
Jak menstruuje się w kapitalizmie?
Tekst: Paula Wasiluk
Ilustracja: Ania Ryczkowska
Menstruacja nie jest wyłącznie naturalnym procesem fizjologicznym. W kapitalistycznym systemie staje się doświadczeniem naznaczonym całym szeregiem nierówności ekonomicznych i społecznych. Świat został zorganizowany wokół cyklu hormonalnego mężczyzn – zmiennego w trakcie dnia, nie miesiąca – a osoby menstruujące zmuszone są dostosowywać się do wymagań systemu, który ignoruje ich cykl hormonalny[1].
W 2024 roku na łamach Novara Media ukazał się list czytelniczki pytającej –jak menstruować w kapitalizmie? Autorka listu pisała: „Społeczeństwo uwielbia mnie, gdy mam estrogen we krwi, ale nienawidzi, gdy jestem zmęczona i rozdrażniona przez progesteron”. Z tym wyzwaniem mierzy się połowa ludzkiej populacji, menstruująca przez nawet 40 lat swojego życia. Cykl menstruacyjny naturalnie wpływa na samopoczucie psychiczne i fizyczne osób menstruujących. Niestety, ta zmienność stoi w sprzeczności z kapitalistycznym modelem „idealnego pracownika” – stabilnego, przewidywalnego i niezmiennie wydajnego. System ten jest opresyjny nawet dla mężczyzn, przez których został stworzony, ale dla osób menstruujących funkcjonowanie w nim jest szczególnie trudne.
W niektórych krajach, takich jak Korea Południowa czy Zambia, istnieją rozwiązania mające wspierać osoby menstruujące w miejscu pracy – np. urlop menstruacyjny. Jednak poza Hiszpanią, w Europie takie rozwiązania pojawiają się tylko w pojedynczych prywatnych firmach. Nie zawsze są płatne, często wymagają „odpracowania” lub zaświadczenia lekarskiego. Co więcej, propozycje wprowadzenia powszechnych urlopów menstruacyjnych spotykają się z krytyką ze strony środowisk pracodawców, którzy obawiają się dodatkowych kosztów i potencjalnych strat wynikających z zatrudniania kobiet. Po raz kolejny okazuje się, że uwzględnienie potrzeb osób z układem rozrodczym innym niż męski – często i tak dyskryminowanych na rynku pracy ze względu na potencjalną ciążę – jest po prostu nieopłacalne dla właścicieli firm, inwestorów i osób dysponujących kapitałem, które w systemie kapitalistycznym dysponują największą władzą podejmowania decyzji.
Napięcia między zdrowiem reprodukcyjnym a wymogami kapitalistycznego rynku pracy wyraźnie uwidacznia sytuacja osób mierzących się ze schorzeniami, takimi jak zespół policystycznych jajników czy endometrioza. Ta ostatnia dotyka około 10% osób menstruujących na całym świecie, a mimo to często latami pozostaje nierozpoznana – w Polsce średni czas diagnozy wynosi od 7 do 12 lat. Dane te pokazują dwie istotne kwestie: po pierwsze, niedofinansowanie badań nad zdrowiem reprodukcyjnym kobiet, a po drugie – ogromną skalę problemu, jakim są dodatkowe dolegliwości w trakcie miesiączki, z którymi mierzy się wiele osób, nie otrzymując przy tym żadnego systemowego wsparcia. Badanie Endometriosis Australia ujawniło, że wśród 389 badanych kobiet aż jedna na sześć straciła zatrudnienie z powodu endometriozy, a 70% zmuszonych było do korzystania z bezpłatnego czasu wolnego od pracy w celu radzenia sobie z objawami.
Endometrioza wpływa jednak nie tylko na życie zawodowe, ale także na codzienną egzystencję osób menstruujących. Brak dostępu do specjalistycznej diagnostyki i leczenia, zwłaszcza przy postępującej prywatyzacji ochrony zdrowia, jest szczególnie dotkliwy dla osób w najtrudniejszej sytuacji materialnej. Koszty leczenia, obejmujące operacje, leki hormonalne czy terapie wspomagające, są często zaporowe, co prowadzi do marginalizacji osób chorych i pogłębia ich wykluczenie ekonomiczne.
