20.09.2026

Marsz przez samorządy: jak rządzili komuniści we Włoszech i Francji

Zachodnioeuropejscy komuniści przez kilkadziesiąt lat rządzili setkami francuskich i włoskich gmin, traktując je jako laboratoria własnej polityki społecznej i wizytówki kompetencji.

Czy da się zbudować komunizm na poziomie miasta? Zachodnioeuropejscy komuniści odpowiadali przecząco. Mimo to przez kilkadziesiąt lat rządzili setkami francuskich i włoskich gmin, traktując je jako laboratoria własnej polityki społecznej i wizytówki kompetencji. Samorządy okazały się największym sukcesem zachodnioeuropejskiego komunizmu i zarazem świadectwem jego politycznej porażki.

Gdyby zapytać, gdzie rządzili komuniści, jako pierwsze na myśl nasuną się tak zwane „demoludy”, czyli powojenny blok wschodni, ewentualnie wciąż istniejące państwa, w których władzę sprawują partie komunistyczne, takie jak Chiny, Wietnam, Korea Północna czy Kuba. Mniej oczywistym jest, że komuniści współrządzili także w demokratycznych państwach Zachodu. Uczestniczyli w powojennych rządach jedności narodowej, udzielali wsparcia gabinetom centrolewicowym, wchodzili w skład różnych zwycięskich koalicji wyborczych, mieli swoich ministrów i wicepremierów. Ktoś mógłby jednak słusznie wytknąć, że prawie zawsze wiązało się to z pozycją mniejszego partnera i nie oznaczało faktycznego przewodzenia państwom. To prawda, dlatego uwagę chciałbym skierować tam, gdzie władza komunistów była samodzielna – na samorządy.

Przez całe dziesięciolecia duża część Europy Zachodniej była rządzona przez partie komunistyczne za sprawą ich sukcesów w wyborach lokalnych i regionalnych. Szczególnie mocną pozycję komuniści mieli we Francji i Włoszech, dlatego skoncentruję się właśnie na partiach z tych państw (odpowiednio Parti communiste français, PCF, oraz Partito Comunista Italiano, PCI). Co oznaczało dla mieszkańców sprawowanie urzędu przez komunistycznych burmistrzów i radnych? Jak komunizm samorządowy wpływał na ogólnokrajowe poparcie dla lewicy? Czy z lokalnych rządów PCI/PCF może płynąć jakaś nauka dla współczesnej lewicy?

Czerwone bastiony w Europie Zachodniej

We Francji wciąż istnieją miejscowości rządzone przez komunistów, niektóre nieprzerwanie (jeśli nie liczyć okresu II wojny światowej) od ponad stulecia. Znajdziemy wśród nich m.in. podparyskie Ivry oraz Vitry. Obrzeża stolicy, nazywane „czerwonym pasem”, długo uważane były za największy bastion PCF. Na osiemdziesiąt gmin wokół Paryża aż 71 miało przynajmniej raz w swojej historii mera reprezentującego PCF. W przypadku większości mowa o kilku kadencjach, czyli dziesięcioleciach rządów komunistów, przede wszystkim w okresie od lat czterdziestych do osiemdziesiątych.

O ile przed II wojną światową komunistyczne miasta stanowiły rozrzucony po kraju archipelag, z grubsza pokrywający się z rozłożeniem przemysłowych przedmieść głównych aglomeracji oraz zagłębi górniczych, to w jej następstwie komunizm samorządowy rozpowszechnił się w całej Francji. Już w 1945 r., w pierwszych powojennych wyborach lokalnych, liczba komunistycznych merów wzrosła co najmniej pięciokrotnie. Kierownictwo PCF podawało, że partia rządzi 2005 gminami rozsianymi po 84 departamentach. Za tym skokiem stał prestiż PCF jako siły Ruchu Oporu oraz istniejąca już wcześniej baza przemysłowa.

