01.05.2025

Ile kosztują prawa reprodukcyjne? Krótka historia prywatyzacji i komercjalizacji zabiegu aborcji

Często myślimy o aborcji jako o problemie natury moralnej. Próbując odpowiedzieć na pytanie, kto i kiedy może przerwać ciążę, rozważamy status ontologiczny płodu, początek życia i wolność jednostki do decydowania o własnym ciele. Jednak niespodziewane dwie kreski na teście ciążowym, które pojawiają się w niewłaściwym momencie mogą sprawić, że zamiast głowić się nad etycznym wymiarem aborcji, zadajemy sobie przede wszystkim pytanie: „jak?”. A w szczególności: „za co?”.

Jeżeli miałyśmy szczęście i wystarczająco wcześnie zorientowałyśmy się o niechcianej ciąży, a dodatkowo kiedyś na czarnym proteście usłyszałyśmy o organizacji Women Help Women, za aborcję zapłacimy około 350 złotych. Jeżeli jednak jesteśmy zmuszone skorzystać z usług zagranicznej kliniki, musimy liczyć się z wydatkiem od 200 do 1500 euro[1]. A do tego należy doliczyć jeszcze koszty podróży i noclegu1. Odkąd aborcja została prawie całkowicie wyeliminowana z publicznych świadczeń zdrowotnych we wczesnych latach 90-tych, prawo do stanowienia o sobie, ochrony zdrowia, a w niektórych przypadkach nawet życia, które gwarantował powszechny dostęp do zabiegu przerywania ciąży, stało się towarami na wolnym rynku.

Kwestia kobieca a socjalizm

Stabilnym prawem gwarantującym powszechny dostęp do aborcji Polki ostatni raz cieszyły się za czasów PRL-u. Polityka wschodnioeuropejskich państw socjalistycznych, która wyrzekła się różnicowania obywateli ze względu na płeć we wszystkich sferach życia, jednak ze szczególnym naciskiem na aktywizację zawodową kobiet, z pewnością po części wynikała z praktycznej potrzeby zwiększenia ilości rąk do pracy i realizacji programów szybkiej industrializacji po II wojnie światowej. Niemniej jednak, ideologiczne podstawy dla równouprawnienia kobiet i mężczyzn Fryderyk Engels położył już w XIX wieku. Łączył on społeczną pozycję kobiety z relacjami klasowymi i wyzyskiem wpisanym w system kapitalistyczny. Nierówności płciowe miały mieć źródło w odejściu od kolektywnego procesu wychowywania i opieki nad dziećmi oraz prowadzenia wspólnotowego gospodarstwa domowego na rzecz monogamicznego małżeństwa. Według Engelsa dominująca w kapitalizmie forma związku pomiędzy kobietą i mężczyzną, w której główna rola żony to rodzenie dzieci i bezpłatna praca opiekuńcza, miała na celu ochronę owoców akumulacji kapitału i jego centralizację poprzez zapewnienie trwałości związku małżeńskiego i pewności co do ojca dzieci, które mają odziedziczyć jego majątek[2]. W tej optyce kobieca seksualność, ze względu na swoją rolę w procesie prokreacji, podlega o wiele większej ilości obostrzeń niż męska, co przejawia się na przykład w większej tolerancji dla niewierności małżeńskiej mężów niż żon. Stąd Engels twierdził, że usunięcie nierówności klasowych w zasadzie automatycznie rozwiązałoby również problem tzw. kwestii kobiecej. Zniesienie własności prywatnej nie pociągnęło jednak za sobą upadku patriarchatu.

