WSPIERAJ
Menu

Antykapitalizm i ruch prozwierzęcy

Tekst: Konrad Major
Ilustracja: Magdalena Jochymek

Relacje między ruchem prozwierzęcym a lewicą od zawsze były trudne. Członkowie pierwszych towarzystw prozwierzęcych w wiktoriańskiej Anglii rekrutowali się zazwyczaj z wyższych klas i z pogardą patrzyli na brak empatii dla zwierząt wśród pospólstwa. Z kolei ruch robotniczy krytykował „burżuazyjny sentymentalizm” i oderwanie od rzeczywistości organizacji animalistycznych. I chociaż wielu socjalistów opowiadało się za sprawą zwierząt, ruch prozwierzęcy i lewicowy były zasadniczo odrębnymi bytami aż do lat 70. XX wieku. Zbliżenie nastąpiło, z jednej strony, dzięki radykalizacji grup prozwierzęcych, które zaczęły porzucać formalne organizacje i działalność dobroczynną na rzecz akcji bezpośrednich oraz eksperymentów z niehierarchiczną strukturą; z drugiej strony, dzięki temu, że pewne nurty lewicy pozaparlamentarnej zaczęły się otwierać na tematy ekologiczne i środowiskowe, do których zaliczano też walkę o wyzwolenie zwierząt.

Partie Zielonych w różnych krajach były najczęściej wynikiem formowanych w ten sposób sojuszy. Nigdzie nie doprowadziły one jednak do radykalnej poprawy losu zwierząt. Dzisiaj, kiedy w kontekście katastrofy klimatycznej lewica coraz częściej wskazuje na potrzebę zmiany naszego myślenia o naturze, otwiera się szansa na nowe zbliżenie z ruchem prozwierzęcym. Walka o wyzwolenie zwierząt może być widziana jako kolejny front działań przeciwko kapitalizmowi. Taki sojusz jest możliwy, choć pewne tendencje we współczesnym ruchu prozwierzęcym go utrudniają.

Tendencje w ruchu prozwierzęcym

Ekspansja neoliberalizmu w ostatnich trzech dekadach XX wieku dotknęła nie tylko obszaru gospodarki, ale niosła ze sobą daleko idące konsekwencje w niemal wszystkich sferach życia publicznego. Pod jego wpływem zmieniły się także ruchy społeczne. Demontaż instytucji welfare state sprawił, że realizacja coraz większej ilości zadań została przerzucona na tak zwany „trzeci sektor”, czyli rozmaitej maści organizacje pozarządowe. Nastąpiła depolityzacja ruchów społecznych, które sukcesywnie porzucały radykalne idee zmian na rzecz doraźnego łatania dziur systemowych. Postępująca formalizacja tych organizacji sprawiła jednocześnie, że podtrzymanie ich biurokratycznej struktury zaczęło przyćmiewać realizację innych celów.

W scenariusz ten wpisuje się także ewolucja ruchu prozwierzęcego w krajach anglosaskich i Europie Zachodniej. Radykalne i zazwyczaj nieformalne organizacje animalistyczne, które w latach 80-tych nie stroniły od stosowania bezpośrednich metod nacisku (takich jak demonstracje, pikiety czy sabotowanie polowań), w kolejnej dekadzie wstąpiły na drogę formalizacji. Zaczęły je obowiązywać reguły gry przewidziane dla NGO-sów w krajach neoliberalnego kapitalizmu, czyli m.in. skoncentrowanie się na wąsko zdefiniowanych, doraźnych celach (zamiast programu całościowych zmian społecznych) i wolnorynkowa rywalizacja o fundusze[1]. W efekcie przekaz i strategia takich podmiotów musiały dostosowywać się do odbiorców mogących udzielić największego wsparcia finansowego, czyli de facto do najbogatszych, a więc także najbardziej konserwatywnych darczyńców.

Choć profesjonalny model aktywizmu zyskał hegemonię, nie wyeliminował całkowicie bardziej radykalnej frakcji ruchu prozwierzęcego, która opierała się na śmielszej wizji wyzwolenia zwierząt i organizowała w horyzontalnych strukturach organizacyjnych. Podstawowa linia podziału w ramach ruchu prozwierzęcego przebiega dzisiaj zatem między dużymi, profesjonalnymi podmiotami, zainteresowanymi polepszaniem losu zwierząt jedynie w ramach istniejącego układu społecznego i mniejszymi organizacjami, dążącymi do realizacji bardziej postępowej wizji zmian relacji ludzko-zwierzęcych.

