
Feministki do związków zawodowych? Jak pracownice opieki czynią feminizm bardziej inkluzywnym
Tekst: Zuzanna Jędrzejowska
Ilustracja: Borys Oleński
Bezustanny niedobór personelu, zatrudnienie na czarno, kradzież pensji, nierespektowanie prawa do zwolnienia chorobowego, uzupełnianie wypłat premiami, żeby dobiły do minimalnej krajowej – to realia pracy w sektorze opieki w Polsce. W Domach Pomocy Społecznej (DPS), w szpitalach, w żłobkach i przedszkolach, w prywatnych domach kobiety wykonujące społecznie niezbędną pracę reprodukcyjną mierzą się na co dzień z ogromnym wyzyskiem. Mimo to ich głos w polskim ruchu feministycznym rozbrzmiewa rzadko, a zrzeszone pracownice i zaangażowane aktywistki zwykle prowadzą działania w osobnych przestrzeniach.
Wydaje się, że jest to strategiczny błąd, osłabiający jednocześnie ruch feministyczny i pracowniczy. Perspektywa feminizmu operaistycznego oferuje strukturalną analizę patriarchalnego podziału pracy zarówno w sferze domowej jak i na rynku pracy. Dzięki temu wyznacza bardzo ważny i jednocześnie często ignorowany przez organizacje feministyczne kierunek działania na rzecz organizujących się pracownic sektora opieki.
Praca reprodukcyjna, czyli upłciowienie prania skarpet
Praca reprodukcyjna w perspektywie feministycznej określa zadania, które podtrzymują ludzkość przy życiu i zapewniają funkcjonowanie w świecie pracownikom, uczniom, przedsiębiorcom, a przy tym są wykonywane niemal wyłącznie przez kobiety. Obok klasycznych zajęć domowych, takich jak sprzątanie czy gotowanie, obejmuje ona także odwożenie do szkoły, robienie zakupów, umawianie na wizyty lekarskie, płodzenie i karmienie piersią dzieci – wszystko, co niezbędne dla przetrwania gatunku i uczestniczenia w życiu społecznym. Zazwyczaj jest to praca nieodpłatna, dzięki czemu koszt reprodukcji siły roboczej pozostaje na odpowiednio niskim poziomie, a wiele obowiązków z pracodawców spada na żony i matki.
Wraz z przekształceniami społecznymi, następującymi w drugiej połowie XX w. wzrósł odsetek kobiet na rynku pracy. Rozbudowa publicznych instytucji opieki, związana z rozwojem państw socjalistycznych na Wschodzie i państwa opiekuńczego na Zachodzie, stworzyła wielu kobietom miejsca pracy w żłobkach, przedszkolach, szkołach, domach opieki. Praca reprodukcyjna stała się w większej niż wcześniej mierze pracą zarobkową.
Choć więc część społecznie oczekiwanych od kobiet obowiązków urynkowiono, podział pracy zachował patriarchalny charakter. Założenie, że obowiązki opiekuńcze są istotowo różne od pracy wytwórczej, a przez to nie podlegają relacji wyzysku, bezpośrednio wpłynęło na dewaluację sfeminizowanych sektorów i wykonywanej w nich pracy. Jak pisała feministka z nurtu operaizmu Silvia Federici: ,,nie tylko stajemy się pielęgniarkami, pokojówkami (…) – czyli wykonujemy wszystkie funkcje, do których zostałyśmy wytrenowane – ale tkwimy w tych samych więzach, które utrudniają naszą walkę w domu” – izolacji i depolityzacji pracy opiekuńczej. Zawody sfeminizowane są zazwyczaj nisko płatne, mało respektowane i relatywnie słabo uzwiązkowione. Właśnie w takich warunkach zmuszone są organizować się pracownice szeroko rozumianego sektora opieki.
Pracownice od wszystkiego
Pielęgniarki są jedną z niewielu sfeminizowanych grup zawodowych, o których działalności związkowej można było w ostatnich czasach usłyszeć w mediach głównego nurtu. Przedstawicielki tego zawodu od lat 90. budują zdolną do szerokiej mobilizacji sieć związkową. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych jest największą tego typu organizacją wśród zawodów medycznych w Polsce i liczy obecnie ok. 80 tys. członkiń. Głośne protesty i strajki przyniosły im podwyżki wynagrodzenia, doprecyzowanie zakresu obowiązków i poprawę warunków zatrudnienia.