Przyczyn samorządowego sukcesu komunistów było więcej. Można bowiem dostrzec zaskakującą zbieżność między wynikami lewicy w XX wieku a liczbą stowarzyszeń rewolucyjnych w poszczególnych departamentach i gminach w czasach jakobińskich. Lokalne tradycje wytworzone w czasach Rewolucji Francuskiej nawet dwa stulecia później mogły premiować radykalną lewicę. Splot tych czynników oraz sprzyjającej koniunktury politycznej sprawił, że w szczytowym 1977 r. komunistyczni merowie kierowali miastami o łącznej populacji 8,6 miliona mieszkańców, co oznaczało, że niemal co piąty Francuz żył pod rządami PCF.

We Włoszech po 1945 r. poparcie dla PCI było bardziej rozproszone i nie ograniczało się do dużych aglomeracji oraz zagłębi przemysłowych, jakkolwiek sprzyjały one dobrym wynikom wyborczym. Widoczny był za to podział regionalny – czerwona była przede wszystkim centralna część kraju, z Emilią-Romanią oraz Toskanią na czele. Zwłaszcza w tej pierwszej dominacja komunistów wynikała z wysokiego poparcia wiejskiego, będącego spuścizną po tradycyjnym chłopskim radykalizmie, charakterystycznym dla pracowników rolnych tego regionu i widocznym na przykład w czasie czerwonego dwulecia bezpośrednio po I wojnie światowej.

Poza tymi regionami-bastionami poparcie dla PCI nie było aż tak skoncentrowane, natomiast z czasem objęło niemal wszystkie duże miasta. Komuniści po 1975 r. mieli swoich burmistrzów w Rzymie, Neapolu i Turynie, a w Mediolanie i Genui mimo największego poparcia wsparli kandydatów socjalistów, co było dosyć częstą praktyką. Socjalistyczna PSI na poziomie krajowym wspierała rządy chadecji, więc nierzadko potrzebne były spore ustępstwa komunistów, aby nakłonić ich do zawarcia lewicowych koalicji w wyborach lokalnych. Między innymi dlatego w przypadku Włoch trudniej oszacować dokładną liczbę gmin pod rządami komunistów, ale prawdopodobnie w szczytowym momencie niemal połowa Włochów żyła w miejscowościach, gdzie działacze PCI zasiadali w organach samorządowych[1].

„Komunistyczne miasta służyły (…)
jako okna wystawowe, przy pomocy których pokazywano zapowiedź lepszej przyszłości.”

Widać więc, że w obu państwach władza komunistów na poziomie lokalnym była bardzo duża, pod rządami PCI i PCF żyły miliony ludzi. Nie oznaczało to jednak doświadczenia socjalizmu w mikroskali. Włoska i francuska lewica nie uważały budowy komunizmu za możliwą na poziomie miasta. Komunizm samorządowy był raczej sposobem wykorzystywania lokalnej władzy do realizacji programu społecznego, demonstrowania kompetencji administracyjnych i budowania wiarygodności partii przed ewentualnym przejęciem władzy na poziomie państwa.

Jak komuniści rządzili miastami?

Co ciekawe, o ile reprezentanci PCF obejmowali stanowiska głównie w miastach wcześniej zarządzanych przez socjalistów, PCI początkowo udawało się przejmować miejscowości także od faszystowskich namiestników. W obu przypadkach celem komunistów było udowodnienie, że są w stanie efektywnie rządzić – ponieważ odmawiano im tego na poziomie krajowym (zwłaszcza po upadku rządów jedności narodowej), czuli powinność do pokazania się wyborcom z dobrej strony w polityce samorządowej. Nie chodziło wyłącznie o doraźne poparcie, lecz o budowanie legitymizacji: przekonanie niekomunistycznych wyborców, że PCI/PCF jest siłą zdolną i godną zaufania w sprawowaniu władzy, nie tylko lokalnie, ale i w skali całego kraju[2].

