11.12.2025

Ruch Obywateli Rzeszy. Jak ekstremiści planowali obalić Republikę Federalną Niemiec

11.12.2025
Przemysław Berestko

Ogólnokrajowy blackout, zbrojny szturm na Bundestag, osadzenie nowej głowy państwa i scenariusz wojny domowej – to nie była fikcja polityczna, lecz konkretny plan odtworzenia Niemiec na wzór II Rzeszy z 1871 roku. W tej wizji „Nowe Niemcy” miałyby być monarchią o granicach rozszerzonych terytorialnie: od Alzacji i Lotaryngii na zachodzie po Pomorze, Wielkopolskę i Śląsk na wschodzie. Za tymi przygotowaniami stała Unia Patriotyczna (Patriotische Union) – niebezpieczny konglomerat skrajnej prawicy, byłych wojskowych i wyznawców teorii spiskowych.

Operacja o świcie

W grudniu 2022 roku niemiecka policja przeprowadziła jedną z największych operacji antyterrorystycznych w powojennej historii kraju. Funkcjonariusze przeszukali ponad 300 domów, a zarzuty udziału w organizacji terrorystycznej usłyszało 51 osób. To, co odkryli śledczy, wykraczało poza ramy typowego internetowego ekstremizmu. Okazało się, że członkowie Unii Patriotycznej nie tylko fantazjowali o przewrocie, ale gromadził środki i ludzi do jego przyszłego przeprowadzenia.

Lista podejrzanych obnażyła niebezpieczną dla niemieckiej demokracji prawdę – skrajna prawica nie znajduje się już na uboczu życia społecznego, tylko blisko samego centrum. Wśród zatrzymanych znaleźli się = chociażby Heinrich XIII Prinz Reuss arystokrata z jednego z najstarszych niemieckich rodów, od lat związany z ruchem Reichsbürger i szerzący teorie o „nielegalności” Republiki Federalnej. Zgodnie z planem miał on zostać głową „Nowych Niemiec”. Z kolei Birgit Malsack-Winkemann, sędzia i była posłanka AfD, według śledczych pełniła rolę łączniczki: dostarczała informacje o funkcjonowaniu Bundestagu i miała umożliwić zamachowcom dostęp do parlamentu w dniu planowanego przewrotu.

Powrót do przeszłości

Unia Patriotyczna różni się jednak od wielu skrajnie prawicowych ugrupowań. Te ostatnie, choć przekonane, że współczesne Niemcy są głęboko wadliwe i wymagają gruntownych zmian, wciąż uważają je za państwo możliwe do naprawy. Unia Patriotyczna myśli inaczej – jej ideologicznym paliwem jest polityczny rewizjonizm, czyli przekonanie o nielegalności obecnych granic i ustroju Niemiec.

Katalizatorem do działania stała się dla nich pandemia COVID-19 i związane z nią restrykcje, które osłabiły struktury państwa i wzbudziły społeczny opór. „Plan zakładał wykorzystanie tzw. »kompanii obrony ojczyzny« (Heimatschutzkompanien). Te paramilitarne oddziały miały przejmować zadania wojska, prowadzić rekrutację i dokonywać aresztowań.”-  tak przedstawiają to dokumenty śledcze przeciwko Patriotische Union. Jednocześnie należy zaznaczyć, że w opinii niemieckich służb grupa znajdowała się prawdopodobnie na wczesnym etapie rozwoju – nie ma jednoznacznych dowodów, że oddziały te kiedykolwiek weszły w realną fazę działania.

Choć apogeum działalności ruchu przypadło na czas operacji policyjnej 7 grudnia 2022 roku, jego korzenie sięgają jeszcze lat 80 XX wieku.

Obywatel Rzeszy nie zgadza się na zwolnienie

Po zburzeniu Muru Berlińskiego władze NRD przejęły obsługę transportu publicznego w Berlinie Zachodnim, co zakończyło się chaosem, protestami i zwolnieniami. To w tym czasie jeden ze zwolnionych przez ówczesne władze pracowników, Wolfgang Ebel, ogłosił, że jako „urzędnik Rzeszy” nie podlega władzom NRD. Nie tylko nie uznawał prawomocności swojego zwolnienia. Poszedł dalej: stwierdził, że Niemiecka Rzesza istnieje nadal, a traktat zjednoczeniowy jest nieważny.

