26.10.2026

Młodzi wchodzą w życie polityczne, władza odpowiada represjami [rozmowa]

Rozmowa z Samuelem Hayatem

Dochodzi do rzeczywistego połączenia różnych ruchów, które zmienia charakter protestu. Wyłania się nowy podmiot polityczny: całe pokolenie.

Samuel Hayat jest badaczem w Centrum Badań Politycznych Sciences Po. Zajmuje się reprezentacją polityczną i rewolucjami XIX wieku, łącząc perspektywę teorii politycznej z historią idei.


Łukasz Ostrowski: W ostatniej dekadzie obserwowaliśmy we Francji co najmniej trzy główne formy protestu: ruch żółtych kamizelek, bunty młodzieży z przedmieść oraz ruch strajkowy koordynowany przez porozumienie central związkowych Intersyndicale. Jak na ich tle przedstawiają się obecne protesty pod względem charakteru politycznego i składu społecznego? Czy można uznać je za kontynuację tamtych fal protestu, czy też mamy do czynienia ze zjawiskiem zasadniczo odmiennym?

Samuel Hayat: W obecnych protestach widać zarówno ciągłość z trzema przywołanymi formami mobilizacji jak i nowe zjawiska. Ciągłość dotyczy przede wszystkim repertuaru działań. Obecny ruch korzysta z form znanych z protestów związkowych, takich jak duże demonstracje uliczne. Sięga też po formy charakterystyczne raczej dla zamieszek, do których dochodziło na francuskich przedmieściach w ostatnich dekadach, zwłaszcza w odpowiedzi na śmierć młodych ludzi wskutek działań policji. Odnajdujemy w nim również zdecentralizowane formy organizacji, poza wszelkimi sformalizowanymi strukturami i instytucjami, dość typowe dla ruchu żółtych kamizelek.

Pojawiają się jednak także zupełnie nowe elementy. Pierwszym są blokady liceów. To forma typowa dla ruchów licealnych z ostatnich lat, ale nigdy dotąd nie przybrała tak masowego charakteru. Wcześniej do blokad dochodziło sporadycznie i zazwyczaj trwały one krótko. Tym razem ruch licealny ma bardzo szeroki zasięg. Zaczął się w liceach na przedmieściach, a następnie objął publiczne licea w centrach miast. Rzadziej, ale na zauważalną skalę, dotarł też do niektórych szkół prywatnych (we Francji do placówek prywatnych uczęszcza około jednej piątej uczniów szkół średnich). Nowością jest więc skala mobilizacji licealistów. Uczestniczy w niej także ruch studencki, który odgrywał istotną rolę we wcześniejszych protestach, zwłaszcza przeciwko kolejnym reformom uniwersytetów, lecz w ostatnich latach wyraźnie osłabł w porównaniu z mobilizacjami z pierwszej dekady XXI wieku.

Jednak najważniejszą nowością jest wielkość koalicji, która stoi za protestami. W ostatnich dekadach obserwowaliśmy pewne rozdrobnienie ruchów społecznych. Na przykład w 2023 roku ruch związkowy przeciwko reformie emerytalnej nie połączył się z protestami na przedmieściach przeciwko przemocy policyjnej. Tutaj dochodzi do rzeczywistego połączenia różnych ruchów (związkowego, studenckiego, ruchu przedmieść, licealistów i żółtych kamizelek), które zmienia charakter protestu. Z połączenia tych ruchów wyłania się, moim zdaniem, nowy podmiot polityczny: całe pokolenie. Najogólniej rzecz ujmując, 17 października zbuntowała się młodzież wraz ze swoimi sojusznikami. Wydarzenia 17 października 2026 roku można więc wpisać w falę ruchów pokolenia Z, która obejmuje dziś wiele krajów. To pokolenie buntowało się w Nepalu, Bangladeszu, na Madagaskarze, na Sri Lance, a ostatnio w Indiach. Podobne mobilizacje miały lub mają miejsce także w krajach europejskich, takich jak Włochy, Belgia czy Albania.