Komunistyczne miasta służyły więc jako okna wystawowe, przy pomocy których pokazywano zapowiedź lepszej przyszłości. Przykładowo, gdy w latach trzydziestych w podparyskim Villejuif (miasto z krótkimi przerwami rządzone przez PCF do dziś) otwarto nowy kompleks szkolny z Karolem Marksem jako patronem, stało się to wydarzeniem rangi krajowej. Otwarciu towarzyszyły huczne uroczystości, podczas których komunistyczny mer zachwalał nowoczesną szkołę, traktującą dzieci robotników po królewsku i otwierającą im nowe możliwości. Postępowy charakter inwestycji miejskiej podkreślała awangardowa modernistyczna architektura, obecnie wpisana na listę dziedzictwa historycznego. Za projekt odpowiadał André Lurçat, jeden z czołowych architektów francuskiego modernizmu, bliski współpracownik Le Corbusiera. Na uroczystej inauguracji 9 lipca 1933 r. sam mer Villejuif, pisarz i działacz PCF Paul Vaillant-Couturier, tłumaczył ten wybór: „Szkoła Villejuif nie jest ani szkołą luksusową, ani szkołą-więzieniem, ani szkołą-koszarami. Jest szkołą światła, kwiatów, zieleni i świeżego powietrza – powstała po to, by kochały ją dzieci robotników.”

Tymczasem na łamach L’Humanité wpływowy polityk PCF Marcel Cachin zapewniał: „Ta szkoła jest zapowiedzią przyszłości, początkiem, wzorem i przykładem. […] Udowadnia, że francuscy bolszewicy, nawet skrępowani i ograniczeni przez burżuazyjną administrację, są zdolni do wielkich dokonań, których burżuazyjne samorządy nie potrafią zrealizować”[3]. Takie stwierdzenia często towarzyszyły inwestycjom miejskim podejmowanym z inicjatywy komunistycznych samorządów. Także w polityce mieszkaniowej.

Charakterystyczne dla komunistycznego zarządzania miastami było bowiem budowanie na dużą skalę nowoczesnych mieszkań dla osób o niskich dochodach w odpowiedzi na panujący w obu państwach kryzys mieszkaniowy. Odbywało się to w ramach szeroko zakrojonych programów budownictwa publicznego, we Francji często w formie HLM (habitation à loyer modéré), czyli tanich lokali o niskich czynszach. Skala zaangażowania samorządów PCF w tę politykę była nieproporcjonalnie duża względem ich zasięgu terytorialnego: ze  151 wielkich osiedli (grands ensembles) wybudowanych w rejonie stołecznym w latach 1947-1971 aż 74 powstały w gminach rządzonych przez komunistów – choć te przeciętnie skupiały około 20% ludności regionu paryskiego. Innymi słowy, niemal połowa wielkich powojennych osiedli w Île-de-France stanęła na terenie czerwonego pasa[4].

We Włoszech o polityce społecznej komunistów dobrze świadczyło porównanie miast rządzonych przez PCI oraz inne partie. Przykładowo, w latach siedemdziesiątych, w stanowiącej centrum włoskiego komunizmu Bolonii do żłobków i przedszkoli uczęszczało ponad 80% dzieci w odpowiednim wieku, a opłata nie przekraczała 35 dolarów miesięcznie (rodziny o niskich dochodach były z niej zwolnione). Dla porównania – w rządzonym wówczas przez chadecję Rzymie odsetek ten wynosił zaledwie 20%. Bolońscy komuniści finansowali też z budżetu miasta remonty kamienic w historycznym centrum, w zamian za co przejmowali kontrolę nad czynszami, a czasem nad całymi mieszkaniami, aby zapobiec wypieraniu dotychczasowych, uboższych mieszkańców przez gentryfikację. W lewicowym bastionie sprawnie działała także komunikacja miejska, z darmowymi przejazdami dla uczniów i studentów, a w określonych porach dnia także dla wszystkich mieszkańców miasta.