Ubóstwo menstruacyjne
Ubóstwo menstruacyjne zapewne najmocniej obrazuje relację menstruacji i kapitalizmu. Przejawia się ono ograniczonym dostępem do środków menstruacyjnych (takich jak podpaski, tampony, bielizna menstruacyjna), odpowiednich warunków sanitarnych i możliwości utylizacji odpadów oraz edukacji menstruacyjnej. Użycie odrębnego terminu na ubóstwo związane z menstruacją pozwala dostrzec specyficzne problemy, które pozostają niewidoczne w zwykłych wskaźnikach ubóstwa, opartych na dochodach. Nie możemy jednak zapomnieć, że korzenie ubóstwa menstruacyjnego tkwią w tych samych zjawiskach, które napędzają ubóstwo w ogóle – nierównościach ekonomicznych, dyskryminacji ze względu na płeć czy pochodzenie etniczne, wyzysku czy przemocy, w tym finansowej. Podkreślanie tych wspólnych źródeł jest kluczowe, zwłaszcza w kontekście popularnych narracji liberalnego feminizmu, które sprowadzają ubóstwo menstruacyjne wyłącznie do objawu nierówności płci, odseparowując je od kwestii klasowych, nieodpowiedniej redystrybucji dochodów i majątku czy po prostu od zjawiska rosnącego ubóstwa.
Bank Światowy szacuje, że około 500 milionów osób na całym świecie nie ma dostępu do podstawowych środków menstruacyjnych lub odpowiednich warunków sanitarnych, niezbędnych do godnego przeżywania menstruacji. W Polsce, choć dysponujemy ograniczoną ilością danych, sytuacja również nie wygląda dobrze. Według badania przeprowadzonego dla Kulczyk Foundation, w 2020 roku ubóstwa menstruacyjnego doświadczało 19% ubogich Polek (z gospodarstw domowych o dochodach mniejszych niż 800 złotych na osobę). Jeszcze większej części ubogich kobiet, bo aż 39% z nich, zdarzyło się zrezygnować z zakupu środków higienicznych na rzecz innych zakupów, na przykład jedzenia.
Najnowsze dane, pochodzące z badania przeprowadzonego przez Fundację Akcja Menstruacja i More in Common Polska, rzucają nowe światło na skalę problemu. Wynika z nich, że 14% badanych osób menstruujących kilka razy lub częściej rezygnowało z zakupu środków menstruacyjnych na rzecz innych, bardziej potrzebnych rzeczy, a 20% badanych zadeklarowało, że zna osobę, która ma ograniczony dostęp do środków higienicznych podczas miesiączki[2]. Niestety, instytucje takie jak Główny Urząd Statystyczny (GUS) czy Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego dotychczas nie podjęły się kompleksowych badań dotyczących ubóstwa menstruacyjnego. Jedyną publikacją na stronie internetowej GUS, w której pojawia się słowo „menstruacja” lub „miesiączka”, jest „Podręcznik poświadczania zgonów w Europie”.
Jak (nie) walczyć z ubóstwem menstruacyjnym?
Walka z ubóstwem menstruacyjnym wciąż pozostaje na marginesie polityki publicznej. Działania w tym zakresie są przeważnie inicjowane przez organizacje pozarządowe i lokalne społeczności, które – dysponując ograniczonymi zasobami – mogą realizować przede wszystkim akcje doraźnej pomocy. Z inicjatywy obywatelskiej realizowane są projekty wspierające różne grupy dotknięte ubóstwem menstruacyjnym, takie jak osoby z niepełnosprawnościami, doświadczeniem migracji czy osoby w kryzysie bezdomności. Spośród takich działań największą popularnością i społecznym poparciem cieszą się programy skierowane do uczennic. Początki tych inicjatyw sięgają 2020 roku, kiedy organizacje pozarządowe, wspierane przez darczyńców i biznes, zaczęły zaopatrywać wybrane szkoły w bezpłatne środki menstruacyjne, a także prowadzić zajęcia z edukacji menstruacyjnej. W kolejnych latach władze samorządowe niektórych gmin i powiatów zdecydowały się wspierać te programy lub nawet samodzielnie je realizować. W 2024 roku tematem po raz pierwszy zainteresowała się władza centralna, a Ministerstwo Edukacji Narodowej rozpoczęło pilotażowy program „Doposażenie szkół w środki higieny menstruacyjnej” w roku szkolnym 2024/2025.