Skąd bierze się ten społeczny „rozłam pokoleniowy” i rozwój ruchów, w których młodzież występuje jako podmiot polityczny? Czy jest to zjawisko bez precedensu w historii?

Członków tego pokolenia łączy kilka poważnych problemów. Pierwszym jest wykluczenie polityczne w starzejących się społeczeństwach, w których o wynikach wyborów decydują przede wszystkim starsi. Drugim jest pogarszająca się pozycja ekonomiczna, w związku z tym, że dyplom nie gwarantuje już awansu społecznego. Dochodzi do tego kryzys klimatyczny, który sprawia, że przyszłość jawi się jako zagrożenie. Ci młodzi ludzie wyraźnie czują, że gra polityczna nie jest fair. Samo poczucie wspólnej krzywdy jednak nie jest decydujące. Pokolenie Z staje się podmiotem politycznym w toku mobilizacji, w której kluczową rolę odgrywają media społecznościowe. Dzięki nim powstaje wspólna kultura tego pokolenia, która przekracza granice państw, z własnymi symbolami i odniesieniami, takimi jak flaga z mangi One Piece czy postacie superbohaterów. Dzięki nim uczestnicy buntów w różnych krajach mogą też bardzo szybko naśladować się nawzajem.

Czy to zjawisko bez precedensu? Niezupełnie. Młodzi ludzie często znajdowali się w centrum wielkich wstrząsów, a niekiedy byli ich główną siłą, jak studenci w latach sześćdziesiątych. Ale we Francji w 1968 roku bunt miał przede wszystkim charakter studencki, nie obejmował całej młodzieży, a przy tym opierał się na ruchu robotniczym i jego organizacjach. Dzisiaj buntuje się całe pokolenie, w tym licealiści z dzielnic robotniczych i młodzi ludzie, którzy już pracują. Przede wszystkim nie występuje ono już wyłącznie jako grupa z własnymi, szczególnymi postulatami. Chce zarazem występować jako reprezentant całego ludu. Pozostaje pytanie, kto po drugiej stronie będzie gotów uznać je za takiego reprezentanta.

Rząd wprowadził na niektórych obszarach godzinę policyjną, a policja reaguje na protesty z wyjątkową brutalnością. Czy we Francji pojawiają się autorytarne formy sprawowania władzy, jak twierdzi część lewicy, czy też takie oceny są przesadzone?

W ostatnich tygodniach faktycznie obserwowaliśmy eskalację represji ze strony rządu. Najpierw, na długo przed początkiem zamieszek, władze próbowały wyjątkowo brutalnie stłumić ruch licealistów. 1 października 2026 roku podczas blokad liceów zatrzymano we Francji niemal 2000 osób w ciągu jednego dnia. Ponad 80 procent zatrzymanych stanowili nieletni. To niespotykana skala aresztowań, większa niż w którymkolwiek dniu protestów żółtych kamizelek czy zamieszek na przedmieściach w 2005 lub 2023 roku. Większa nawet niż podczas Maja ’68. Ostatni dzień w historii z większą liczbą zatrzymań, bo aż 12 tysiącami, miał miejsce 17 października 1961 roku. Demonstrację Algierczyków stłumiono wówczas z ogromną brutalnością, zabijając dziesiątki osób.

Od początku obecnego ruchu represje policyjne były więc wyjątkowo silne i nie słabły w kolejnych dniach. To częściowo wyjaśnia, dlaczego 17 października 2026 roku doszło do tak gwałtownej eskalacji. Wielu młodych ludzi było wściekłych z powodu tego, jak policja traktowała ruch licealistów w poprzednich tygodniach. Sami policjanci byli z kolei wyczerpani trzema tygodniami intensywnych, codziennych akcji. Doszło do kolejnej rekordowej fali zatrzymań, tym razem niemal 2400 osób. Byli to przeważnie młodzi dorośli, z których wielu natychmiast osadzono w areszcie i objęto postępowaniem karnym.

