeczeństwa francuskiego.
Kłamstwa o migracji powtarzane od dekad należy na każdym kroku kontrować twardymi danymi, których garść chciałabym jeszcze przedstawić przed przejściem do fragmentów książki. Bilans fiskalny związany z migracją jest pozytywny dla wszystkich badanych państw[2] tj. osoby te więcej wnoszą poprzez podatki niż pobierają z pomocy społecznej. Dotyczy to również uchodźców[3], choć w ich przypadku ,,zwrot” pierwotnego wsparcia następuje zwykle w dłuższej perspektywie czasowej. Migranci jako grupa społeczna nie pobierają statystycznie więcej świadczeń socjalnych niż średnia krajowa[4]. Utrzymują się także na podobnym lub ewentualnie niewiele tylko wyższym poziomie bezrobocia niż reszta populacji[5] (ta luka ma tendencję do zmniejszania się wraz z większą integracją i niwelowaniem segregacji zawodowej – w niektórych sektorach, gdzie zatrudnionych jest proporcjonalnie więcej migrantów normą jest np. zatrudnienie na czarno). Wzrost migracji jest skorelowany z poziomem aktywności gospodarczej[6] – kiedy PKB rośnie, zapotrzebowanie na pracowników także, i odwrotnie. Napływ ludności zaś dalej napędza wzrost – przez wypełnienie miejsc pracy oraz konsumpcję, która powiększa krajowy rynek zbytu.
Nasilona migracja wiąże się, rzecz jasna, z różnymi wyzwaniami, choćby z potrzebą rozbudowy infrastruktury wsparcia, np. obcojęzycznych urzędów czy publicznego zasobu nieruchomości. Nie powoduje jednak sama z siebie ani niskiej efektywności biurokracji ani kryzysu mieszkaniowego, a raczej ujawnia istniejące już wady sektora publicznego. Promocja rzetelnej wiedzy w tym zakresie jest niezwykle istotna, bo ostatni rok był rekordowy[7] pod względem przepływów ludności i trend ten zapewne utrzyma się. Chęć zablokowania migracji to jałowe zaklinanie rzeczywistości, a jedynym rozwiązaniem jest projektowanie dobrych integracyjnych polityk publicznych, opartych na wiedzy, a nie na uprzedzeniach.
Bezpapierowcy: na marginesie
2 euros de l’heure. La face cachée de l’ “intégration” à la française
de Nejma Brahim
@ Éditions du Seuil, 2024
Dwa euro za godzinę[8]. Tyle średnio mogą zarobić we Francji pracownicy w sektorach takich jak budownictwo, sprzątanie, gastronomia czy usługi opiekuńcze. Funkcjonują w warunkach skrajnej niepewności finansowej i administracyjnej, każdego dnia walcząc o przetrwanie – wbrew obrazowi, jaki niektórzy chcą o nich szerzyć: „żerujących” na francuskim systemie socjalnym, przyjeżdżających do Francji jedynie po to, by korzystać z pomocy społecznej. W rzeczywistości pracują znacznie dłużej niż przeciętna – często od wczesnego rana do późnej nocy, bez umowy, za grosze – o ile w ogóle otrzymają zapłatę. Wykańczają się. To historia setek tysięcy osób, nazywanych potocznie „bezpapierowcami”, które wielu próbuje demonizować jako „nielegalnych”, mimo że w rzeczywistości napędzają istotną część francuskiej gospodarki, zwykle pozostając w cieniu.
Pochodzą z Togo, Maroka, Wenezueli, Wybrzeża Kości Słoniowej i Indii, mieszkają w różnych częściach Francji i pracują w kluczowych sektorach, gdzie brakuje rąk do pracy. Dzieląc się swoimi doświadczeniami, podtrzymują nadzieję na nastanie nowego paradygmatu w kwestii migracji. Gdy słucham ich opowieści – a powtarza się to w wielu wypowiedziach bezpapierowców, których spotykam – widzę, że Francja pozwala rozwijać się nowej formie współczesnego niewolnictwa, które sięga znacznie dalej niż platformy dostawcze typu Uber Eats czy Deliveroo. Nasz kraj wykorzystuje determinację i trudne położenie tych, którzy przeszli przez piekło, by dotrzeć na naszą ziemię, po to, by maksymalizować wygodę reszty obywateli – zgodnie z czysto interesowną, pozbawioną człowieczeństwa logiką. Najwięcej zyskują na tym pracodawcy, którzy otrzymują państwowe wsparcie, mimo poważnych konsekwencji ekonomicznych i społecznych, jakie niesie za sobą pozostawianie bez wsparcia ludzi żyjących w prekarnych warunkach.