Podziałów w ramach tego ruchu jest jednak więcej. Dotyczą one przede wszystkim odmiennych racji, dla których w ogóle należy podejmować aktywizm na rzecz zwierząt, ale także różnych wizji pożądanej zmiany oraz strategii i metod, za pomocą których organizacje próbują osiągać zamierzone cele. Najczęściej przeciwstawia się nurt welfarystyczny[2], którego celem jest jedynie polepszenie warunków bytowych zwierząt i nurt abolicjonistyczny, który postuluje całkowite odejście od wszelkiej eksploatacji zwierząt (czyli przede wszystkim traktowania ich jako źródła pokarmu i wyrobów tekstylnych). Organizacje welfarystyczne to przede wszystkim zarejestrowane stowarzyszenia, których metody nie odbiegają od konwencjonalnych NGO-sów; grupom abolicjonistycznym z kolei bliżej do „ulicznego” działania kojarzonego z ruchami społecznymi – nieformalnej organizacji, nieufności wobec instytucjonalnej polityki, czy stosowania akcji bezpośredniej jako podstawowej metody działania[3].

Australijski badacz ruchu prozwierzęcego Lyle Munro sugeruje, że między tymi dwoma biegunami należy umieścić jeszcze jeden typ organizacji (określany przez niego mianem animal liberation). Starają się one realizować metodą małych kroków postępową wizję wyzwolenia zwierząt. Praktyka takich grup skupiona jest na edukacji i umiarkowanych reformach instytucjonalnych. Cechuje je pragmatyzm i działania przynoszące realnie zauważalne zmiany[4].

Prozwierzęce NGOsy w Polsce

W momencie swoich narodzin, współczesny polski ruch prozwierzęcy pozbawiony był rodzimych modeli ideowych i organizacyjnych. Choć w dwudziestoleciu międzywojennym ruch ten był jednym z najprężniej działających w Europie, to II wojna światowa i okres PRLu doprowadziły do praktycznie całkowitego wyeliminowania starań o poprawę relacji ludzi i innych zwierząt z pola walk społecznych.  Nie może wobec tego dziwić, że oczy działaczy, poszukujących odnowienia ruchu w Polsce w okresie transformacji, zwracały się w stronę zachodu Europy i krajów anglosaskich, które w latach 80. XX wieku były świadkami największego nasilenia walk prozwierzęcych.

Ideologia i praktyka polskich grup animalistycznych do dzisiaj pozostają – na dobre i na złe – pod przemożnym wpływem wzorców zachodnich.  Główną ramą instytucjonalną ruchu stał się stworzony od podstaw w latach 90. „trzeci sektor”. Krajobraz organizacji prozwierzęcych zdominowały zatem liczne fundacje i stowarzyszenia, które ze względu na swoją rozpoznawalność stanowią często wizytówkę całego ruchu. Przykładem są  organizacje welfarystyczne, takie jak Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, których wizja zmian ogranicza się do walki o bardziej „humanitarne” traktowanie zwierząt przez człowieka. Ich celem jest co najwyżej poprawa dobrostanu zwierząt, a nie walka z instytucjami, które je eksploatują. Są także grupy animal liberation, takie jak Stowarzyszenie Otwarte Klatki, które wprawdzie odrzucają szowinizm gatunkowy[5], ale z powodu pragmatycznego podejścia działają na podobnych zasadach, jak organizacje welfarystyczne. Marginalizowanie radykalnych postulatów ma na celu zarówno dostosowanie przekazu do jak największego grona odbiorców, jak i pozyskanie środków od instytucjonalnych grantodawców i indywidualnych darczyńców. Organizacje te skupiają się najczęściej na jednym, wąsko zdefiniowanym polu (np. hodowli klatkowej kur niosek) i starają się osiągnąć na nim poprawę. Narracja taka nie pozostawia miejsca na bardziej systemową krytykę (a już na pewno nie krytykę kapitalizmu), która – ich zdaniem – odciąga uwagę od głównego tematu kampanii i zmniejsza jej skuteczność.