W 1920 roku Związek Radziecki stał się pierwszym państwem w Europie, które zalegalizowało przerywanie ciąży do 12 tygodnia. Lenin dowodził, że zakaz aborcji narusza „wolność propagandy medycznej oraz elementarne prawa demokratyczne obywateli[3]”. Oprócz tego, młode państwo radzieckie, zamiast obciążać kobiety obowiązkami domowymi i opieką nad dziećmi, starało się budować przedszkola, żłobki, domy dziecka, jadłodajnie i pralnie publiczne. Początkowy entuzjazm wobec emancypacji kobiet szybko jednak wyparował w obliczu “bardziej palących” ekonomicznych, politycznych i demograficznych problemów. Liczba urodzeń drastycznie spadła i pojawił się lęk, że w połączeniu z wojennymi zniszczeniami i głodem, pokrzyżuje plany szybkiej modernizacji kraju[4].

Marksiści stali na stanowisku, że po zmianie ustroju społeczno-politycznego przerywanie ciąży stanie się marginalnym zjawiskiem. Jednak zaniepokojony spadającą dzietnością Józef Stalin nie chciał czekać i postanowił „zlikwidować” je ustawą. W 1936 roku, przy okazji wprowadzania państwowego terroru oraz arbitralnych czystek, wycofał wszystkie wcześniejsze liberalne rozwiązania. Wprowadził zakaz aborcji (z wyjątkiem zagrożenia życia lub zdrowia osoby w ciąży) oraz działania mające na celu „ochronę rodziny”, w ramach których kobiety posiadające dużą ilość potomstwa – „matki-bohaterki” – otrzymywały państwowe odznaczenia. W tym samym czasie ograniczono także możliwość rozwiązywania małżeństw w przypadku posiadania dzieci.

Prawo aborcyjne zostało ponownie zliberalizowane dopiero po śmierci Stalina – w 1955 roku. Przerywanie ciąży do 3 miesiąca znowu było dostępne „na żądanie” w szpitalu lub zakładzie leczniczym. Co ciekawe, zmiany w prawie aborcyjnym z 1936 i 1955 były uzasadniane dokładnie tymi samymi argumentami: ochroną zdrowia kobiet oraz “poziomem świadomości kobiety radzieckiej”[5]. Prawa kobiet były w ten sposób instrumentalizowane i służyły jako zasłona dla działań będących w istocie zarządzaniem populacją, a nie programem emancypacyjnym.

Stachanowszczyzna w domu i w fabryce

W Polsce sytuacja wyglądała podobnie. W latach 50. promowano model kobiecości, w którym, na równi z mężczyzną, kobieta była aktywną uczestniczką życia gospodarczego, społecznego i politycznego. Pracowała w „męskim” zawodzie – w przemyśle hutniczym, górniczym, transportowym czy na budowie, była silna fizycznie i energiczna, wykonywała plan przed terminem i przekraczała normy. Nie oznaczało to jednak, że jej rola matki i gospodyni domowej schodziła na dalszy plan. Przeciwnie, w wielu przypadkach zrównanie obowiązków kobiet i mężczyzn w zakresie aktywności zawodowej dla tych pierwszych skutkowało tzw. „podwójnym obciążeniem”. Wypełniały one obowiązki, które wcześniej przypadały mężczyznom – pracę zarobkową i utrzymywanie rodziny, jednocześnie nie będąc zwolnionymi z zadań związanych z utrzymywaniem domu i wychowywaniem dzieci.

Władze PRL deklarowały zwrócenie szczególnej uwagi na kwestie związane z „opieką nad matką i dzieckiem”. Mimo tego, ze względu na złe warunki ekonomiczne, ograniczony dostęp do służby zdrowia oraz systematyczne łamanie praw kobiet w zakresie pracy i ochrony macierzyństwa, sytuacja wielu kobiet była bardzo trudna. Poza wyjątkowymi przypadkami, określonymi w kodeksie karnym uchwalonym jeszcze w 1932 roku, kobiety nie miały też prawa do kontrolowania swojej płodności poprzez usunięcie niechcianej ciąży, a świadomość i dostępność środków antykoncepcyjnych była na bardzo niskim poziomie.