Na francuskich budowach wielu bezpapierowców wykonuje ciężką pracę i część z nich przypłaca to życiem, co na ogół spotyka się z obojętnością. Śledziliśmy z Francji sytuację migrantów zatrudnianych przy organizacji Mistrzostw Świata w piłce nożnej w Katarze w 2022 roku i mocno krytykowaliśmy tatmtejsze potworne warunki pracy. A jednak również we Francji funkcjonuje system wyzysku – może na mniejszą skalę, ale nadal pełen nadużyć. Najbardziej jaskrawy przykład to igrzyska olimpijskie w 2024 roku. Każdego ranka grupy mężczyzn czekają w Aubervilliers i La Courneuve (departament Seine-Saint-Denis), czyli w punktach zbiórek dla kierowników budów szukających siły roboczej. Mają nadzieję, że zostaną wybrani do pracy na ten dzień – za banknot 50 euro, bez żadnego ubezpieczenia w razie wypadku. Inni czekają każdego dnia przed sklepem Leroy Merlin w Vitry-sur-Seine (departament Val-de-Marne), a także przed wieloma innymi marketami budowlanymi – tym razem licząc na zlecenia od prywatnych osób lub rzemieślników, którzy nie są w stanie lub nie chcą sami nosić ciężkich materiałów czy mebli.
Ten równoległy świat, którego wielu Francuzów nie jest w stanie sobie wyobrazić, jest celowo podtrzymywany przy istnieniu przez władze publiczne i wielkie przedsiębiorstwa, które wykorzystują podatną na wyzysk siłę roboczą, by rozwijać swoją działalność gospodarczą przy gwarancji maksymalnego zysku. To świat ludzi pozbawionych praw, których państwo świadomie pozostawia samym sobie, pod pretekstem, że migranci znaleźli się na terytorium Francji w sposób nielegalny. Kolejni obejmujący urząd ministrowie spraw wewnętrznych w ostatnich latach nieustannie powoływali się na potrzebę liczniejszych deportacji i „lepszej kontroli” migracji.
W rzeczywistości jednak władze pozwalają większości bezpapierowców pozostać we Francji, trzymając ich w nieustannym zagrożeniu deportacją, wymazując z debaty publicznej i z jakichkolwiek polityk integracyjnych, zmuszając do życia w trybie przetrwania. Bezpapierowcy są wykorzystywani przez całe społeczeństwo za przyzwoleniem władz. Biorą udział w budowaniu naszego kraju i napędzają gospodarkę, ale nie mają w zamian żadnych praw. Gdy w ich miejscu pracy dochodzi do nadużyć, odpowiedzialność rzadko spada na pracodawcę – niewielu pracowników odważa się zgłosić nielegalne praktyki firm, które ich zatrudniają bez umowy.
Wielu z nich żyje, zarabiając zaledwie kilka euro na godzinę; wielu pracuje po 70 godzin tygodniowo, czyli wysoko ponad ustawowe normy, otrzymując wynagrodzenie jedynie za 35 godzin.