Dla zdominowanych przez komunistów samorządów nie mniej ważna była polityka kulturalna. Stanowiła ona nie tyle dodatek do inwestycji społecznych, co ich naturalne uzupełnienie. Jej celem było nie tylko zapewnienie mieszkańcom dostępu do teatru, bibliotek czy sztuki współczesnej, ale także budowanie trwałej lokalnej wspólnoty opartej na wartościach ruchu robotniczego. Instytucje kultury miały wychowywać obywateli równie skutecznie jak szkoły czy programy mieszkaniowe. Objawiało się to np. poprzez duże inwestycje kulturalne w podparyskim czerwonym pasie. Powstały m.in. teatry w Aubervilliers, Gennevilliers i Ivry, związane ze znanymi twórcami, a w Vitry z czasem ukształtowało się centrum sztuki współczesnej, które u progu XXI w. zaowocowało powstaniem muzeum MAC-VAL. Analogiczne działania podejmowali komuniści włoscy, których aktywność, poza rozwijaniem sztuki, obejmowała wspieranie życia akademickiego oraz pielęgnowanie lokalnych tożsamości przez rocznice i uroczystości symboliczne, budujące ciągłość między lokalną wspólnotą a historią całego ruchu robotniczego.

Oczywiście miało to też wymiar polityczny – liczono na to, że wzmacnianie kultury robotniczej oraz integracja mieszkańców z różnych środowisk przełoży się na popularyzację poglądów komunistycznych. Stąd obie partie prowadziły aktywną politykę kulturalną także we własnym zakresie, czasem współpracując z przyjaznymi władzami miejskimi[5]. Przejawem tych aliansów były wielkie doroczne festyny organizowane przez struktury partyjne, czyli Fête de l’Humanité we Francji i Feste dell’Unità we Włoszech. Łączyły one zbiórkę funduszy na partyjną prasę z rozrywką: muzyką, jedzeniem, tańcami.

Mimo daleko posuniętego wykorzystywania administracji samorządowych do promocji politycznej, historycy obu partii podkreślają wyjątkową uczciwość komunistycznych urzędników[6][7]. Brak problemów z korupcją w lewicowych samorządach może zaskakiwać szczególnie we Włoszech, które w okresie powojennym borykały się z problemem nadużyć władzy. Skandale z udziałem komunistów należały do rzadkości. Dzięki niższemu niż w przeciętnych administracjach lokalnych poziomowi korupcji usługi publiczne w ich samorządach rozwijano sprawniej niż gdziekolwiek indziej. Jeśli nie przekonuje nas wyjaśnienie odwołujące się do idealizmu działaczy PCI i PCF, możemy znaleźć kilka pragmatycznych powodów ich uczciwości.

Ponieważ miasta pod władzą PCI/PCF były wspomnianymi już oknami wystawowymi, partie dbały o to, by nie zrobiły im złej prasy. Choć każdemu ugrupowaniu zależy na dobrym wizerunku lokalnych działaczy, komuniści osiągnęli w tej kwestii przewagę dzięki większej kontroli organów centralnych nad swoimi reprezentantami we władzach miejskich. Lokalni „baronowie” innych partii osiągali sporą autonomię, budując własne, niezależne od centrali zaplecze polityczne, podczas gdy komunistyczni burmistrzowie i radni – niezależnie od osobistej popularności – pozostawali podporządkowani strukturom partyjnym. To właśnie partia, za pośrednictwem swoich organów kierowniczych, faktycznie wyznaczała kierunek polityki miejskiej, ograniczając pole do prywaty i lokalnych układów korupcyjnych. Ponadto komunistyczni działacze zdawali sobie sprawę, że w państwach rządzonych przez wrogo nastawioną prawicę patrzy im się na ręce bardziej niż komukolwiek innemu. Działacze lewicy mieli się więc na baczności, czego świadectwem może być fakt, że podczas fali głośnych procesów antykorupcyjnych w latach dziewięćdziesiątych we Włoszech (mam tu na myśli przede wszystkim śledztwo mani pulite z 1992 r.) politycy PCI jako jedyni spośród głównych ugrupowań zostali niemal nietknięci.