Następnie zastosowano arsenał środków prawnych rzeczywiście charakterystycznych dla reżimów autorytarnych. Zatrzymanym demonstrantom stawia się zarzuty związane z „przestępczością zorganizowaną”, masowo zakazuje się demonstracji, wprowadza godzinę policyjną. Prezydent Republiki oznajmił nawet, że odtąd jedynie związki zawodowe będą miały prawo zwoływać demonstracje, co jest jawnie sprzeczne z francuskim prawem. Jednak wspomniane represje, choćby miały autorytarny charakter, nie wystarczają jeszcze, by uznać francuski ustrój za autorytarny. Wymiar sprawiedliwości zachowa niezależność: ewidentnie bezprawne zakazy demonstracji będą zaskarżane do sądów i jest bardzo prawdopodobne, że decyzje rządu zostaną uchylone. Zanim to jednak nastąpi, będą bardzo skutecznie utrudniać mobilizację. Nie jest jednak pewne, czy wszystko pójdzie po myśli rządu: mimo licznych działań mających zapobiec demonstracjom 24 października na ulice i tak wyszły setki tysięcy ludzi, a liczba uczestników była równie duża jak tydzień wcześniej.

Pojawia się opinia, że kradzieże szkodzą ruchowi i osłabiają poparcie społeczne dla protestów. Co tłumaczy skalę niszczenia mienia podczas tych wystąpień?

Rzeczywiście wiele osób uważa, że grabieże z 17 października przekroczyły dopuszczalne granice. Z pewnością nie jest to zwyczajna praktyka, a już na pewno nie na taką skalę. Po części wynika to z okoliczności. Policja miała trudności z utrzymaniem porządku podczas demonstracji, które okazały się znacznie liczniejsze i bardziej bojowe, niż zakładano. Do tego funkcjonariusze byli wyczerpani trzema tygodniami codziennej obecności pod liceami. Ale to także skutek podsycania napięć przez rząd. Młodzi ludzie wyraźnie przestali czuć się zobowiązani do przestrzegania reguł. Represje doprowadziły ich do wściekłości, mają poczucie, że rząd w ogóle ich nie słucha. Znaczenie ma również to, że młode pokolenie w swoich protestach znacznie częściej sięga po takie metody walki. Widzieliśmy na przykład masowe grabieże po śmierci Nahela Merzouka w 2023 roku. Już wtedy wywołały one szok w znacznej części społeczeństwa.

Trzeba zrozumieć, że grabieże zawsze oznaczają porażkę w utrzymaniu porządku publicznego, ale zarazem wyrażają pragnienie ich uczestników, by zostać usłyszanym, oraz by samemu wymierzyć sprawiedliwość. Historia buntów pokazuje, że do grabieży dochodzi zwłaszcza wtedy, gdy ludzie uznają, że władza ich skrzywdziła. Stają się one wówczas swego rodzaju zadośćuczynieniem za krzywdę, której w swoim przekonaniu doznali. To nie wyjaśnia wszystkiego i z pewnością nie oznacza, że grabieże służą ruchowi. Wbrew twierdzeniom Emmanuela Macrona można jednak zrozumieć logikę, która za nimi stoi.

W Polsce narzucono protestom etniczną ramę interpretacyjną. Doszło do tego, że premier Donald Tusk zareagował na wydarzenia we Francji, publikując swoje zdjęcia z funkcjonariuszami Straży Granicznej i chwaląc się zahamowaniem migracji przez wschodnią granicę Polski. Czy środowiska centrowe i skrajnie prawicowe we Francji również sprowadzają protesty do problemu rzekomo „niezasymilowanych” imigrantów? Jaką rolę odgrywa w nich niezadowolenie mniejszości etnicznych i religijnych?

W przedstawieniu protestów bardzo szybko zaczęto podkreślać aspekt etniczny, głównie za sprawą sił konserwatywnych spoza Francji. Rządy Stanów Zjednoczonych i Rosji natychmiast przedstawiły grabieże jako skutek imigracji. W oczywisty sposób wykorzystują te wydarzenia na potrzeby własnej rasistowskiej polityki. Taki dyskurs jest jednak obecny również na francuskiej skrajnej prawicy, choć często przybiera zawoalowaną postać. Piętnuje się zagubiona młodzież oraz obecność na demonstracjach „przestępczego” i „obcego” elementu z przedmieść. W domyśle chodzi o osoby czarnoskóre i Arabów. Rzeczywiście są oni nadreprezentowani w dzielnicach przedmieść zamieszkanych przez klasy ludowe, a jest tak, ponieważ są nadreprezentowani w miejskiej klasie ludowej w ogóle.