Szacuje się, że łączne straty dla systemów zabezpieczenia społecznego we Francji [, np z powodu braku oskładkowania pracy na czarno – przyp. tłum.] wynosiły co najmniej 4,4 miliarda euro, a mogły sięgać nawet 5,7 miliarda euro. To dane porównywalne z tymi opublikowanymi przez Insee w 2012 roku, które szacowały podobny koszt utraconych składek w sektorze prywatnym na tamten rok. Jednocześnie zdecydowana większość składek nie jest odprowadzana przez pracodawców, lecz uzupełniana przez państwo – „w pewnym sensie to właśnie państwo czerpie największe korzyści z pracy bezpapierowców, oszczędzając na funduszach zabezpieczenia społecznego”, podkreśla ekonomista Antoine Math z Instytutu Badań Ekonomicznych i Społecznych. W dłuższej perspektywie jednak państwo najprawdopodobniej straci na braku regularyzacji tych pracowników. Zyskują za to inni, a konkretniej niektórzy pracodawcy i niektóre branże. Fakt, że państwo godzi się na straty budżetowe, by chronić interesy firm i przedsiębiorców, nie jest niczym nowym. „Jeśli spojrzeć na całość pomocy udzielanej firmom, to sięga ona 2 miliardów euro rocznie” – zauważa ekonomista. To więc mechanizm, który sprawnie działa: dla pracodawców korzystanie z pracowników pozbawionych praw ma wyraźne zalety. Państwo opowiada się po stronie silnych, choć samo na tym traci.
Osoby bez dokumentów nie są zależne wyłącznie od firm czy pośredników, przez które są zatrudniane. Ci, którzy „pożyczają” swoją tożsamość – w przypadku pracy na podstawie cudzych dokumentów – również uczestniczą w tym ogromnym rynku eksploatacji ludzi najbardziej narażonych, choć często sami także są imigrantami. Każdego miesiąca Sabine potrącane jest 300 euro z jej pensji. To cena, jaką płaci „przyjaciółce”, która pozwala jej korzystać ze swojej karty pobytu, potrzebnej do pracy opiekunki domowej. „Wynagrodzenie nie wpływa nawet na moje konto, tylko na jej – bo to jej tożsamość.” Sabine dostaje swoją część w gotówce, żeby nie zostawiać śladów. Przez pierwsze miesiące opłata wynosiła 200 euro. Bardzo szybko została podniesiona. Zarabia średnio między 1300 a 1500 euro miesięcznie, z czego trzeba odjąć ,,prowizję”, jaką bierze jej „przyjaciółka”. To frustrujące – Sabine nie tylko traci pieniądze, ale również płaci składki, które trafiają na konto kogoś innego.
Kiedy pytam badaczkę Karine Gatelier, czy należy zalegalizować wszystkich ludzi przebywających we Francji, zdziwiona lekko parska śmiechem. Jej stanowisko w temacie jest jasne. Trzeba o c z y w i ś c i e zalegalizować wszystkie te osoby i nadać im pełnię praw równych naszym. Jeśli na terytorium Francji przebywa około 700 000 osób bez dokumentów, to oznacza, że władze świadomie pozostawiają 1% populacji poza marginesem, bez jakichkolwiek praw. „Dawniej obcokrajowcom wydawano dokumenty, żeby dać im wszystko, co potrzebne do integracji. Dziś ten schemat został w całości odwrócony: tytuł pobytu przyznaje się dopiero po spełnieniu warunku w postaci dostarczenia dowodów integracji.” Do tej zmiany logiki dochodzi jeszcze nowa, skrajnie utylitarna wykładnia „integracji”, która sprowadza ją wyłącznie do pracy. Co właściwie znaczy „integracja” dla ludzi, którzy często żyją tu od wielu lat, są włączeni w relacje społeczne, rodzinne, zawodowe? W co dokładnie jeszcze wątpimy? „Te osoby są już w pełni przystosowane i zintegrowane” – podkreśla Karine Gatelier.
Moussa [jeden z rozmówców autorki – przyp. tlum.] mówi wprost: ten system to „więcej niż hipokryzja”, która zmusza osoby bez dokumentów do obchodzenia prawa, by w ogóle móc pracować. „Aby złożyć wniosek o kartę pobytu, trzeba przedstawić umowę o pracę. Ale żeby mieć umowę, trzeba pracować. A żeby pracować, trzeba mieć kartę pobytu” – zauważa, wyjaśniając, że takie prawo w praktyce daje pracodawcom pełnię władzy pracodawcom, którzy mogą wykorzystywać pracowników wedle własnego uznania.