Ograniczenie obowiązków pielęgniarek wytworzyło zapotrzebowanie na pracowników wykonujących zadania z zakresu podstawowej opieki, którymi wcześniej w większości obciążone były właśnie pielęgniarki. Jednym z powstałych w odpowiedzi na tę potrzebę stanowisk jest opiekunka medyczna. Dla zajmujących je pracownic historia uzwiązkowienia dopiero się zaczyna – Międzyzakładowa Komisja Opiekunów Medycznych i Kwalifikowanych w Inicjatywie Pracowniczej powstała kilka lat temu i obecnie liczy blisko 200 członkiń w całej Polsce. Pandemia COVID 19 niespodzianie obnażyła braki kadrowe i organizacyjne polskiej służby zdrowia. Ujawniła także niestabilną i podporządkowaną pozycję opiekunek medycznych – kiedy lekarze i pielęgniarki mieli możliwość chronić się w domach, one zostawały przy pacjentach, czasami nawet przez 30 dni bez przerwy.
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Opiekunów Medycznych dołożyło starań, by ustawowo określono kompetencje dla ich stanowiska. Nowe prawo weszło w życie na początku 2024 roku. Pracownice miały nadzieję, że zmiana ta odciąży je w codziennych obowiązkach, jasno wskazując za co odpowiedzialne są opiekunki medyczne, a czego robić nie powinny. W praktyce jednak, przez braki kadrowe opiekunki medyczne często wciąż muszą robić znacznie więcej, niż wynika z regulacji. Czasem traktuje się je jako pracownice ,,od wszystkiego”. Ponadto, pracodawcy potrafią dla oszczędności zmienić opiekunce umowę tak, aby formalnie zatrudnić ją jako zarabiającą sporo mniej salową (dbającą przede wszystkim o czystość pomieszczeń), jednocześnie egzekwując poprzedni zakres obowiązków (zajmowanie się higieną i karmieniem pacjenta, pewne podstawowe zabiegi np. pobieranie krwi). Dzieje się tak m.in. dlatego, że stanowisko opiekunki medycznej nie figuruje w koszyku świadczeń, co oznacza, że szpitale nie otrzymują na nie dodatkowych środków od państwa. Obecnie związkowczynie zabiegają więc o dookreślenie norm zatrudnienia, jednym z elementów którego byłyby jasne wymogi dotyczące odpowiedniej minimalnej liczby opiekunów obecnych na dyżurze.
Dysproporcje w płacach i warunkach zatrudnienia występują także między opiekunkami medycznymi zatrudnionymi w szpitalach i DPSach. Te ostatnie stanowią jedną z najbardziej zaniedbanych instytucji opieki w Polsce. Brak przejrzystej siatki płac decyduje o znacznie niższych wynagrodzeniach na tych samych stanowiskach w porównaniu do szpitali, gdzie płace regulowane są ustawowo dla całej ochrony zdrowia. W DPS-ach bardziej odczuwalne są także przeciążenie pracą i niedobór personelu.
Do tego dochodzi ogrom obowiązków związanych z pracą emocjonalną. Podczas gdy w szpitalu pacjenci przebywają jedynie w trakcie zabiegów i badań, w domach pomocy społecznej zostają często na wiele lat, przez co przywiązują się do opiekunek medycznych, z którymi mają najwięcej kontaktu. Pracownice te, poza wykonywaniem swoich standardowych obowiązków, zazwyczaj dbają również o samopoczucie podopiecznych, regulując zarówno własne, jak i cudze emocje, a także troszcząc się o intymne sprawy.
Niskie płace w DPSach, oscylujące wokół minimalnej krajowej, i obcinanie etatów skutkują tym, że opiekunki medyczne mają zazwyczaj co najmniej dwa miejsca zatrudnienia, a nierzadko trzy. Zgłaszają się do agencji pośrednictwa pracy, poprzez które osoby prywatne szukają często pomocy w opiece nad członkami rodziny. Inne opiekunki, które znajdują sobie klientów na własną rękę, wynagrodzenie zazwyczaj biorą “pod stołem”, bo rodziny chorych zazwyczaj nie oferują im żadnej umowy.