Nie znaczy to jednak, że skrajna prawica sama wymyśliła rasowy wymiar tych protestów. W ruchach młodzieżowych bardzo silny jest bowiem antyrasizm. Sprzeciwiają się one systemowi, który w ich ocenie pozostaje we Francji głęboko rasistowski i dyskryminuje w szczególności osoby czarnoskóre i Arabów. Przede wszystkim zaś bardzo obawiają się dojścia rasistowskiej skrajnej prawicy do władzy w 2027 roku. Główne hasła ruchu licealistów wymierzone są w policję i w Zjednoczenie Narodowe. Nie możemy więc udawać, że kwestia rasizmu jest w tym ruchu nieobecna. Zarazem czarnoskórzy i arabscy uczestnicy protestów wyraźnie podkreślają wspólną przynależność do narodu francuskiego. Pragną przede wszystkim być pełnoprawną częścią systemu, który obecnie ich dyskryminuje.

Pojawiają się spekulacje, że na tym ruchu skorzysta Marine Le Pen w nadchodzących wyborach prezydenckich. Niektórzy komentatorzy spodziewają się scenariusza podobnego do wyborczego zwycięstwa de Gaulle’a po Maju ’68. Czy jednak, biorąc pod uwagę wyraźnie lewicowy charakter postulatów protestujących, nie należałoby oczekiwać, że skorzysta na tym właśnie lewica?

Ruch młodzieży ma miejsce w starzejącej się Francji, gdzie skłonność do głosowania na prawicę rośnie z wiekiem. Jest więc całkiem możliwe, że starsi Francuzi w większości odniosą się do niego z dezaprobatą. Dotyczy to zwłaszcza osób mieszkających poza centrami miast i przedmieściami, które były głównymi ośrodkami protestów licealistów i studentów. Może to zwiększyć chęć głosowania na prawicę lub skrajną prawicę. Sądzę jednak, że bardziej prawdopodobne jest utrwalenie dotychczasowych preferencji wyborczych niż przesunięcie ich w jedną czy drugą stronę. Moim zdaniem – zweryfikują je kolejne sondaże – zwolennicy ruchu zapewne jeszcze mocniej zwiążą się z lewicą, ponieważ tylko ona, a zwłaszcza Francja Niepokorna, podejmuje postulaty młodzieży. Z kolei ci, którzy już wcześniej głosowali na prawicę, zapewne tym chętniej poprą prawicowy rząd obiecujący przywrócenie porządku i bezpieczeństwa. Myślę więc, że te ruchy utrwalą dotychczasowe postawy polityczne i zaostrzą antagonizmy, zamiast zmienić układ sił. Ten zaś jest obecnie bardzo korzystny dla prawicy i skrajnej prawicy.

Historia ruchów społecznych pokazuje jednak, że prawicowa reakcja wyborcza, taka jak w 1968 roku, nie wystarcza, by wygasić bunt. Przeciwnie, ruchy społeczne, które zostają zignorowane przez władzę wybraną przez wrogą im większość, mają skłonność do radykalizacji i kontynuowania protestów, niekiedy w ostrzejszej formie. Tak było w latach siedemdziesiątych we Francji, a w jeszcze większym stopniu we Włoszech i w Niemczech. Można się obawiać o los znacznej części młodzieży, która poprzez ten ruch wchodzi w życie polityczne. Naprzeciw siebie widzi państwo, które potrafi odpowiedzieć wyłącznie represjami i nie chce poświęcić najmniejszej uwagi jej żądaniom. Moim zdaniem nie tak powinno wyglądać wprowadzanie młodych ludzi w życie obywatelskie w systemie demokratycznym.