Teoria „efektu zachęty” – czyli twierdzenie, że zbyt „hojne” przyjmowanie migrantów zachęca innych do przyjazdu – jest chętnie powtarzana przez niektórych europejskich liderów, ale pozostaje czystą iluzją. „To nieprawda. Imigracja już istnieje. Ci ludzie już tu są, przestrzegają prawa – trzeba więc znaleźć dla nich rozwiązania” – odpiera Moussa. Jego zdaniem politycy, podobnie jak pracodawcy, instrumentalizują sytuację migrantów. „Wmawiają ludziom, że imigracja nas cofa, że jest zagrożeniem i że trzeba ją ograniczyć. Ale w rzeczywistości to my pomagamy krajowi się rozwijać” – mówi, patrząc mi prosto w oczy, jakby chciał mnie przekonać. Regularyzacje nie wywołują „efektu zachęty” – przypomina prawnik Stéphane Maugendre, dodając, że wszystkie badania na ten temat to potwierdzają. Można przywołać choćby analizę ekonomistów Juana Monrasa, Ferrana Eliasa i Javiera Vázqueza-Grenno, dokonaną po legalizacji 600 000 nieudokumentowanych migrantów w Hiszpanii i opublikowaną w lutym 2018 roku (zaktualizowaną w kwietniu 2023). „To nic nie zmienia w zakresie ruchów migracyjnych, ale zmienia wszystko w realnym życiu ludzi. Brak regularizacji tworzy lumpenproletariat, nadmiernie wyzyskiwaną siłę roboczą, oddzieloną od reszty społeczeństwa…”
Tego typu polityka antyimigrancka, motywowana głównie demagogią, prowadzi nas do ściany. Żadne państwo nie może prosperować, jeśli pozostawia część swojej populacji (a mówimy tu o rezydentach) na marginesie, skazaną na codzienną improwizację i konieczność akceptowania wyzysku, niskiego wynagrodzenia i złego traktowania.
Zuzanna Jędrzejowska
Członkini redakcji. Studentka drugiego stopnia w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW, działaczka Warszawskiej Komisji Środowiskowej Inicjatywy Pracowniczej i Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, wolontariuszka Wolnego Jazdowa.
1 Co ciekawe, dopiero wraz z tym rokiem państwo francuskie powzięło sobie za cel kontrolę nad przepływami migracyjnymi – wcześniej kwestię zostawiając w znacznie większym stopniu autoregulacji. (https://www.vie-publique.fr/eclairage/20162-chronologie-les-lois-sur-limmigration-depuis-1974)
2 OECD (2021), International Migration Outlook 2021, OECD Publishing, Paris, https://doi.org/10.1787/29f23e9d-en oraz Bélanger, A., Christl, M., Conte, A., Mazza, J., Narazani, E., Projecting the net fiscal impact of immigration in the EU, EUR 30407 EN, Publications Office of the European Union, Luxembourg, 2020
3 Robin Ghertner, Suzanne Macartney and Meredith Dost, The Fiscal Impact of Refugees and Asylees at the Federal, State, and Local Levels from 2005-2019, The Assistant Secretary for Planning and Evaluation (ASPE), https://aspe.hhs.gov/reports/fiscal-impact-refugees-asylees
4 OECD (2021), International Migration Outlook 2021…
5 OECD (2020), International Migration Outlook 2020, OECD Publishing, Paris, https://doi.org/10.1787/ec98f531-en
6 Hasan Bilgahan Yavuz, Agnieszka Parlinska, THE RELATIONSHIP BETWEEN ECONOMIC GROWTH AND MIGRATION IN TERMS OF 14 EUROPEAN UNION COUNTRIES AND TURKEY, THE RELATIONSHIP BETWEEN ECONOMIC GROWTH, Zeszyty Naukowe SGGW, Polityki Europejskie, Finanse i Marketing, 28 (77) 2022
7 OECD (2024), International Migration Outlook 2024, OECD Publishing, Paris,https://doi.org/10.1787/50b0353e-en
8 Minimalna legalna stawka godzinowa w momencie publikacji książki wynosiła 11,65 euro brutto.



![Z ulicy do konstytuanty. Jak przeprowadzić rewolucję obywatelską we Francji? [Rozmowa z Charlotte Girard]](https://www.gromady.pl/wp-content/uploads/2026/05/Troost-Girard-ilustracja-scaled.jpg)