Nie oznaczało to jednak, że aborcji nie było. Wręcz przeciwnie, problem licznych nielegalnych zabiegów przerwania ciąży był często dyskutowany na łamach prasy i w radiu[6]. W 1956 roku zabieg aborcji w prywatnym gabinecie lekarskim kosztował od 2000 do 2500 złotych[7]. Zwykła pensja wynosiła wtedy między 1000 a 2500 złotych, a nierzadko dochody całej rodziny były niższe niż 1000 złotych. Większość kobiet w niechcianej ciąży była więc zmuszona do wykonania zabiegu samej lub przez osoby bez odpowiednich kwalifikacji, co często kończyło się tragicznie. Zmiany w obrębie praw reprodukcyjnych, które nastąpiły po śmierci Stalina, miały więc dla życia wielu kobiet znaczenie rewolucyjne.

Liberalizacja prawa aborcyjnego w ZSRR dała impuls do rozszerzenia zakresu praw reprodukcyjnych w innych krajach bloku wschodniego, w tym w Polsce. W 1956 roku uchwalono ustawę o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, która zezwalała na aborcję z powodów zdrowotnych, trudnych warunków socjalnych lub gdy ciąża była wynikiem przestępstwa. Jednak Ministerstwo Zdrowia nie podjęło wystarczających działań, aby ustawa mogła zostać w pełni wprowadzona w życie. W placówkach medycznych brakowało odpowiedniego wyposażenia, wykwalifikowanego personelu oraz koniecznych środków leczniczych. Zdarzało się także, że ze względu na niejasne sformułowania zawarte w ustawie kobiety spotykały się z odmową wykonania zabiegu. Lekarze kwestionowali orzeczenia, żądali dodatkowych badań, zaświadczeń o warunkach mieszkaniowych czy wysokości zarobków. W związku z tym w 1959 roku znowelizowano przepisy. Od teraz, aby uzyskać zgodę na przerwanie ciąży wystarczyło oświadczenie o trudnej sytuacji materialnej, co w praktyce równało się wprowadzeniu aborcji „na żądanie”.

Liberalizację prawa aborcyjnego można łączyć ze zmianami w polityce demograficznej partii. W pierwszej połowie lat 50. przyrost naturalny w Polsce osiągnął pół miliona rocznie, co budziło optymizm w odbudowującym się po II wojnie światowej kraju. Jednak w drugiej połowie dekady stało się jasne, że tak duża liczba ludności stanowi obciążenie dla niewystarczająco rozwiniętego systemu mieszkaniowego i sektora usług. Władze obawiały się, że aby jednocześnie zrekompensować utrzymujące się po wojnie braki oraz zaspokoić potrzeby konsumpcyjne rosnącej populacji, gospodarka będzie musiała zmienić kurs z produkcji wojennej i rozwoju przemysłu na produkcję ukierunkowaną na konsumentów[8].  Wysoki współczynnik urodzeń mógł ograniczyć akumulację dóbr konieczną do budowy socjalizmu, blokować postęp techniczny i wzrost jakości życia (poprzez brak codziennej infrastruktury, rosnące problemy mieszkaniowe oraz groźbę wzrostu bezrobocia), co z kolei wpłynęłoby negatywnie na poparcie społeczne dla władz PRL. Wobec tych problemów, Władysław Gomułka podjął dążenia do ograniczenia liczby urodzeń. Niemniej jednak, bez względu na to, czy ówcześni rządzący kierowali się ideą równouprawnienia kobiet czy politycznym cynizmem, wprowadzone w 1956 i 1959 roku reformy miały fundamentalny wpływ na zdrowie i życie tysięcy Polek. Już w 1957 roku w publicznych placówkach medycznych przeprowadzono ponad 35 tysięcy aborcji, a w 1960, po drugim rozporządzeniu ministra, liczba zabiegów przekroczyła 150 tysięcy.