Niemniej jednak, mimo że uczennice stanowią dużą i kluczową grupę w kontekście ubóstwa menstruacyjnego (m.in. ze względu na zależność finansową od rodziców lub opiekunów oraz ryzyko pogłębiania nierówności edukacyjnych w przypadku absencji szkolnej), musimy być ostrożni, aby w debacie publicznej nie zawęzić perspektywy i nie uznać ich za jedyną grupę „zasługującą” na wsparcie, co – jak zauważa badaczka Sara De Benedictis – ma miejsce chociażby w Wielkiej Brytanii.
Koncentrowanie się na pojedynczych grupach może odwracać naszą uwagę od systemowych źródeł tego zjawiska. Walka z ubóstwem menstruacyjnym to bowiem walka z ubóstwem w ogóle – wymaga ona znacznie bardziej odważnych i kompleksowych rozwiązań, takich jak odpowiednia polityka fiskalna, sprawny system ubezpieczeń społecznych oraz dostęp do wysokiej jakości usług publicznych. Wiele z tych rozwiązań musi zostać wprowadzonych na poziomie centralnym, choć zdecydowanie korzystne dla wielu grup byłyby również działania regionalne lub lokalne, mające na celu poprawę dostępu do odpowiednich warunków sanitarnych – czyli obszaru, który w kontekście ubóstwa menstruacyjnego jest w Polsce wciąż zaniedbywany. Dostęp do bieżącej wody czy toalety w każdym gospodarstwie domowym (co okazuje się wciąż nie być standardem w naszym kraju) oraz zwiększenie dostępności publicznych toalet to tylko kilka przykładów działań, które samorządy mogłyby podjąć w celu skutecznej walki z ubóstwem.
Podsumowując, menstruacja w kapitalizmie to nierówności, tabu i brak wsparcia. Oddolne inicjatywy to za mało – potrzebne są zdecydowane polityki publiczne. Czas zawalczyć o bardziej sprawiedliwy i solidarny świat, w którym potrzeby wszystkich, niezależnie od cyklu hormonalnego, traktuje się poważnie. Na pytanie „Jak menstruować w kapitalizmie?”, zadane w tytule artykułu, odpowiedziałabym tak, jak Sophie K Rosa: „Żyjąc w warunkach, które czynią nasze cykle destrukcyjnymi, możemy odpowiedzieć tym samym systemowi”.
Paula Wasiluk – działaczka społeczna i edukatorka. Prezeska Zarządu i Kierowniczka Zespołu Komunikacji i Edukacji w Fundacji Akcja Menstruacja. Aktywistka Inicjatywy WSCHÓD. Absolwentka polityki społecznej, a obecnie studentka socjologii w ramach Kolegium MISH na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie prowadzi również Koło Naukowe Ekonomii Heterodoksyjnej UW.

[1]W przypadku męskiego układu rozrodczego testosteron, kluczowy hormon, wykazuje rytm okołodobowy z najwyższym poziomem w godzinach porannych. Jego stężenie stopniowo spada w ciągu dnia, a cykl ten jest zgodny z rytmem dobowym, wokół którego zaprogramowane jest życie większości ludzi, w tym praca, nauka, odpoczynek. U osób z żeńskim układem rozrodczym hormonalny cykl miesięczny, obejmujący fazy folikularną (w tym menstruację), owulacyjną i lutealną, nie jest zsynchronizowany z rytmem dobowym. U kobiet również obserwuje się codzienne wahania poziomu hormonów, ale nie są one tak wyraźne, ponieważ jednocześnie cykl menstruacyjny wywołuje długoterminowe zmiany hormonalne poprzez fluktuacje poziomu estrogenów i progesteronu w różnych fazach cyklu.
[2] „Ubóstwo menstruacyjne w Polsce”, More in Common Polska, Fundacja Akcja Menstruacja – badanie ilościowe CAWI/CAPI, N = 1000 + 500 rodziców dzieci w wieku 10-18 lat. Realizacja: styczeń 2025, Opinia24. Premiera pełnego raportu po zakończeniu programu pilotażowego Ministra Edukacji w III kwartale 2025 r. Informacja sygnalna z badania: https://www.akcjamenstruacja.pl/post/pierwsze-wyniki-bada%C5%84-ilo%C5%9Bciowych-na-temat-ub%C3%B3stwa-menstruacyjnego-oraz-podej%C5%9Bcia-polek-i-polak%C3%B3w-do.