Probiznesowe podejście organizacji prozwierzęcych

Skuteczność jest dla  grup animal liberation słowem-kluczem. W tej optyce aktywizm musi być skuteczny, albo nie powinno go być w ogóle. Z pomocą przychodzi tym grupom wiedza z zakresu zarządzania i marketingu, której używają zarówno do planowania kampanii, jak i organizowania pracy wewnątrz organizacji. Jednak w perspektywie funkcjonowania, ograniczającej się do sztywnych granic systemu kapitalistycznego, za skuteczne uznaje się tylko takie działania, które ten system konserwują. Za przykład niech posłuży promocja weganizmu. Strategia organizacji typu animal liberation najczęściej polega na walce o zapewnienie jak najbogatszej oferty wegańskich opcji na rynku. Opiera się ona na słusznym skądinąd założeniu, że praktykowanie weganizmu nie może być na dłuższą metę postrzegane jako wyrzeczenie. Stąd, kluczową kwestią staje się swoboda dostępu do szerokiej gamy produktów roślinnych. Uwaga jest kierowana na duże korporacje spożywcze, zdolne do realizacji tego zadania w największej skali – to z nimi się pertraktuje, je się promuje i, w związku z tym, pomaga się im zarabiać jeszcze więcej.

Podejście takie pomija niebezpieczeństwo, na które zwrócił uwagę George Monbiot: wielkie koncerny spożywcze są też największymi producentami mięsa. Hodowla zwierząt gwarantuje często wyższe zyski niż produkcja roślinna, więc na chwilę obecną w interesie agrobiznesu jest utrzymanie jak największego wolumenu „produkcji zwierzęcej”. Jak pisze Monbiot: „Już teraz wielkie koncerny mięsne wkraczają do sektora żywności pochodzenia roślinnego, a ich intencje nie zawsze są jasne. Nie wiadomo, czy dążą do jego rozwoju, czy też zahamowania”[6]. Takie „wrogie przejęcia” mogą być strategią podobną do działań dużych graczy rynkowych, którzy wykupują konkurencyjne podmioty tylko po to, żeby doprowadzić do ich upadku. Pozornie skuteczne działanie grup prozwierzęcych, które pozbawione jest krytycznego namysłu nad systemem kapitalistycznym, może okazać się zatem kontrproduktywne. Monbiot uważa zresztą, że nie wystarczy jedynie wspierać niekorporacyjne podmioty, wytwarzające roślinne alternatywy dla produktów odzwierzęcych (choć jest to kluczowe dla walki o suwerenność żywieniową) – przeobrażeniu musi ulec cały kapitalistyczny model globalnej produkcji rolnej. Kapitał jest z konieczności nastawiony na ekspansję i nie ma interesu w utrzymaniu zrównoważonej produkcji. Ruch prozwierzęcy, który pomija te kwestie, ryzykuje nie tylko utratę długofalowej (a nie tylko doraźnej) skuteczności, ale może wręcz przykładać się do utrwalania eksploatacji zwierząt.

Ideologia wyzwolenia zwierząt

Prozwierzęce NGO-sy dalekie są od antykapitalizmu. Sam fakt przynależności organizacji animalistycznych  do prokapitalistycznego „trzeciego sektora” nie jest jednak wystarczającym wyjaśnieniem dla tego faktu, ponieważ część mniejszych organizacji nieformalnych również zdaje się być obojętna na myśl lewicową. Przyczyna tkwi w zjawisku, które Marco Maurizi nazywa popularnością ideologii wyzwolenia zwierząt[7],   wynikającej z wpływu Petera Singera na ruch prozwierzęcy.

Filozof ten w książce „Wyzwolenie zwierząt” z 1975 roku postawił tezę, że ludzi cechują różne uprzedzenia, które prowadzą do przemocy. Sukcesywnie w toku dziejów część tych uprzedzeń jest uznawana za niesprawiedliwe i dąży się do ich wyeliminowania (rasizm, seksizm, etc.). Jednym z ostatnich uprzedzeń, które trzyma się mocno jest szowinizm gatunkowy. Celem ruchu prozwierzęcego powinny być zatem działania, które skłonią ludzi do zrozumienia, że zwierzęta są istotami podobnymi do człowieka w odczuwaniu bólu, a więc należy im się moralne prawo do życia oraz wolności od cierpienia.