Polityka lokalna a krajowa

Z powyższej historii wyłania się pozytywny obraz komunistycznych samorządów. Mimo tego stosunek komunistów do zarządzania miastami nie był tak entuzjastyczny, jak mogłoby się wydawać. Liderzy PCF przestrzegali przed czymś, co nazywano „kretynizmem samorządowym”. Za tym pojęciem kryło się nadmierne przykładanie wagi do polityki lokalnej oraz przecenianie możliwości komunistycznych merów[8]. Zgodnie z logiką partii, dopóki rewolucja nie pozwoli komunistom przejąć władzy i zerwać z dotychczasowym porządkiem, nie może być mowy o prawdziwie komunistycznym zarządzaniu. Samorządowa praktyka w najlepszym razie dawała jedynie skromny przedsmak tego, jak mogłoby wyglądać przyszłe społeczeństwo. Termin ten jest pokrewny znanemu z „18 Brumaire’a Ludwika Bonaparte” Marksa pojęciu „kretynizmu parlamentarnego”, które miało przestrzegać przed nadmiernym skupianiem się na polityce bieżącej ze szkodą dla rewolucyjnych dążeń ruchu komunistycznego.

Zarządzanie miastami miało w związku z tym stanowić jedynie środek do celu, a nie cel sam w sobie: udowodnić zdolność komunistów do efektywnego sprawowania władzy oraz zwiększyć ich popularność, a w perspektywie długofalowej przybliżyć ich do objęcia sterów państwowych. Sceptycyzm wobec możliwości samorządowego komunizmu charakteryzował komunistów zwłaszcza w międzywojniu oraz wczesnym okresie powojennym, ponieważ późniejsi politycy PCI/PCF byli już bardziej podatni na to, co ich poprzednicy nazywali kretynizmem samorządowym[9]. Obie partie w swoim dążeniu do akceptacji politycznej (rozumianej jako zwiększenie zdolności koalicyjnych i zarazem poszerzenie bazy wyborczej) coraz bardziej porzucały radykalizm, odkładając rewolucję na świętego nigdy i w pełni oddając się polityce gabinetowej. Zarządzanie miastami stało się dla komunistów wartością samą w sobie. Ponieważ ich osiągnięcia ograniczały się do poziomu lokalnego, kosztowne wizerunkowo okazały się dla nich błędy, których nie udało się w pełni uniknąć w samorządowej polityce.

„Problemy niesławnych przedmieść (banlieues) podkopywały prestiż samorządowego komunizmu.”

Czkawką francuskim komunistom odbiła się budowa wielkich osiedli mieszkaniowych dla osób o niskich dochodach. Z jednej strony nowoczesne mieszkania dla wielu lokatorów stanowiły skok w jakości życia – wystarczy przypomnieć, że w latach 40. połowa mieszkań we Francji nie miała bieżącej wody, a posiadanie łazienki było luksusem. Setki tysięcy ludzi żyły w slumsach, niedobór mieszkaniowy szacowano na kilka milionów. Z drugiej strony wiele miast rządzonych przez PCF boleśnie odczuło błędy nierzadko popełniane przy szybkiej budowie osiedli o wielkości całych miast. Symbolem nowej urbanistyki stało się Sarcelles pod Paryżem: z 8 tysięcy mieszkańców w 1954 r. jego populacja skoczyła do 52 tysięcy w 1968 r. Tak gwałtowny wzrost, typowy dla wielu grands ensembles z epoki, zrodził problemy związane z infrastrukturą towarzyszącą. Utrudniony dostęp do usług, transportu czy szkół długo ciążył nad wizerunkiem tych osiedli i sprzyjał gettoizacji ludności napływowej. Problemy niesławnych przedmieść (banlieues) podkopywały prestiż samorządowego komunizmu. Warto dodać, że nie bez znaczenia była tu polityka rządzącej państwem prawicy. Gaulliści świadomie koncentrowali budownictwo społeczne w miastach pod władzą PCF, uznając je za terytoria politycznie stracone. Woleli bowiem aby kolejnych niezamożnych wyborców przybywało w okręgach lewicowych, niż budować osiedla HLM w gminach bogatszych, co byłoby bardziej wyważoną polityką społeczną, ale potencjalnie kosztowną wyborczo w systemie opartym na ordynacji większościowej.