Od czasu jego zwolnienia, serii przegranych spraw sądowych oraz ponownego „ustanowienia” imperialnego rządu niemieckiego z jego udziałem, Ebel zaczął zyskiwać rozgłos. W opinii publicznej, wśród dziennikarzy i badaczy jest powszechnie uznawany za pierwszego Reichsbürgera. Ruch funkcjonował w niszy, aż do czasu spektakularnych wydarzeń z 2022 roku, które po raz pierwszy pokazały skalę i determinację jego zwolenników.

To właśnie wtedy stało się jasne, że wokół przekonań Ebla przez dekady narastało środowisko, które rosło, dzieliło się i radykalizowało. Dziś to luźna, niehierarchiczna sieć, składająca się z wielu małych, częściowo nakładających się odłamów. Jednym z nich jest właśnie Patriotische Union – część jej członkowie należy do ruchu Reichsbürger, ale większość Reichsbürgerów nie ma z tym tym ugrupowaniem  nic wspólnego.

Siła w różnorodności?

Szacuje się, że ruch Obywateli Rzeszy liczby około 25 tysięcy osób. W skali Niemiec wydaje się, że to stosunkowo nieduża grupa. Siła Reichsbürgerów nie tkwi jednak w samej liczebności, a w szerokim przekroju społecznym jej członków. W ich szeregach znajdziemy bowiem nie tylko osoby wykluczone ekonomicznie, ale też lekarzy, przedsiębiorców, arystokratów i byłych parlamentarzystów. Taki profil członków pozwala im budować mosty między „zwykłą” skrajną prawicą a centrum społeczeństwa, zapewniając dostęp do zasobów finansowych i wiedzy o funkcjonowaniu instytucji.

Statystyki służb bezpieczeństwa szacują również, że wśród Obywateli Rzeszy około 10 proc. uznaje się za potencjalnie skłonne do przemocy.  Jeszcze groźniej wygląda twardy rdzeń organizacji – szacuje się, że około 1350 osób jest głęboko zakorzenionych w środowiskach skrajnie prawicowych, a blisko tysiąc z nich posiada legalne zezwolenie na broń. Kombinacja radykalnych poglądów i dostępu do broni zamienia więc grupę ekscentryków w realne zagrożenie paramilitarne.

Strategia Reichsbürgerów nie ogranicza się jednak do groźby użycia przemocy czy planów zamachu. Częścią ich działań są codzienne, uporczywe próby delegitymizacji państwa – Reichsbürgerzy odmawiają bowiem płacenia podatków, zasypują urzędy pismami negującymi ich uprawnienia, a swoje posesje ogłaszają „suwerennymi terytoriami”.

Polityczny parasol AfD

Ruchy takie jak Reichsbürger nie działają w próżni. Zyskują nieformalną legitymizację dzięki obecności w Bundestagu innych skrajnie prawicowych sił, takich jak Alternatywa dla Niemiec (AfD). Partia ta, osiągając w wyborach w 2025 roku wynik 20,8 proc. (znaczący wzrost z 10,4 proc. w 2021 r.), wprowadziła do głównego nurtu polityki język i tematy bliskie ekstremistom.

Sytuacja ta wystawia na próbę tzw. Brandmauer („mur ogniowy”), czyli strategię izolowania skrajnej prawicy przez partie demokratyczne. Mur ten jednak kruszeje. Jeszcze w 2024 roku obecny kanclerz Friedrich Merz (CDU) sugerował, że Brandmauer bywa postrzegany jako rozwiązanie narzucone z zewnątrz, a nie naturalny wybór jego formacji. To rozmywanie granic sprawia, że ekstremizm powoli staje się elementem politycznej normalności.

„Nigdy więcej” to mit. Ciągłość terroru po 1945 roku

Zarówno sama Unia Patriotyczna, jak i ruch Obywateli Rzeszy  wyrastają z  powojennych  ruchów skrajnej prawicy. Choć po upadku nazizmu dominowała narracja „nigdy więcej”, przedstawiająca prawicową przemoc jako incydent z przeszłości, w rzeczywistości ekstremizm pozostał stałym elementem powojennej historii Niemiec.

Od 1945 roku dokonano około 35 aktów terrorystycznych motywowanych skrajnie prawicową ideologią. Już w 1950 roku prawicowy ekstremizm ponownie związał się z przemocą. Amerykańska CIA zaczęła szkolić członków Bund Deutscher Jugend (Związku Niemieckiej Młodzieży) do działań obronnych na wypadek wojny, ignorując przy tym ich radykalnie prawicowe poglądy.. Już kilka lat po zakończeniu II wojny światowej zagrożenie ze strony skrajnej prawicy dostało tlen, żeby tlić się dalej.