Nierówności pod względem wynagrodzenia i prestiżu wykonywanej pracy sprzyjają podziałom między grupami zawodowymi i utrudniają kooperację. Obecnie współpraca między różnymi organizacjami związkowymi, choć mogłaby przynieść im wspólne korzyści w kwestii warunków zatrudnienia, ogranicza się do interwencji działaczek w poszczególnych placówkach, w których akurat da się skoordynować działania wokół konkretnej sprawy.
Opiekunki: niewidzialna dyskryminacja
Czasem za awansem zawodowym jednej kobiety stoi słabo opłacana praca innej, zastępującej tę pierwszą w wykonywaniu części pracy opiekuńczej. Ponieważ łączenie pracy reprodukcyjnej z najemną to ogromny wysiłek, specjalizacja i podział obowiązków, same w sobie nie są czymś szkodliwym. Problem w tym, że odpłatnej pracy domowej często towarzyszą prekarne warunki zatrudnienia.Wymienione wyżej bolączki publicznych instytucji wypychają opiekunki medyczne na śmieciowe, uzupełniające umowy, dzięki którym mogą dorobić do niewystarczającej pensji z budżetówki. Czynnik migracji zarobkowej i uchodźstwa ma ogromne znaczenie dla często jeszcze gorszych warunków zatrudnienia sprzątaczek, opiekunek do dzieci i osób starszych czy ogólniej pomocy domowych. Dla kobiet o nieuregulowanym statusie pobytu, pozbawionych lokalnych sieci wsparcia oraz znajomości przepisów czy języka, nawet podstawowe formy zabezpieczenia bywają nieosiągalnym marzeniem — tym bardziej perspektywa jakiejkolwiek emerytury. Zgodnie z tym, co zawarte w raporcie Care International Poland o ukraińskich pracownicach domowych z 2023 roku, nieprecyzyjna legislacja w tym zakresie ,,rodzi paradoks”. Przepisy blokują się wzajemnie – żeby mieć legalną pracę, trzeba zalegalizować pobyt, a jednocześnie do otrzymania pewnych dokumentów potrzebnych do zalegalizowania pobytu należy mieć legalne zatrudnienie. Brak odpowiednich przepisów, utrzymujący imigrantki w prawnej próżni, czyli nieokreślonej pozycji i braku włączenia w systemy zabezpieczeń społecznych, pozwala maksymalnie obniżyć koszt pracy tych kobiet – są one zmuszone akceptować uciążliwe warunki i pozbawione są narzędzi ochrony swoich praw.
Pracownice, rozproszone po prywatnych domach, często zatrudnione na czarno, nie mogą stosować dobrze opracowanych w zakładach pracy strategii związkowych. Mimo tych skrajnie niedogodnych dla organizowania się warunków, w Inicjatywie Pracowniczej powstała pierwsza w Polsce, i na razie jedyna, komisja pracownic domowych, dedykowana migrantkom z Ukrainy. Ruslana Poberezhnyk wraz ze Stowarzyszeniem Pedagogów Teatru od 4 lat organizują pracujące w prywatnych domach opiekunki osób starszych, sprzątaczki i nianie. Jest ich obecnie ponad setka, do tego ponad 1000 w grupie na Facebooku, gdzie dzielą się radami dotyczącymi m.in. rozwiązywania kłopotów związanych z pobytem w obcym kraju.
Kluczowym postulatem Komisji Pracownic Domowych jest formalizacja stosunku pracy, a co za tym idzie – egzekwowanie odpowiednich standardów dotyczących umów i składek. Bez tego migrantki nie mogą liczyć ani na dostęp do służby zdrowia, ani na emeryturę, nawet po wielu latach pracy w Polsce. Zdarza się, że są one oszukiwane przez agencje pracy, które podpisują z nimi fikcyjne umowy, a kiedy przychodzi co do czego pracownice dowiadują się, że nie figurują w systemie NFZ. Drugie najważniejsze żądanie dotyczy stawek godzinowych, które nie trzymają się żadnych standardów – w komisji jest niejedna kobieta, która w ostatnich latach otrzymywała 5 złotych (!) za godzinę pracy. Szczególnie dotyczy to opiekunek zajmujących się starszymi osobami na stałe. Komisja interweniuje w podobnych sprawach – odzyskuje pensje, pośredniczy w negocjacjach z pracodawcami, zgłasza nieprawidłowości do Państwowej Inspekcji Pracy.