Singerowska wykładnia szowinizmu gatunkowego oparta jest na przekonaniu, że ludzie dokonują niezależnych decyzji moralnych na podstawie racjonalnych argumentów.  Jest to wizja do cna indywidualistyczna i w zasadzie wywodząca się z podobnych przesłanek, co ideologia neoliberalnego kapitalizmu. Błędnie zakłada ona, że problemem jest ludzkie uprzedzenie jako takie. Tymczasem istotniejsze wydają się różne mechanizmy systemowe, które to uprzedzenie wytwarzają, umożliwiają i podtrzymują. Przykładem może być pogarszanie warunków przemysłowej hodowli zwierząt w celu zmniejszenia kosztów produkcji i uzyskania większej nadwyżki przez kapitalistów.

Książka Singera bywa często nazywana biblią obrońców zwierząt, mimo iż wywołała szereg polemicznych dyskusji wewnątrz samego ruchu[8]. Większości organizacji – zarówno abolicjonistycznych, jak i należących do nurtu  animal liberation, a częściowo nawet welfarystycznych – „mówi Singerem”, nawet o tym nie wiedząc: społeczeństwo to dla nich przede wszystkim zbiór jednostek, które należy skłonić do zmiany swoich poglądów. Jest to wizja liberalna, w której walka o sprawiedliwość dla zwierząt niekoniecznie idzie w parze z walką o większą sprawiedliwość dla ludzi. Budowanie lewicowej strategii przy takich założeniach stwarza istotne problemy.

Lewica a wyzwolenie zwierząt

Czy zatem lewica powinna w ogóle zajmować się wyzwoleniem zwierząt? W kontekście kosztów środowiskowych, generowanych przez przemysł mięsny i związaną z nim bezmyślną konsumpcję zasobów naturalnych, problem wykorzystywania zwierząt w kapitalizmie wydaje się niemożliwy do zignorowania. Tzw. „produkcja zwierzęca” stanowi poważny czynnik w pogłębiającej się dewastacji środowiska, przynosząc zyski coraz mniejszej liczbie, coraz bogatszych podmiotów[9]. Jednocześnie branża mięsna słynie z jednych z najgorszych warunków pracy w całej gospodarce.

Jeżeli zgodzimy się, że sprzeciw wobec niesprawiedliwości był zawsze impulsem do działania na lewicy, to ruchy antykapitalistyczne nie mogą lekceważyć ogromu niesprawiedliwości związanej z systemową eksploatacją zwierząt. Z kolei ruch prozwierzęcy powinien wskazywać taki kierunek zmiany, który przyniesie korzyści nie tylko zwierzętom i najbogatszym ludziom, ale całemu społeczeństwu. Wymaga to jednak krytycznego podejścia do własnej ideologii.

Droga do połączenia ruchu prozwierzęcego i walk antykapitalistycznych musi prowadzić przez nieoczywiste sojusze. Nie zawsze muszą być one tworzone od podstaw. W niektórych przypadkach mogą rozwijać się spontanicznie, na gruncie już istniejących konfliktów społecznych. Przykładem jest Koalicja Społeczna „Stop Fermom Przemysłowym”. Inicjatywa ta powstała w 2012 roku, kiedy Stowarzyszenie Otwarte Klatki, w ramach kampanii prowadzonej przeciwko fermom futrzarskim, rozpoczęło współpracę z lokalnymi społecznościami, doświadczającymi negatywnych skutków środowiskowych obecności takich obiektów w swojej okolicy. Z czasem zakres protestów rozszerzył się także na kurniki i chlewnie. Jak zauważa Jarosław Urbański „w zasadzie każda próba postawienia nowej fermy przemysłowej lub rozbudowy istniejącej wywołuje zdecydowany sprzeciw mieszkańców wsi, którzy czują się z tego powodu zagrożeni. W wyniku prowadzonego monitoringu prasowego ustalono, że w latach 2015–2019 na wsi wybuchło łącznie 449 protestów społecznych przeciwko kurnikom, chlewniom i fermom zwierząt futerkowych. Z kolei na podstawie informacji otrzymanych od władz gminnych stwierdzono, że w latach 2009–2019 w Polsce odbyło się 841 protestów lokalnych społeczności przeciwko fermom o wielkości obsady 40 DJP (duża jednostka przeliczeniowa; 1 DJP w uproszczeniu odpowiada masie 500 kg) i większej”[10].