Zaledwie trzy dekady po zakończeniu wojny pojawiła się zorganizowana paramilitarna grupa „Wehrsportgruppe Hoffmann”, która w ciągu dziesięciu lat działalności przeprowadziła serię zamachów. Szacuje się, że należało do niej od 400 do 600 osób. Dziś często wskazuje się ją jako punkt wyjścia współczesnego niemieckiego terroryzmu skrajnej prawicy.

W latach 2000–2007 Niemcami wstrząsnęła seria morderstw NSU. NSU – Narodowosocjalistyczne Podziemie – było neonazistowską grupą, która podjęła ponad 40 prób zabójstwa, zamordowała 9 osób i dopuściła się szeregu innych brutalnych czynów. Choć ofiary ginęły w bardzo podobny sposób, śledczy niechętnie brali pod uwagę motyw rasistowski. Do dziś wiele pytań o zakres działań i sieć powiązań NSU pozostaje bez odpowiedzi. Ujawnienie działalności NSU wywołało ogólnokrajową debatę o pracy niemieckich służb bezpieczeństwa, o tym, jak zarządzają swoimi informatorami i jak postrzegają zagrożenie ze strony skrajnej prawicy. NSU stało się symbolem ślepoty aparatu bezpieczeństwa na przemoc skrajnej prawicy – a przez to jej faktycznego tolerowania.

Już osiem lat później Niemcy ponownie doświadczyły dwóch wstrząsających aktów skrajnie prawicowej przemocy: zabójstwa Waltera Lübckego (prezydenta rejencji Kassel w Hesji) oraz zamachu terrorystycznego w Hanau, w którym zginęło dziewięć osób. Choć sprawcy tych zbrodni najprawdopodobniej nie utrzymywali ze sobą bezpośrednich kontaktów, ich czyny łączy wspólny kontekst. W obu przypadkach poprzedził je okres rosnącej brutalizacji debaty publicznej i dyskursu politycznego. Podsycane przez AfD nienawiść wobec uchodźców, mniejszości i ich politycznych obrońców ujawniły, jak głęboko w niemieckim społeczeństwie zakorzeniona jest wrogość wobec „innych”. Pomogły w tym media społecznościowe, gdzie mowa nienawiści, groźby i nawoływania do przestępstw rezonują wyjątkowo silnie. W prawicowo-ekstremistycznych częściach internetu powstawały nawet „listy śmierci”. Wśród 25 tysięcy osób figurujących na tych listach znajdowali się dziennikarze, politycy i aktywiści nagłaśniający zagrożenie ze strony skrajnej prawicy; widniał na nich również Walter Lübcke – regionalny polityk CDU zamordowany w 2019 roku przez prawicowego ekstremistę, a obok niego dane żydowskich przedszkoli oraz dane osobowe klientów internetowych sklepów punkrockowych.

Pełzający upadek zamiast nagłego puczu

Nasuwa się pytanie, dlaczego, mimo tych wszystkich zagrożeń, Niemcy wciąż pozostają demokracją? Największą słabością Niemiec wobec skrajnej prawicy jest zarazem ich największa siła – otwartość społeczeństwa typowa dla liberalnych demokracji. Chronią ją silne instytucje, Grundgesetz (Ustawa Zasadnicza) zaprojektowana jako bezpiecznik przed powtórką z Republiki Weimarskiej oraz głęboka integracja międzynarodowa, która czyni przewrót ekonomicznym samobójstwem.

Największym zagrożeniem dla Niemiec nie jest nagła rewolucja, ogólnokrajowa awaria prądu ani nowy „przywódca”, którego planują wprowadzić grupy takie jak Patriotische Union, lecz powolna erozja demokracji i zaufania do niej – proces, który już się rozpoczął. Niemcy muszą przyjąć do wiadomości, że prawicowy ekstremizm nie należy do sfery „nigdy więcej”, bo tego rodzaju myślenie nadal jest głęboko zakorzenione w społeczeństwie i zagraża temu, czym Niemcy lubią się chlubić: modelowej demokracji.


Josefine Mainka

Ukończyła studia magisterskie z International Security Studies na Uniwersytecie Karola w Pradze oraz studia licencjackie z Politics, Administration, and International Relations na Uniwersytecie Zeppelin w Friedrichshafen. Bada przecięcie bezpieczeństwa i języka, koncentrując się na (internetowym) dyskursie, narracjach oraz języku jako narzędziu polityki zagranicznej.