Działaczki wynajdują różnorakie sposoby na budowanie rozgłosu dla swoich rewindykacji – spotykają się z przedstawicielami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, organizują protesty i happeningi. Dbają także o wspólne spędzanie czasu – zajmują się ogrodnictwem na Otwartym Jazdowie, prowadzą warsztaty teatralne i muzyczne oraz grupy wsparcia. Dzięki temu nie tylko walczą o lepszą pracę, ale także budują przyjaźnie i znajdują sposoby na samorealizację.
Niski standard zatrudnienia w pracy domowej wzmacniany jest przez zaniedbanie publicznej infrastruktury opiekuńczej, a przede wszystkim drastyczne niedobory żłobków i przedszkoli. Ponad połowa gmin w Polsce nie ma dostępu do ani jednej tego rodzaju placówki, a wiele z tych, które funkcjonują, otwartych jest w sztywno określonych godzinach, bez alternatyw dla rodziców pracujących w niestandardowym wymiarze godzinowym. Droższych prywatnych żłobków jest w Polsce trzy razy więcej niż publicznych.
Pracownice publicznych poznańskich żłobków, zrzeszone w Inicjatywie Pracowniczej, od blisko 10 lat organizują się dla poprawy warunków zatrudnienia. Kiedy w 2021 roku przystępowały do jednego z protestów, swoją pozycję w budżetówce opisywały tak: ,,na liście najgorzej zarabiających w mieście pojawiają się zatem ciągle te same grupy zawodowe, mocno zdominowane przez kobiety: pracownice żłobków, przedszkoli, szkół, domów opieki społecznej itd. (…) Po przeciwnej stronie plasują się pracownicy magistratu oraz zajmujący się utrzymaniem infrastruktury: od transportu i dróg miejskich, przez zieleń i lasy, po obiekty sportowe”. Państwowe instytucje opieki, zamiast wyznaczać wysokie standardy zatrudnienia, obniżają je dla całej kategorii zawodowej. Systematyczne naciski międzyzakładowej komisji związkowej na władze skutkowały kilkukrotnymi podwyżkami płac. Walka ta daleka jest od wygranej – pracownice wciąż monitorują dystrybucję środków budżetowych i protestują przeciwko sytuacjom, kiedy są pomijane w rewaloryzacji wynagrodzeń.
Feministki do związków zawodowych?
Lektura marksistek autonomistycznych, takich jak Selma James, Silvia Federici czy Mariarosa Dalla Costa, pozwala nam zrozumieć, dlaczego nieodpłatna praca reprodukcyjna uznawana była i jest za naturalne powołanie kobiet, a nie za realny, czasochłonny i niezbędny społecznie wysiłek, a więc także dlaczego zawodową pracę w sektorze opiekuńczym traktuje się po macoszemu, nie dostrzegając, jak bardzo jest wymagająca i uciążliwa.
Silvia Federici pisała, że ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłaby dla kobiet jest ich samookreślenie jako gospodynie domowe. Jednocześnie podkreślała, że ,,tak długo jak myślimy, że jesteśmy czymś lepszym, czymś innym niż gospodynie domowe, akceptujemy logikę pana, która jest logiką podziału, a dla nas – logiką niewolnictwa”. Nie trudno zauważyć, że ta niekonsekwencja wynika z pobudek klasowych. Feministki liberalne walczą ze szklanym sufitem w ministerstwach czy kancelariach adwokackich, ale już nie z systemowym dewaluowaniem sfeminizowanych, nisko opłacanych sektorów gospodarki.
Jak pokazuje przykład związkowczyń i działaczek opieki, perspektywa pracy reprodukcyjnej czyni feminizm bardziej inkluzywnym, dzięki włączeniu do dyskusji i działania pracownic nisko płatnych sektorów, które nie wpisują się w ideał girlboss, ale także nieaktywnych zawodowo matek czy seniorek, które zwykle były zupełnie ignorowane przez związki zawodowe. Przekłada się to na kształtowanie postulatów umożliwiających szerokie sojusze i daje nadzieję na stworzenie ruchu masowego, który jest zdolny wymusić pożądane zmiany społeczne.
Zuzanna Jędrzejowska – Absolwentka Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych, obecnie studentka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych. Działaczka Inicjatywy Pracowniczej i Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, wolontariuszka Otwartego Jazdowa. Wiceprezeska koła naukowego przy Uniwersytecie Warszawskim Otwarty Uniwersytet im. Karola Modzelewskiego.