Ruch prozwierzęcy odegrał zatem niebagatelną rolę we wsparciu największej fali protestów przeciwko agrobiznesowi w Polsce, jednocześnie zyskując poparcie części mieszkańców obszarów wiejskich w walce o wprowadzenie ustawowego zakazu hodowli zwierząt na futra. Wróg okazał się być wspólny: kapitał mający za nic życie zwierząt, zdrowie ludzi i stan środowiska.


Konrad Major – student drugiego stopnia w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. Spółdzielca, weganin.


[1] Amerykańska socjolożka badająca ruch prozwierzęcy Corey Lee Wrenn pisze w tym kontekście o „kompleksie nonprofitowo-przemysłowym” – sieci organizacji non-profit, agencji rządowych i prywatnych fundacji powiązanych z biznesem, które podporządkowują działanie tzw. trzeciego sektora przede wszystkim interesom wielkiego kapitału. por. Corey Lee Wrenn, Piecemeal Protest: Animal Rights in the Age of Nonprofits, Ann

Arbor: University of Michigan Press, 2019.

[2] Nazwa pochodzi od terminu animal welfare, tłumaczonego jako dobrostan zwierząt.

[3] Jak podkreśla jednak Dariusz Gzyra, nie można mówić o jednym abolicjonizmie, ale o wielu abolicjonizmach. Autor ten zauważa, że „przykładowe różnice w ramach współczesnego abolicjonizmu w działaniu na rzecz zwierząt obejmują między innymi kwestie: kontynuacji lub zaprzestania udomowienia, stosunku do dopuszczalności stosowania przemocy w obronie zwierząt, stopnia akceptacji reform i skali dopuszczalnej ugodowości retoryki, zakresu kręgu moralnego i stopnia akcentowania intersekcjonalności (wskazywania na podobieństwa form opresji różnych pokrzywdzonych grup)”. Dariusz Gzyra, Odmiany abolicjonizmu. Zarys nowej klasyfikacji, (w:) Joanna Roś, Kamil. M. Wieczorek (red.), Ludzkie, nie-ludzkie, arcy-zwierzęce. Animalocentryzm?, Siemianowice Śląskie: Wydawnictwo Leimak, 2016, s. 119.

[4] Lyle Munro, The Animal Rights Movement in Theory and Practice: A Review of the Sociological Literature, (w:) „Sociology Compass”, 2012, nr 6 (2).

[5]  Szowinizm gatunkowy (speciesism), to spopularyzowany przez Petera Singer termin, oznaczający „uprzedzenie lub stronniczą postawę faworyzowania członków własnego gatunku kosztem innych”. Por. Peter Singer, Wyzwolenie Zwierząt, Warszawa: Wydawnictwo Marginesy, 2018, s. 59.

[6] George Monbiot, Regenesis. Jak wyżywić świat nie pożerając planety, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2023, s. 339.

[7] Marco Maurizi, Beyond Nature. Animal Liberation, Marxism & Critical Theory, Leiden: Koninklijke Brill NV, 2021.

[8] Na przykład filozoficzna koncepcja praw zwierząt powstała w częściowej kontrze do myśli Singera, ale nigdy nie zakwestionowała jej indywidualistycznych przesłanek.

[9] Marta Skrzypczak, Concentration Processes in the Retail and Meat Processing Industry in Poland and Competitive Relationships in the Food Chain, (w:) „Annals Of The Polish Association Of Agricultural And Agribusiness Economists”, 2024, nr 1(26).

[10] Jarosław Urbański, Chłopi – między populizmem i kapitalizmem, (w:) „Praktyka Teoretyczna”, 2023, nr 2(48), s. 90.