Demokracja w zamian za prawa kobiet

Wraz z końcem komunizmu skończyła się wolność reprodukcyjna Polek. Na skutek kampanii Kościoła Katolickiego i powiązanych z nim środowisk, która rozpoczęła się już we wczesnych latach 80., kobiety utraciły prawo do aborcji. W 1993 roku uchwalono Ustawę o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, która zakazywała aborcji z trzema wyjątkami: w celu ratowania zdrowia lub życia kobiety, z powodu wad płodu lub gdy ciąża była wynikiem przestępstwa. Jednak aborcje wykonywane z powodu tych trzech przyczyn stanowiły ułamek wszystkich przeprowadzanych aborcji w Polsce. W praktyce więc ustawa prawie całkowicie wyeliminowała dostęp do legalnie przeprowadzonego zabiegu w publicznych szpitalach.

Od tego momentu Polki w niechcianej ciąży muszą szukać sposobów na zrobienie aborcji na wolnym rynku. W latach 2000. kosztowała ona od 2000 do 4000 złotych, przy średniej pensji wynoszącej 2000 złotych[9]. Reklamy płatnego zabiegu, przy odrobinie wprawy bez problemu można było znaleźć w gazetach, w tym w największej polskiej gazecie codziennej – „Gazecie Wyborczej”. Jak pokazują badania Joanny Mishtal, kobiety dobrze orientowały się, co kryje się pod hasłami takimi jak: „wszystkie usługi”, „skomplikowane zabiegi”, „wywoływanie miesiączki” czy „dyskretnie”[10].

Reklamy aborcji, Gazeta Wyborcza, czerwiec 2002[11]

Nic więc dziwnego, że środowisko lekarskie nie zaangażowało się w walkę o przywrócenie prawa do aborcji, prowadzoną głównie przez fundacje pozarządowe takie jak Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Przekierowywanie kobiet w potrzebie do prywatnych gabinetów było dla nich opłacalne. Nawet w przypadkach, kiedy aborcja byłaby wskazana z powodów przewidzianych w ustawie, lekarze w publicznych placówkach nie zawsze byli skłonni ją wykonać, odsyłając tym samym kobiety do kolegów oferujących przeprowadzenie zabiegu prywatnie i za wysoką stawkę.

Najgłośniejszym tego typu przypadkiem była sprawa Alicji Tysiąc, której odmówiono przerwania ciąży mimo uzasadnionych przesłanek zdrowotnych. Ze względu na to, że kobieta przeszła już dwa cesarskie cięcia, za wykonanie aborcji w prywatnym gabinecie lekarz zażądał od niej 5000 zł – kwoty, na którą nie mogła sobie pozwolić. Alicja Tysiąc kontynuowała ciążę aż do porodu, w wyniku czego została trwale niewidoma.

Antyaborcyjna ustawa z 1993 nie była jedyną szkodliwą dla zdrowia kobiet zmianą, jaką przyniosła transformacja. Nowa polityka państwa doprowadziła do prywatyzacji usług publicznych, zmniejszenia środków ochrony pracy oraz wycofywania się państwa z obszarów opieki społecznej. Urlop macierzyński został skrócony z 26 do 16 tygodni, ograniczono dostępność świadczeń rodzinnych poprzez wprowadzenie kryteriów dochodowych, a większość placówek opieki nad dziećmi została sprywatyzowana[12].