Polityka obliczona na koncentrację ludowego elektoratu w okręgach już zarządzanych przez lewicę mogła swego czasu utrudnić komunistom dalsze postępy i wyjście poza swoje tradycyjne bastiony, ale wraz z trwającym przynajmniej od lat osiemdziesiątych kryzysem PCF takie kalkulacje przestały mieć znaczenie. Priorytetem dla komunistycznego kierownictwa stało się nie poszerzanie swoich wpływów, lecz zahamowanie regresu – bez powodzenia, bowiem sytuacja komunistów wróciła do poziomu przedwojennego. Pod ich rządami pozostaje archipelag przeważnie średniej wielkości miast, z wyraźną dominacją regionu paryskiego. Na czternaście rządzonych przez komunistów miejscowości liczących ponad 40 tysięcy mieszkańców tylko Nîmes, Martigues oraz Dieppe są w innych częściach kraju. Tymczasem PCI dokonało na przełomie lat 80 i 90 faktycznego samorozwiązania, przekształcając się w ugrupowanie socjaldemokratyczne, co być może było ceną za utrzymanie większości czerwonych bastionów.

Z tej perspektywy bilans komunizmu samorządowego jest niejednoznaczny. Jako sposób rządzenia miastem sprawdził się ponadprzeciętnie: czerwone gminy cieszyły się sprawniejszymi usługami publicznymi, uczciwszą administracją i bogatszą ofertą kulturalną niż miasta rządzone przez inne partie. Jako projekt polityczny i trampolina do władzy krajowej okazał się jednak zawodny: ani PCF, ani PCI nigdy nie przełożyły lokalnej legitymizacji na rządy w skali państwa, a z czasem obie partie zaczęły tracić nawet swoje historyczne bastiony.

W podobnej sytuacji znajduje się współcześnie Komunistyczna Partia Austrii, która zarządza drugim miastem kraju – Grazem. Mimo uznania, jakie komuniści zyskują z tego powodu (burmistrzyni z jej ramienia dostała parę lat temu nagrodę World Mayor Prize), wciąż nie udało im się wrócić do krajowego parlamentu. Trudno więc również traktować niedawne zwycięstwo komunistycznego kandydata we włoskiej Molfetcie jako zapowiedź odrodzenia się komunizmu na półwyspie apenińskim.

Historia PCI i PCF pokazuje, że władza samorządowa, choć potrafi realnie poprawiać jakość życia, nie gwarantuje sukcesu partii w polityce ogólnokrajowej. Ten sam elektorat może kierować się zupełnie innymi priorytetami w kwestiach ogólnopaństwowych i lokalnych. Przed nadmierną wiarą w „marsz przez samorządy” przestrzegali sami komuniści. Z merostwa do Pałacu Elizejskiego daleka droga.


Artur Troost

Doktorant na Uniwersytecie Warszawskim. Absolwent historii i socjologii, studiował także na Panthéon-Sorbonne w Paryżu. W ramach pracy naukowej zajmuje się historią najnowszą Europy Zachodniej.


[1] D. Sassoon, One hundred years of socialism, Londyn 2010, s. 582.

[2] A. Stern, Political Legitimacy in Local Politics: The Communist Party in Northeastern Italy, [w:] Communism in Italy and France, s. 222.

[3] R. Martelli, 1920-2020: Le communisme dans ses municipalités, s. 50.

[4] Ibidem, s. 56.

[5] P. Lange, The PCI at the Local Level: A Study of Strategic Performance, [w:] Communism in Italy and France, s. 287.

[6] G. Lavau, The PCF, the State, and the Revolution: An Analysis of Party Policies, Communications, and Popular Culture,[w:]Communism in Italy and France, s. 128.

[7] G. Pasquino, From Togliatti to the Compromesso Storico: A Party with a Governmental Vocation, [w:] The Italian Communist Party. Yesterday, Today, and Tomorrow, s. 96.

[8] R. Martelli, 1920-2020: Le communisme dans ses municipalités, s. 45.

[9] J. Milch, The PCF and Local Government: Continuity and Change, [w:] Communism in Italy and France, s.