Najistotniejszą konsekwencją przemian z przełomu lat 80. i 90. było pogłębienie nierówności społecznych. Prawa reprodukcyjne, w tym prawo do decydowania o własnym ciele, zdrowia, informacji i bezpieczeństwa, stały się towarami na rynku, dostępnymi tylko dla tych, których na nie stać. Wraz z praktycznie całkowitym wyeliminowaniem aborcji z usług świadczonych przez publiczne szpitale, dostęp do zabiegu stał się o wiele trudniejszy dla osób w gorszej sytuacji materialnej, z mniejszych miast i wsi, bez dostępu do wiedzy i kapitału społecznego. Ceny aborcji na prywatnym rynku nie są regulowane, a kliniki aborcyjne nie mają motywacji do konkurowania ze sobą poprzez ich obniżanie. Potrzeba aborcji często stawia kobiety w kryzysowym położeniu, co przekłada się na ich słabą pozycję negocjacyjną. Pozornie uniwersalne i przyrodzone prawa w praktyce przysługują tylko tym, którzy dysponując odpowiednimi zasobami materialnymi i niematerialnymi, mogą nabyć prywatną wizytę w gabinecie ginekologicznym, zapłacić za wyjazd do zagranicznej kliniki aborcyjnej czy kupić zestaw tabletek do przerwania ciąży z bezpiecznego źródła. Prawa, które powinny być gwarantowane, są po prostu sprzedawane.

Ograniczanie praw reprodukcyjnych nigdy nie sprawia, że aborcje znikają, a jedynie, że przenoszą się do prywatnych gabinetów dyskretnie poleconych lekarek, do klinik na Słowacji lub – w najgorszym wypadku – do prywatnych mieszkań osób bez odpowiednich kwalifikacji. Tam, gdzie państwo nie wypełnia swojej roli, wchodzi wolny rynek. A cierpią na tym jak zwykle najbiedniejsi. 


Julia Kondratowicz: socjolożka i badaczka, doktorantka w Szkole Doktorskiej Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie przygotowuje rozprawę o prawach reprodukcyjnych i religijności.


[1] Aborcyjny Dream Team, Koszt aborcji w zagranicznej klinice, https://adt.pl/aborcja/za-granica/kliniki/, [dostęp: 22.01.2025].

[2] F. Engels, Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła wybrane, t. II, Warszawa 1949.

[3] W. Lenin, Dzieła, t. XIX, Warszawa 1957, s. 231.

[4] K. Ghodsee, Why Women Have Better Sex Under Socialism and Other Arguments for Economic Independence. Londyn 2018.

[5] A. Czajkowska, O dopuszczalności przerywania ciąży, w: M. Kula (red.), Kłopoty z seksem w PRL. Rodzenie nie całkiem po ludzku, aborcja, choroby, odmienności, Warszawa 2012, s. 99-186.

[6] Ibidem.

[7] H. Wolińska, Przerywanie ciąży w świetle prawa karnego, Warszawa 1962, s. 83.

[8] S. Kuźma-Markowska, Marx or Malthus? Population debates and the reproductive politics of state-socialist Poland in the 1950s and 1960s. The History of the Family, 25(4), 2020, s. 576-598.

[9] F. Girard, W. Nowicka, Clear and Compelling Evidence: The Polish Tribunal on Abortion Rights, Reproductive Health Matters, 10(19), 2002, s. 22–30.

[10] J. Mishtal, Neoliberal reforms and privatisation of reproductive health services in post-socialist Poland, Reproductive Health Matters, 18(36), 2010, s. 56-66.

[11] Ilustracja zaczerpnięta z: J. Mishtal, Neoliberal reforms and privatisation of reproductive health services in post-socialist Poland, Reproductive Health Matters, 18(36), 2010, s. 61. Oryginalnie opublikowana w: Gazeta Wyborcza, czerwiec 2002.

[12] J. Kocourková, Leave arrangements and childcare services in Central Europe: Policies and practices before and after the transition. Community, Work & Family, 5(3), 2002, s. 301–318.

[s1]Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Fusce quis auctor lorem. Morbi id nibh lectus. Quisque lobortis quis risus cursus pharetra. Vivamus est mi, ornare sit amet pretium ut, varius quis dolor. Nam eu diam nisl. Curabitur tempor fermentum nisi et luctus. Sed a nibh at nisi gravida lacinia.
[s2]Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Fusce quis auctor lorem. Morbi id nibh lectus. Quisque lobortis quis risus cursus pharetra.
[s4]Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Fusce quis auctor lorem. Morbi id nibh lectus. Quisque lobortis quis risus cursus pharetra.